Rex Brown: Recenzja albumu „Smoke On This…”

0

Czasami podejmujemy decyzje, które wydają nam się najlepszymi w życiu. Jednak po wielu latach perspektywa się zmienia i niejednokrotnie trudno zerwać przypiętą raz na zawsze łatkę. Taka historia spotkała Rexa Browna, który już zawsze będzie kojarzony jako „ten basista z Pantery”. Amerykański muzyk postanowił jednak podjąć walkę i zaskoczyć fanów na całym świecie swoim nowym, solowym projektem. Płyta zatytułowana „Smoke On This…” ukazała się 28 lipca, a my dzięki wytwórni Steamhammer mieliśmy okazję zapoznać się z tym materiałem. Czy Rex Brown wydostał się ze szponów swojej przeszłości?

Basista nie krył, że był znudzony metalem i potrzebował odskoczni od wszystkiego, co tworzył do tej pory. Jego debiutancka płyta to hołd złożony muzykom, którzy ukształtowali jego muzyczną tożsamość. Nie brakuje tutaj nawiązań do lat 70. i ukochanego zespołu Rexa – Led Zeppelin.

Chciałem ponownie poczuć się artystą, który może pisać i nagrywać utwory bez zamartwiania się o jakieś bzdury – deklaruje basista. Może ten album niekoniecznie trafi do fanów metalu, ale wierzę, że wielu sympatyków Pantery wychowało się na tej samej muzyce, co ja. To coś, co tworzę dla przyjemności. Totalna wolność. Ponownie poczułem się jak trzydziestolatek.

“Smoke On This…” został nagrany przez Caleba Shermana w jego domowym studio w Nashville. W pracy nad premierowymi kompozycjami Brownowi pomagali perkusista Accept – Christopher Williams oraz gitarzysta – Lance Harvill.

Debiutancka płyta Rexa Browna to jego osobiste katharsis. Podróż, w którą zabiera słuchaczy, obrazuje długą drogę, którą przeszedł od czasu debiutu w Panterze, przez śmierć jego przyjaciela – Dimebaga Darrella, aż do występów w Crowbar i Down. Od pierwszych dźwięków „Lone Rider” mamy świadomość, że to będzie szybka, niebezpieczna jazda. Ciężkie hardrockowe riffy z lat 80. w połączeniu z przebojowym refrenem to świetny sposób na otwarcie albumu. Słuchając pierwszych utworów z ‘Smoke On This…”, mamy wrażenie, że beztrosko przemierzamy kolejne kilometry amerykańskich autostrad, siedząc za plecami prowadzącego motor Rexa. Kolejne kilometry mijają błyskawicznie przy dźwiękach „Crossing Lines”. To pewnego rodzaju hołd dla muzyki AC/DC. Intro przypomina największe hity Australijczyków, a brudne brzmienie gitar i delikatne, gitarowe ozdobniki sprawiają, że ma się ochotę zapomnieć o wszystkim innym i oddać zabawie.

Jednym z najjaśniejszych punktów albumu jest singiel „Buried Alive”. Utwór powstał z myślą o tragicznie zmarłym Dimebagu Darrellu. Brown przyznaje, że przez wiele lat starał się poradzić sobie ze stratą przyjaciela. Tonął w morzu whiskey, aż pewnego dnia otrząsnął się i odnalazł nowego siebie. Basista twierdzi, że to przykład kompozycji, która „tworzy się sama”. Od samego początku uwagę przykuwają akustyczne wstawki oraz funkowe brzmienie perkusji, które wprowadzają nas w nastrój zadumy i jakiegoś wewnętrznego spokoju. Szybko jednak zostajemy z niego wybici ostrymi riffami. Trudno się dziwić wyborowi Rexa, gdyż „Buried Alive”, to jedna z ciekawszych kompozycji na albumie i zdecydowanie zasługuje na to, aby promować wydawnictwo.

Na debiutanckim longplayu Browna łatwo znaleźć wiele nawiązań do rockowych brzmień z lat 70. i 80. Nieco inaczej jest z utworem „Train Song”, który niezmiernie przypomina dokonania…Black Label Society. Po przecinających powietrze riffach ma się nieodparte wrażenie, że za chwilę usłyszymy wokal Zakka Wylde’a. Ta kompozycja powinna przypaść do gustu wielu fanom dokonań Rexa w Panterze. „Train Song” to pociąg, który pędzi z niebezpieczną prędkością i demoluje na swojej drodze wszystkie przeszkody. Na podkreślenie zasługuje tutaj świetna praca Lance’a Harvilla, którego solówki idealnie oddają klimat utworu.

