Ringo Starr (The Beatles): Recenzja książki „Ringo”

0

Wiele książek zostało już napisanych o Wielkiej Czwórce z Liverpoolu. Wiadomo, ponadczasowe kompozycje plus przesłanie Johna Lennona, wdzięk McCartneya oraz chwytliwość Harrisona. Szczególnie opracowania dotyczące tego pierwszego w ostatnich latach wyrosły jak grzyby po deszczu. Jednak mało kto do tej pory postanowił uporządkować fakty dotyczące „zwykłego” perkusisty, często pomijanego Ringo Starra. A przecież jego kariera z sukcesami trwa do tej pory, już ponad 50 lat. Tego zadania w książce „Ringo”, ukazującej się w polskiej wersji nakładem Wydawnictwa SQN, podjął się Michael Seth Starr (zbieżność nazwisk z głownym bohaterem przypadkowa).

Ringo był ostatnim, który dołączył do legendarnych Beatlesów i na początku nie miał łatwego życia. Na początku reszta muzyków wątpiła w jego umiejętności i na pierwszej sesji nagraniowej zastąpił go muzyk sesyjny… Zresztą Ringo już od najmłodszych lat musiał walczyć z przeciwnościami losu, a przede wszystkim z wątłym zdrowiem. We wczesnych nastoletnich latach trafił do szpitala na 2 lata (!) z powodu gruźlicy i przez to nigdy nie wrócił już do szkoły. A może właśnie dzięki temu, bo to w tym okresie zainteresował się grą na perkusji, poza tym bez ukończonej szkoły, nie miał do roboty nic lepszego niż walenie w bębny…

Beatlemania zaczęła się krótko po dołączeniu Starra do zespołu. Wiązała się z nią wielka sława i przywileje, ale też odpowiedzialność, ciężka praca i brak prywatnego życia. Dość powiedzieć, że gdy Ringo zaczął spotykać się ze swoją pierwszą żoną Maureen, zakochane w nim fanki nachodziły ją, a nawet szarpały i groziły na ulicy. W książce nie brakuje również niezwykle zabawnych i niedorzecznych historii, takich jak ta, gdy perkusista podczas wieczornego wyjścia z hotelu spotkał policjantów, którzy zabrali go na tor wyścigowy Indianapolis 500 i nawet użyczyli mu radiowozu do motoryzacyjnych szaleństw… Po 72 godzinach imprezy, gdy pozostali odchodzili już od zmysłów, Ringo pojawił się tuż przed koncertem tak osłabiony, że ledwo dawał radę uderzać w bębny. Oczywiście, erze Beatlemanii poświęcona jest duża część książki, jednak dalsze życie Starra jest równie dobrze udokumentowane.

beatles-sgt-pep

Ringo, który jako jedyny pozostał w dobrych kontaktach z pozostałą trójką po rozpadzie grupy, był zapraszany do grania na solowych albumach Johna, Paula i George’a. Na początku lat 70-tych chyba jako jedyny nie zwolnił tempa życia, a nawet wpadł w imprezowanie jeszcze bardziej, dzięki znajomościom z takimi osobistościami jak Keith Moon, Mark Bolan czy Harry Nilsson, którzy ze względu na prowadzony styl życia już dawno nie żyją. Autor nie wchodził jednak za głęboko w życie prywatne artysty i raczej skupił się na ścieżce muzycznej kariery. Oprócz podstawowych faktów z życia, takie jak rozwody, śluby, czy śmierć bliskich fani więcej dowiedzą się o tajnikach sesji nagraniowych podczas powstałych albumów czy filmów dokumentalnych o The Beatles, których archiwum zdaje się nie mieć końca.

Książka reklamowana jest jako „biografia człowieka, który wyznacza rytm” i rzeczywiście – Ringo zdecydowanie był perkusistą wyznaczającym trendy. Jako jeden z pierwszych udowodnił, że bębniarz może być równorzędnym partnerem w zespole, a nie tylko odpowiadać za instrument grający gdzieś tam w tle. Dzięki mocnej i szalonej osobowości stał się kolorową postacią inspirującą kolejne pokolenia perkusistów, w tym Phila Collinsa, Johna Densmore’a czy Kenny’ego Aronoffa, którzy w książce zatytułowanej po prostu „Ringo” wypowiadają się o nim z podziwem.

RingoStarr

Wyro(c)k

80%
80%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Warsztat autora
    8
  • Treść
    8
  • Walory estetyczne
    8
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!