Smolik/Kev Fox: recenzja albumu „Smolik/Kev Fox”

0

Sezon jesienny jest najlepszym okresem dla fanów muzyki wszelakiej. Właśnie wtedy większość artystów decyduje się na wydanie premierowego materiału. Z roku na rok ilość premier i niespodzianek się powiększa, więc osoby o szerokich gustach muzycznych mogą mieć spory problem ze znalezieniem czasu na odsłuchanie większości albumów. Na Polskim rynku szczególnie można zauważyć tendencje wzrostu publikacji płyt debiutantów, czy też starych wyjadaczy. Mamy również do czynienia z coraz większą ilością różnorakich kolaboracji. Jedną z ważniejszych październikowych premier był krążek duetu Smolik/Kev Fox. Album zatytułowany po prostu „Smolik/Kev Fox” ukazał się 23 Października, a singlem promującym był utwór „Run”, który z miejsca podbił serca słuchaczy m.in Listy Przebojów Trójki.

Zacząć należy od wspomnianego przed chwilą „Run”. Jest to chyba najbardziej przebojowy moment na krążku i wcale nie jest dziwne, że utrzymuje się na wysokich miejscach list przebojów. To po prostu świetny i chwytliwy numer, który już po pierwszym przesłuchaniu zostaje na długo w pamięci. Kolejne utwory, choć już nie tak mocno przebojowe również nie mogą wyjść z głowy. Warto wspomnieć o kolejnej perełce jak „Regretfully Yours” w duecie z wokalistką zespołu Bokka. Początkowo można odnieść wrażenie, że te dwa odmienne wokalne światy nie sprawdzą się w jednym utworze. Im częściej wraca się jednak do tego utworu, świadomość spójności duetu wzrasta. Identyczna sytuacja ma się w przypadku „Hollywood”, w którym gościnnie występuje Natalia Grosiak. Najmocniejszym akcentem jest natomiast „Clocked” zamykający krążek. Leniwa, bluesowa perkusja, w połączeniu z mocno wyciszonymi gitarami i spokojnym głosem Foxa, pozwala na chociaż kilka minut ukojenia duszy. Dzieje się tak właściwie w każdym momencie krążka. Nie ma znaczenia, czy utwory są wolniejsze, czy szybsze, weselsze, czy smutniejsze. Ważny jest fakt, że każdy z dziewięciu utworów wzbudza emocje. Smolik, choć związany przy okazji wcześniejszych dokonań z kompletnie innym gatunkiem muzycznym , uświadomił słuchaczom bardzo ważną kwestie, a mianowicie otwartość gatunkową. Udowodnili, że w muzyce nie ma granic, a wzajemny szacunek może spłodzić niejeden wybitny utwór. Tak spójny album mógł powstać jedynie dzięki silnym, indywidualnym osobowościom, dla których nieobce jest pokonywanie barier muzycznych. Świadome ryzyko eksperymentów niejednokrotnie się opłaca.

W ostatnich recenzjach często wspominałem o długości ostatnio wydanych albumów. W przypadku tego albumu jest identyczny „problem”, choć jest to może zbyt śmiałe określenie. Dziewięć utworów przesłuchuje się błyskawicznie i słuchacz dociera do końca płyty. W takim momencie odczuwa się niesamowity apetyt na kolejne utwory. Patrząc jednak na odbiór krążka, można być spokojnym o kolejne wydawnictwa i przede wszystkim koncerty.

kev (2)

Nie ma najmniejszej wątpliwości, iż jest to pozycja obowiązkowa dla fanów delikatnego gitarowego grania, polana lekko nostalgicznym sosem. Z pewnością można stwierdzić iż jest to najbardziej dojrzały Polski album w ciągu ostatnich kilku, jak nie kilkunastu lat. Wciąga, uzależnia i nie pozwala o sobie zapomnieć. Idealna porcja muzyki, na zimne jesienne wieczory. Takich albumów potrzeba w dzisiejszych czasach, szczególnie na rodzimym podwórku. Niezwykła podróż w magiczne i subtelne rejony.

1. Run
2. Mind The Bright Lights
3. Regretfully Yours feat Y (Bokka)
4. Help Yourself
5. Hollywood feat Natalia Grosiak
6. Vera Lynn
7. Beautiful Morning
8. Little Older
9. Clocked

Smolik

Wyro(c)k

9.4 Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie 9
  • Instrumentarium 9
  • Wokal 9
  • Brzmienie 10
  • Repeat mode 10
  • Oceny czytelników (10 głosów) 8.1
Udostępnij to

O autorze

Mofo

Music 4 life. Zwolennik odsłuchiwania całych albumów. Pasjonat odkrywania nowych rejonów muzycznych. Maniak koncertowy - miesiąc bez koncertu jest miesiącem straconym.