Recenzja płyty Exodus – ,,Blood In Blood Out”

0

Warto obserwować poczynania thrashowych gigantów. Prawie wszyscy reprezentanci Bay Area i wschodniego wybrzeża grają już 30 lat, a łoją tak dobrze, jakbyśmy mieli lata 80-te. Najlepszym potwierdzeniem moich słów są ostatnie płyty Overkill, Testamentu, czy pierwszy po wielu latach krążek Anthraxu. Exodus też nie zwalniał tempa i razem z Dukesem wydał bardzo dobre ,,Exhibit B: The Human Condition”. Po 4 latach, już ze starym-nowym wokalistą, Amerykanie powrócili. Jak ma się ,,Blood In Blood Out” do ich wcześniejszych dokonań? Dowiecie się tego z tej recenzji.

Recenzja płyty Exodus - ,,Blood In Blood Out"

Latem kapela ogłosiła, że rozstaje się z Robem Dukesem, który śpiewał w Exodusie od 2005 roku i wydał z nimi 3 albumy studyjne. Dukesa lubiłem, miał tę sceniczną agresję i energię, która mogła niektórym przypominać zachowanie Paula Baloffa. Nie ukrywam jednak, że to Zetro był zawsze moim ulubionym wokalistą Exodusa. Facet obchodził w tym roku 50. urodziny, ale słuchając najnowszego albumu za nic bym nie powiedział, że Steve się postarzał. Ze swoim głosem jest lekkim przeciwieństwem brutalności Dukesa. Śpiewa o wiele wyżej, ale agresji, której z niego ulatuje, mogłoby mu pozazdrościć większość dwudziestolatków. Dlatego m.in. sięgnąłem po tę płytę – miałem nadzieję usłyszeć coś na miarę ,,Tempo Of The Damned”, na którym wokal dopełnia wysoką jakość całego albumu.

Najnowsza płyta Exodusa zaczyna się od utworu ,Black 13’, w którym intro wykonał Dan The Automator, producent muzyki elektronicznej. Brzmi to nieźle, tym bardziej, że elektroniczne brzmienie bardzo płynnie przechodzi w gitarowy riff, a po chwili rozpoczyna się typowe Exodusowe tornado. Gdy Souza wchodzi ze swoim wokalem, od razu wiadomo, że gość nie zestarzał się ani trochę przez 10 lat, a może jest w nim jeszcze więcej agresji niż dawniej.

Następny utwór to tytułowy ,Blood In Blood Out’, który jest chyba jednym z najmocniejszych punktów albumu – szybki, z świetnym chóralnym wykrzykiwaniem refrenu. Zetro wyrzuca z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. Czuć old school. Mimo wszystko uważam, że w porównaniu do ,,Exhibit B: The Human Condition” brzmienie jest troszkę złagodzone, gitary nie tną tak mocno i szorstko. Nie przeszkadza to jednak na tyle, żeby odrzucić płytę w kąt już po 2. kawałku, bo ,Blood In Blood Out’ zostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. 
Dobrymi punktami całego krążka są też chóralnie wykrzykiwane przez zespół frazy w różnych kawałkach – coś, co na pewno dobrze sprawdzi się na koncertach.

Jednym z kolejnych numerów jest ,Salt The Wound’, nagrany z Kirkiem Hammettem, starym kolegą Exodusa z czasów, gdy gitarzysta nie grał jeszcze w Metallice. Kirk występował w Exodusie na początku swojej kariery, ale nigdy nie nagrał z nim żadnego kawałka, który ukazałby się na albumie studyjnym. Panowie doszli do wniosku, że w końcu nadszedł na to czas i wszyscy byli bardzo podekscytowani tą współpracą. I słusznie, bo kawałek jest świetny. Dobry riff, charakterystyczna solówka Pana Wahmetta, którą nieciężko odróżnić od solowych popisów Gary’ego Holta. A gdy Zetro drze się ,,Is Salt the Woooooooound!”, to pozamiatane. Nie wiem, czy długa przerwa od śpiewania w Exodusie zgromadziła w nim tak duże pokłady energii, ale Souza naprawdę jest jednym z najmocniejszych punktów tego albumu.

Do gustu przypadł mi też ,Body Harvest’, z bardzo fajną solówką i ciężkim, jak na ten album, riffem. Kolejny świetny kawałek z ,,Blood In Blood Out”. Zawiódł mnie za to ,BTK’, przy którym zespół współpracował z Chuckiem Billym z Testamentu. Nie wiem jednak, na czym polegała ta współpraca, bo Chucka w utworze jest po prostu za mało. Zresztą, kawałek jest bardzo mierny, powiedziałbym wręcz, że nudny i wokalista Testamentu nie ratuje sytuacji.