Brown nie ukrywał, że praca w studio w Nashville była dla niego próbą odkrycia nowego siebie. Poszukania swojego nowego muzycznego oblicza. Słuchając „Smoke On This…”, ma się wrażenie, że kolejność kompozycji chronologicznie porządkuje etapy życia basisty. Po dawce ostrego, hardrockowego grania nadszedł czas na chwilę odpoczynku. Dostajemy kilka wolniejszych kompozycji, w których Rex zaskakuje nas i, jak sam przyznał, również siebie, umiejętnościami wokalnymi. „Get Yourself Alright” to niezwykle klimatyczny numer przynoszący na myśl wspomnienia o amerykańskich klubach z lat 70., w których unosi się dym cygar, a w półmroku na scenie rozstawia się kolejna młoda kapela chcącą zawojować świat. Moją uwagę przykuł „Fault Line”. W tej chwili musiałem dwa razy sprawdzić, czy to na pewno Rex Brown. Delikatny, zmysłowy wokal, akustyczne brzmienie i pianino. Basista przywraca w nas wspomnienia dzieciństwa. Szczęśliwych lat beztroski, gdy liczyła się tylko dobra zabawa. Utwór okraszony świetną solówką Harvilla to jedno z największych zaskoczeń na tym wydawnictwie.

Album ma też swoje gorsze strony. Z pewnością zalicza się do nich utwór „What Comes Around”, który poprzez niezliczoną ilość powtórzeń i prostą formę zwyczajnie nudzi słuchacza. Wygląda na to, że Brown zainspirował się w tym przypadku Stevem Harrisem z Iron Maiden, który, w okresie pracy nad „Virtual XI”, upodobał sobie powtarzanie pojedynczych fraz.

Na szczęście Rex szybko się zrehabilitował kompozycją zatytułowaną „Grace”. Jak sam przyznaje, to właśnie ten numer sprawił, że uwierzył we własne możliwości wokalne. Basista czaruje swoim lekko zachrypniętym głosem, a chwytliwy refren i delikatny gitarowy podkład przywodzi na myśl wspomnienia o radiowych hitach sprzed 40 lat. W tym przypadku Brown udowadnia, że radiowo nie zawsze oznacza źle.

Wydawnictwo zamyka utwór zatytułowany „One of These Days”. Apokaliptyczny nastrój potęgowany przez głębokie brzmienie bębnów w połączeniu z bogatą aranżacją czyni z niego jeden z najciekawszych elementów „Smoke On This…”. Nagle wszystkie instrumenty milkną i zostajemy sam na sam ze śpiewającym a capella Brownem. Ten facet zdecydowanie uwierzył w siebie i czaruje nas swoim głębokim, mocno gardłowym wokalem. W jednej chwili nastrój utworu zmienia się o 180 stopni i mamy wrażenie, jakbyśmy podczas wyprawy łodzią na otwartym morzu zostali uratowani przed nadchodzącym sztormem. W ten sposób kołysząc się w rytm powtarzanej przez Rexa frazy, dopływamy szczęśliwi do portu.

„Smoke On This…” nie jest przełomową płytą. Powiedzmy to sobie szczerze. Jednak jest ona nasycona szczerością, która jest w muzyce najważniejsza. Ten album nie został stworzony z myślą o fanach. To wydawnictwo, którego Rex Brown potrzebował, aby pokonać demony przeszłości, aby odkryć prawdziwego siebie i udowodnić sobie, że wciąż ma wiele do zaoferowania. Czy uda mu się zerwać z łatką „tego basisty z Pantery”? Życzymy mu tego z całego serca, bo podróż z nim do lat 70. i 80. jest jak wyprawa z najlepszym przyjacielem, który zna niezliczoną ilość fascynujących opowieści.

1. Lone Rider
2. Crossing Lines
3. Buried Alive
4. Train Song
5. Get Yourself Alright
6. Fault Line
7. What Comes Around…
8. Grace
9. So Into You
10. Best Of Me
11. One Of these Days

Wyro(c)k

75%
75%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    7,5
  • Brzmienie
    7
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (3 głosów)
    9.6
Udostępnij to

O autorze

"Ludzie myślą, że nigdy nie dorosnę. Ale nie mam wyjścia. Nie mam już 21 lat."