Recenzja płyty Lincz – „Współcześni”

0

Utarte powiedzenie „chytry jak poznaniak”, seria niesmacznych dowcipów i odwołany koncert zespołu Behemoth. W ostatnich czasach miasto Poznań nie kojarzy się mieszkańcom Polski zbyt dobrze. Teraz, dzięki zespołowi Lincz stereotyp zapewne ulegnie niemałej zmianie. Bo jakże można mówić o samolubności czy przebiegłości w sytuacji, gdzie zamieszkujący tam muzycy dzielą się ze światem wspaniałymi, mocnymi i artystycznie połamanymi dźwiękami?

Recenzja płyty Lincz - "Współcześni"

Powijając niniejszą recenzję natrafiłem na niemałą trudność. Mowa tu wszakże o samej muzyce – na pierwszy rzut ucha dziwnej i nieokiełznanej. Tym bardziej jest to absurdalne, gdyż gatunek metalcore/hardcore jest mi raczej znajomy. Długo nie wiedziałem jak ugryźć ten temat, ale ratunek znalazłem w rzeczy najprostszej: wyłączywszy ekran komputera z kajecikiem i pisadłem w dłoni usiadłem w wygodnej pozycji tuż naprzeciwko głośników. Teraz już wiem, że płyta „Współcześni” z powodu wielu czynników słuchana musi być w pełnym skupieniu.

Pierwszym i najważniejszym z wyżej wspomnianych czynników jest rozbudowana warstwa instrumentalna. Na pierwszy plan wychodzi tutaj mięsiste brzmienie gitary, która nie odpuszcza choćby na chwilę strzelającej niczym szturmowy karabin stopy perkusji. Zabieg ten znajdziemy na całym krążku, ale szczególnie słyszalny jest w kompozycji ‚Sztuka Milczenia’. Będąc przy temacie wiosłowania warto zaznaczyć też obecność delikatnych, nieprzesterowanych partii (‚Come On, Get Up!’, ‚Żywi do Nieżywych’) i prostych, niewirtuozerskich, lecz pasujących do klimatu solówek. Ważną rolę w Linczowych dźwiękach odgrywa także elektronika – psychodeliczne intro i syntetyczna wstawka w ‚Sirach’ jest tego najlepszym przykładem. Ostatnią kwestią jest bas, który w utworach ukryty jest gdzieś z tyłu, co nie znaczy oczywiście, że nic nie wnosi do muzyki – bez niego brzmienie byłoby nieprzyjemne i płaskie.

Drugą, już nieco gorszą kwestią jest wokal. Hardcore’owy ryk Łukasza Wójcika w większości kompozycji zaprezentowany jest w niezmiennej tonacji. Powoduje to bardzo szybkie znudzenie warstwą liryczną, a po dłuższym czasie ludzki mózg zwyczajnie pomija ten element, na rzecz wyżej wymienionej, dobrze skomponowanej muzyki. Pod koniec płyt zdarzają się owszem niewielkie odstępstwa, jak np. szepty w ‚Sirach’, czy growl i melorecytacja w ‚Rowerku’, ale w kontekście całości materiału niewiele to do sprawy wnosi. Rzeczą, która na płycie „Współcześni” intryguje najbardziej jest gościnny głos Agnieszki Branewskiej. Głos, który jest mocny, a zarazem czarujący (‚Izba Przyjęć). Głos, który potrafi podbudować utwór potężnym góralskim wręcz zaśpiewem (‚Sztuka Milczenia’), anielskim nuceniem czy wreszcie operowym falsetem (‚Rowerek’).

www.youtube.com/watch?v=HhO5LZJrUk4

Warstwa liryczna sprawia nie lada problem. Męski wokal jest delikatnie za cichy i zdecydowanie za szybki co skutecznie utrudnia usłyszenie, a co dopiero zrozumienie sensu wypowiadanych słów. Z tego, co jednak uda się wydedukować można wywnioskować jedną podstawową cechę – przesłanie kompozycji ma wydźwięk z goła negatywny. Najlepiej ukazuje to najczęściej pojawiający się w recenzji ‚Rowerek’, który jest zarazem najbardziej kontrowersyjnym utworem. Sama nazwa ostatniego na krążku utworu zmusza do zastanowienia się i zadania sobie pytania: o co chodzi? czy jest to jakiś żart? Niestety zapewniam że nie. Tekst jest do bólu szczery, mocny, chwyta za serce i wprawia w osłupienie. Po zakończeniu płyty w słuchaczu pozostaje tylko głucha pustka i szereg dylematów.

Żadna, nawet najlepsza recenzja nie odda tego, co można wynieść z debiutanckiej płyty poznaniaków. Mam nadzieję, że obecna, rosnąca w siłę fala metalcore’u wyniesie ich na polskie klubowe sceny, gdzie będą mogli z rosnącą częstotliwością prezentować swoje bogate umiejętności. A i w płodności kompozycyjnej także powodzenia trzeba życzyć, co by tak świetnych utworów przybywało. Jak było na początku, tak będzie i na koniec: warto wykraczać poza stereotypy – dzięki temu poznajemy rzeczy, po które nie wyciągamy rąk na co dzień.

Tracklista:
1. ‚Intro’
2. ‚Come On, Get Up!’
3. ‚Współcześni’
4. ‚Żywi do Nieżywych’
5. ‚Izba Przyjęć’
6. ‚Sztuka Milczenia’
7. ‚Durne Krety’
8. ‚Sirach’
9. ‚Rowerek’

Ocena: 8/10

Udostępnij to

O autorze

MattMarduk

Uzależniony od muzyki. Każdej. Bez względu na gatunek. Chłonę wszystko - od miejscowego undergroundu, aż po światowe legendy metalu. Otoczony dźwiękami całą dobę pisuję, czytuję i poznaję. W życiu kieruję się słowami, które zostawił po sobie Cliff Burton: "Nie wypalasz się od szybkiego życia. Wypalasz się od powolności i znudzenia."