Najnowszy album Exodusa nie jest w całości przepełniony thrashowym nawalaniem – znajdziemy tu sporo umiarkowanych temp, które raz wypadają lepiej, raz gorzej. Zależy to już w całości od gustu słuchacza. Strasznie fajnie brzmi za to ,Wrapped In The Arms of Rage’, ze świetną i energiczną częścią środkową.
Zawodzi ,My Last Nerve’, który zaczyna się trochę jak upośledzony brat znakomitego ,Blacklist’ z ,Tempo Of The Damned’. Kawałek w średnim tempie, który niczym się nie wyróżnia i na pewno nie zostanie w głowie – niestety, na ,,Blood In Blood Out” znajdziemy kilka takich numerów.

Odbiegnijmy trochę od poszczególnych kawałków i zahaczmy o temat instrumentarium na najnowszym albumie Exodusa. Podobają mi się partię basu, które na koncertach będą nieźle przewracać trzewia. Brakuje mi za to trochę charakterystycznych riffów, które zatrzymałyby się w naszej głowie na dłuższy czas. Za czasów Dukesa Exodus tworzył więcej numerów, które wręcz prowokowały do circle pitów czy ścian śmierci. Tutaj nie jest źle, ale niektórym kawałkom brakuje tej iskry i nawet wokal Zetro ich nie ratuje. Naprawdę chciałbym usłyszeć tu więcej potężnie brzmiącej gitary i burzącej mury perkusji. Może się czepiam, ale trochę nie zadowala mnie miks.

Album kończy się numerem ,Food To The Worms’, do którego akurat circle pit wyszedłby świetnie. Chyba jeden z najszybszych kawałków na najnowszym Exodusie, który trochę ratuje sytuacje po kilku słabszych kompozycjach.

W sieci można znaleźć dużo porównań do dwóch albumów Exodusa. Z jednej strony wszyscy porównują ,,Blood In Blood Out” do ,,Tempo Of The Damned”, który do tego momentu był ostatnim krążkiem nagranym z Zetro. Opinie są na ogół jednoznaczne – nowy album pod względem muzycznym sporo odstaje od tamtego dzieła. Zetro wciąż wymiata, ale niektóre kompozycje w ogóle mnie nie porywają i nic nie wnoszą do twórczości Amerykanów.
Drugie porównanie to ostatni album Exodusa z Dukesem, czyli ,,Exhibit B: The Human Condition”. Krążek z Robem również wygrywa z najnowszym dziełem thrash metalowców. Trochę brakuje tu takich epickich i jednocześnie pełną gębą thrashowych kawałków, jak ,Downfall’, czy rozwalającego mnie na części numeru na miarę ,The Ballad of Leonard and Charles’, w którym Dukes niewiele ustępuje Zetro.

Ogólnie mówiąc, spodziewałem się czegoś więcej po najnowszym albumie Exodusa. Powrót mojego ulubionego, byłego wokalisty, szumne zapowiedzi Gary’ego Holta i świetni goście, którzy pojawili się na tej płycie… Trochę się przeliczyłem. Płyta ma wiele świetnych momentów, ale jest jednocześnie nierówna. Niemal połowa krążka to kawałki bez wyrazu, do których raczej nigdy się nie wraca.
,,Blood In Blood Out” cierpi na typowy syndrom nierównej płyty – bardzo dobry początek, po czym od połowy albumu poupychanych jest wiele miernych, w ogóle nie porywających utworów. Gdybym podszedł do tego krążka na luzie, bez żadnych oczekiwań, może moja ocena byłaby inna. Ale napaliłem się na świetne dzieło, powtórkę z ,,Tempo Of The Damned”, przez co się przeliczyłem. Nie piszę, że album jest zły – gdyby powycinać z niego najlepsze utwory i dorobić do nich z 5 kawałków, mielibyśmy świetny krążek. A tak, mamy „tylko” dobry.

Tracklista:

01. Black 13 feat. Dan The Automator
02. Blood In, Blood Out
03. Collateral Damage
04. Salt The Wound feat. Kirk Hammett
05. Body Harvest
06. BTK feat. Chuck Billy
07. Wrapped In The Arms of Rage
08. My Last Nerve
09. Numb
10. Honor Killings
11. Food For The Worms

Ocena: 6,5

Autor: Rafał Stempień

Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

Headbang motherfucker.