Recenzja płyty Killer Be Killed – „Killer Be Killed”

0

Opisywanie płyty jakiejkolwiek supergrupy jest zawsze trudnym zadaniem. Zazwyczaj w takich zespołach spotyka się kilka legend – ludzi, którzy dla świata muzyki znaczą naprawdę wiele. Czy nie jest pewnego rodzaju przykrym obowiązkiem recenzowanie tego, że wymiatacze postanowili się razem zabawić i wydać kilka(naście) utworów? Trochę tak jest, szczególnie, że są to osobistości, które swoje już zdążyły powiedzieć i właściwie nic więcej mówić nie muszą. Tym razem skrzyżowały się drogi Mastodona, The Dillinger Escape Plan, Soulfly oraz The Mars Volty, a skrzyżowanie to ochrzczono dość wymowną nazwą Killer Be Killed. Czytając poniższą recenzję dowiecie się czy supergrupa zbiera swoim debiutanckim albumem krwawe żniwo czy też zabiła się sama.

Killer_Be_Killed

Warto zaznaczyć, że wokalistów jest aż trzech. Śpiewają tutaj Troy Sanders, Greg Puciato oraz Max Cavalera. Żaden z nich nie wiedzie prymu, tak samo jak nikt tutaj nie został zepchnięty do robienia chórków. Głos każdego z panów jest zupełnie inny i na albumie wyklarował się jasny i oczywisty z czasem podział – Greg odpowiada za wyższe screamy i śpiew, Max krzyczy w typowym, thrashowym stylu, a Troy generuje istne ściany dźwięku swoją niespotykaną, łagodną barwą. Pierwsze zetknięcie z tą wybuchową mieszanką możemy spotkać w otwierającym krążek utworze „Wings of Feather and Wax”. Kawałek jest właściwie streszczeniem wszystkiego, co nas na tym albumie spotka – genialny i niesamowicie przebojowy refren, chwytliwe, thrashowe riffy i specyficzny, dość szalony, sposób pisania utworów.

Ciężko jest bowiem przewidzieć czego się można spodziewać po każdej następnej sekundzie tego krążka. Nie jest to odtwórcze, przewidywalne granie. Muzykom z czterech dość odległych mimo wszystko od siebie zespołów z pewnością sprzyja wspólne przebywanie ze sobą. Niespodzianką jest to, że krzyczący w The Dillinger Escape Plan Greg Puciato gra tutaj również na gitarze, co wprowadza powiew świeżości w skostniałe już nieco riffy Maxa Cavalery. Wsłuchując się na przykład w fenomenalny kawałek „Snakes of Jehova” można usłyszeć wyraźne wpływy mathcore’owej formacji Grega, jak również zagrywki rodem z Sepultury czy Soulfly. „Fire To Your Flag” to z drugiej strony krótka, zawierająca pokłady nieokiełznanej energii petarda, która zaskakuje słuchacza nagłym, potężnym breakdownem.

Można napisać naprawdę spory kawałek tekstu o świetnych patentach, które się na tej płycie znajdują. Z każdego dźwięku bije ogromna dojrzałość, a całość krążka można sobie spokojnie przedstawić jako pasującą do siebie idealnie układankę. Każdy z poszczególnych elementów dobrze siedzi w całej konstrukcji, a w samym środku jest coś, czego nie da się nauczyć – umiejętność kopania fanów w tyłek niesamowitą energią i mocą. Trzeba tutaj wspomnieć o genialnym intrze do kawałka „Face Down”czy ewidentnie thrashowym „I.E.D.” Dużo do powiedzenia w kreowaniu takiej a nie innej potęgi poszczególnych numerów ma David Elitch, były perkusista progresywnej The Mars Volty. Mimo wcześniejszego realizowania się w zespole, który stawiał na wyszukany rytm i dużą ilość smaczków, David odnajduje się świetnie w polanym mathcore’owym sosem groove metalu wiedząc przy tym jak uderzyć w bęben tak, by headbanging był odruchem bezwarunkowym.

Mimo jednak ciekawego uzupełniania się gitarzystów słychać, że prym wiedzie Max Cavalera. Nie trzeba przy tym ukrywać, że postrzegany jest ostatnio jako artysta nieco wypalony i odcinający kupony od swojej działalności w Sepulturze oraz Soulfly. Panowie Greg Puciato oraz Troy Sanders zagonili co prawda brazylijskiego frotmana do roboty, ale słychać, że w kwestii brzmienia to on miał ostateczne słowo. Efekt? Gitary brzmią dość płasko. Nie przeszkadza to przy pierwszych odsłuchach ‚Killer Be Killed’ jednak później może wyraźnie zmęczyć. Brakuje tu pewnego marginesu błędu, śladu ludzkich rąk na każdym dźwięku i zwyczajnej naturalności.

Killer_Be_Killed_Band_Photo

Pozostając na moment przy wadach warto przypomnieć sobie słowa Maxa Cavalery, który wspominał ostatnio, że zafascynował się grindcorem i sam w najnowszym klipie Soulfly paradował w koszulce z logiem zespołu Nails. W wywiadach dotyczących nowego krążka Cavalera Conspiracy niejednokrotnie pojawiało się stwierdzenie, że nowy album tego projektu będzie zawierał sporo krótkich utworów, stawiających na brutalność i przekazanie samych pomysłów. Czemu więc nie zawarto tego tutaj? Od Puciato, Sandersa, Elitcha i Cavalery bije ogromny temperament i chęć obicia fanom twarzy muzyką. Tymczasem niektóre utwory są wręcz do bólu przeciągnięte – wspomniany “Face Down” czy “Melting of My Marrow” są tego doskonałymi przykładami. Nieraz przyłapywałem się na tym, że gdy spodziewałem się końca utworu muzycy jeszcze raz powtarzali jeden z poprzednich motywów.

Mimo pewnych wad ‚Killer Be Killed’ stanowi niesamowicie pozytywne zaskoczenie. Jest to z pewnością projekt, który wyrwał Maxa Cavalerę ze szponów rutyny. Ponadto pokazał, że Greg Puciato może stworzyć sporo ciekawych pomysłów jako gitarzysta i uświadomił mi jak wszechstronnym perkusistą jest David Elitch. Utwory są jednocześnie przebojowe i zakręcone, kipiące zarówno młodzieńczą energią jak i dojrzałością. Można się przyczepić co prawda do brzmienia i nie zawsze trafionych rozwiązań aranżacyjnych, ale, tak jak wspominałem we wstępie, czepialstwo w tym wypadku jest dość trudne i może nawet chwilami nie do końca uzasadnione. Podsumowując – spodziewałem się albumu przeciętnego, dostałem album znakomity. Nie genialny, ale zwyczajnie bardzo dobry. Polecam!

Tracklista:

1. Wings of Feather and Wax
2. Face Down
3. Melting of My Marrow
4. Snakes of Jehova
5. Curb Crusher
6. Save The Robots
7. Fire To Your Flag
8. I.E.D.
9. Dust Into Darkness
10. Twelve Labors
11. Forbidden Fire

Ocena: 8.5/10

Bartosz Pietrzak

Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.