Recenzja płyty Maggoth – "System Error"

0

Każdy zespół rozpoczynając karierę, wiąże się z określonym gatunkiem z którego będzie czerpał inspiracje. Każda kapela ma też swoich idoli i poziom który chcieliby osiągnąć. Jednak nie każdy band ma „energię, która jest w bezkompromisowy sposób przekazywana słuchaczowi” i nie wszyscy muzycy sprawiają swoim autorskim materiałem, że ze zdenerwowaniem łapiesz za instrument, by spróbować zasypać dzielącą was przepaść. Nie wszystkim artystom udaje się to również osiągnąć na pierwszym albumie i to w osłabionym składzie. W moich uszach wciąż huczy brutalne „System Error” pabianickiego Maggotha, grupy z której polski thrash powinien być więcej niż dumny.

Recenzja płyty Maggoth - "System Error"

OGÓLNE WRAŻENIE

Już od pierwszych dźwięków „System Error” wiedziałem, że to będzie dawka solidnego i znacznie podnoszącego poziom adrenaliny thrashu. Nie spodziewałem się jednak, że przy zachowaniu jak najbardziej thrashowej tematyki tekstów, surowości grania oraz zmiennych temp, można na jednym, zaledwie 26-minutowym krążku, przedstawić tak bogatą różnorodność gatunkową spod znaku metalowej ekstremy. I nim zdążyłem w myślach zadać sobie w ogóle pytanie „I gdzie ten groove metal z opisu?”, już pierwszy hipnotyzujący riff w otwierającym ‚Liars’ sprawił, że moja głowa rozbujała się na całego i to nawet bardziej niż pod wpływem panterowskiego ‚Walk’. Natomiast już 3 riffy i 2 doskonałe przejścia dalej mamy do czynienia z tak młócącym bridgem i miodną solówką, że słuchacza roznosi nuklearna energia, grożąca swoją intensywnością najbliższemu otoczeniu. A to dopiero pierwszy kawałek z tracklisty.

Następne utwory na „System Error”, będącego kopalnią zapadających już po pierwszym przesłuchaniu riffów, ponownie serwują nam wielogatunkową, muzyczną ucztę w thrashmetalowym, gęstym sosie. Mamy ‚Brutal Mortality’ w którym ciężką frazę przypominającą ‚Demon’s Wind’ z „The Ultimate Incantations” Vadera, deathowe i sowicie doprawione soczystymi blastami ‚Lunatic Soldier’, ‚True Falseness’ które długością, dzikimi przebiegami po gryfie i sposobie prowadzenia wokalu brzmi niczym Slayer, stopniowo rozpędzające się ‚Blind Sheep’ czy bogate w pożywne i piszczące solówki ‚F.W.L’ i ‚Dignity’.

Jednak Slayer, Vader czy Pantera to nie jedyne, wyraźnie wybrzmiewające na albumie inspiracje, bo skupiając się na ścieżkach poszczególnych instrumentów znajdziemy ich znacznie więcej.

INSTRUMENTARIUM

To co przykuło najbardziej moją uwagę w twórczości Maggotha to nie tylko niesamowita techniczność perkusji, ale i jej niesamowite brzmienie, osiągnięte przez traktowane często po macoszemu przez innych perkusistów tomy, szczególnie jeżeli chodzi o ich nagłośnienie. Łódzkie studio w którym powstał „System Error” wykonało świetną robotę, a słuchanie miksu w postaci, jakiej znalazł się na płycie, sprawia, że ponownie muszę wesprzeć się porównaniem do innego zespołu, by opisać Paweła ‚Młodego’ Drozda za garami. Bo styl bębniarza z Maggotha, przypomina mi to jak grał Igor Cavalera z czasów „Schizophrenii” i „Beneath The Remains” Sepultury. Jest dynamicznie, jest zmiennie, jest gęsto i jest naprawdę bardzo surowo.

Druga połówka sekcji rytmicznej niestety aż tak już nie zachwyca, choć basista oczywiście wykonał swoją robotę dobrze. Brakowało mi w tym większego urozmaicenia, niż jedynie roli podkreślania gitarowych riffów i na pewno w tym przypadku również sam miks sprawił, że ścieżka basu zlała się ze ścieżkami wioseł. Plusem jest ściana dźwięku powstała przez taki zabieg. Jednak moim zdaniem indywidualne i charakterne niskie tony dodatkowo wzbogaciłyby doskonałą muzykę Maggotha.

Recenzja płyty Maggoth - "System Error"

I jeżeli już jesteśmy przy tym jak zostało zmasterowane recenzowane nagranie, to nie zaszkodziłoby większe wydobycie i podbicie wokalu, który miejscami został po prostu przytłoczony przez agresywne ataki na struny i bębny. Natomiast głos Artura ‚Austina’ Kubiaka jest taki jaki powinien być – jest silny, brudny, thrashowy i gdy się pojawia to intensyfikuje odbiór genialnych riffów, które Austin również w roli gitarzysty rytmicznego wypluwa z siebie z szybkostrzelnością karabinu maszynowego.

Na koniec zostawiłem gitarę solową leworęcznego Wojteka ‚Wojasa’ Piekarniaka, łączącą w sobie melodyjność i rozedrganie solówek Kirka Hammetta oraz rytmiczność, szybkość i piszczące rejestry, które mogliśmy usłyszeć spod palców Kerry’ego Kinga i Jeffa Hannemana. Uwagę zwracają również drobne smaczki jak fragmenty solówki z ‚True Falseness’ granej unisono z wiosłem Austina czy nawidzona końcówka ‚Brutal Mortality’, gdzie zmieszano skromny reverb i zdecydowanie nieskromna eksploatacja floyda.

PODSUMOWANIE

Po przesłuchaniu całości albumu wiemy, że za każdym razem, gdy zabraknie nam porannej kawy, powrócimy do niego by pobudził nas kofeiną mocnych dźwięków. Wrażenie, które wywołał na mnie ten krążek zawarłbym w jednym zdaniu – Maggoth to coś więcej niż thrash. Gorąco polecam to nagranie nie tylko hardkorowym thrasherom, ale i tym, którzy szukają powiewu świeżości w gatunku. I jak to mawia redakcyjny kolega: Stay brutal, support the underground! Bo w przypadku Maggotha naprawdę jest co wspierać!

Tracklista:

01. Liars
02. Brutal Mortality
03. Lunatic Soldier
04. True Falseness
05. Dignity
06. Blind Sheep
07. F.W.L

Ocena: 8,5/10 (Bardzo solidna płyta!)
Autor: Mateusz Sendecki

Udostępnij to

O autorze

materonin

Sierżant rezerwy, spawacz i wokalisto-basista kapeli Heat Affected Zone. Jestem wyznawcą Dio oraz zwolennikiem grania, słuchania, podnoszenia i picia ciężkich rzeczy. Żeruję w mosh pitcie i wciągam kofeinę. "Second sun is rising to eclipse the first" STAY HEAVY! \m/