Devin Townsend: Recenzja płyty „Sky Blue”

0

Jeśli miałbym sporządzić listę najbardziej kreatywnych, pracowitych i ambitnych muzyków naszych czasów, to bardzo wysoko znalazłby się na niej Devin Townsend. Kanadyjski wokalista,multiinstrumentalista oraz producent muzyczny w ostatnich latach wydawał swoje albumy w tempie 3-4 zespołów razem wziętych. Dla porównania Tool nie wydał nowej płyty od 2006 roku, a Townsendowi udało się w tym czasie wypuścić 11 albumów studyjnych i 2 koncertowe.

1

Swoją ponad 20-letnią karierę Townsend zaczynał u boku Steve’a Vaia. Następnie założył zespół Strapping Young Lad, gdzie stał za mikrofonem i grał na gitarze (bardzo głośno i bardzo ciężko). Jednakże jego wszechstronność najlepiej widoczna jest na płytach pochodzących z kariery solowej. Można by o nich pisać w nieskończoność, ale nie to jest tematem mojej pracy, więc napomnę tylko, że reprezentują one sobą skrajne gatunki począwszy od new age’u/ambientu, poprzeć bluesa, rock/metal progresywny, na muzyce industrialnej i ekstremalnej skończywszy.

Niniejsza recenzja poświęcona została płycie „Sky Blue” pochodzącej z podwójnego wydawnictwa zatytułowanego „Z²”, wydanego 27 listopada 2014 roku. Drugim krążkiem jest „Dark Matters”, kontynuacja albumu „Ziltoid the Omniscient” z 2007 roku, ale o tym może kiedy indziej. Na „Z²” z zapartym tchem czekali wszyscy fani Townsenda, niektórzy z lekką obawą (na przykład ja), że może tym razem nie sprosta on oczekiwaniom, a sam autor wypalił się twórczo, bo ilość rzadko idzie w parze z jakością. Po przesłuchaniu tej płyty odpowiedź jest jedna – w tym przypadku idzie.

„Sky Blue” rozpoczyna ‚Rejoice’, który był jednocześnie singlem i jako pierwszy został udostępniony przez Townsenda, i to właśnie po premierze tego kawałka pojawiły się u mnie (i nie tylko u mnie) wątpliwości, czy aby nie jest to ta płyta, na której skończyły się Devinowi pomysły na muzykę. Po kilkukrotnym przesłuchaniu stwierdziłem jednak, że jest on dosyć intrygujący i z ciekawością czekałem na resztę. ‚Rejoice’ w pewien sposób zapowiada, czego możemy spodziewać się po „Sky Blue” – mieszanki progresywnego rocka, w dalszej części również new age’u i odrobiny elektroniki. O ile początek płyty nie wszystkich powali na kolana, o tyle następne utwory wprowadzają słuchacza na ścieżkę umysłowej ekstazy, z której bardzo trudno zejść przed zakończeniem płyty. Tę kosmiczną podróż rozpoczyna kolejny na płycie „Fallout”.

Zaczyna się bardzo nastrojowo, a to za sprawą delikatnego riffu gitarowego i stopniowo cichnącego w tle „Rejoice, rejoice…”. Następnie do głosu dochodzi Anneke van Giersbergen, znana z występów w The Gathering i swojej twórczości solowej, a fanom Townsenda również z gościnnych występów na płytach „Addicted!” czy „Epicloud”. ‚Fallout’ jest jednym z mocniejszych momentów na płycie, a to za sprawą ciężkiego brzmienia gitar połączonego z nastrojowymi klawiszami i świetnie uzupełniającym się duetem Anneke i Devina. Ku mojej uciesze, dalsza część płyty utrzymana jest na podobnie wysokim poziomie.

Mimo ogromnego zróżnicowania „Sky Blue”, krążek jest spójny i każda piosenka sprawia wrażenie większej całości. Mamy tu mocne, wręcz wbijające w fotel utwory jak wymieniony wyżej ‚Fallout’ i bardzo żywy ‚Universal Flame’. Nie zabrakło również naszpikowanego elektroniką utworu ‚Silent Militia’, który dzięki mocnym gitarowym riffom jest według mnie najciekawszym kawałkiem na „Sky Blue”. Większość płyty stanowią jednak spokojne i nostalgiczne kompozycje. ‚Midnight Sun’, ‚A New Reign’, ‚Rain City’ są zdecydowanie skierowane dla zestresowanych ludzi po ciężkim dniu pracy, których nerwy ukoić ma hipnotyzujący wokal, niekiedy grająca w tle gitara akustyczna i klawiszowe wstawki.

Z kolei utwór tytułowy według mnie wychodzi poza jakiekolwiek wcześniej utarte schematy i dzięki niesłychanej harmonii pomiędzy usypiającymi zwrotkami z elektronicznymi elementami i przepełnionymi energią refrenami wywołuje u mnie gęsią skórkę. Całość kończy bardzo wzniosły, wręcz patetyczny (w pozytywnym sensie) ‚Before we die’, przechodzący w krótkie outro wokalne ‚The Ones Who Love’.

„Sky Blue” jest dowodem na to, iż Devin Townsend ma chyba nieskończone pomysły na tworzenie muzyki. Po raz kolejny otrzymujemy płytę z bardzo solidnym materiałem bez wypełniaczy, z charakterystycznym dla Townsenda brzmieniem, a współpraca z Anneke van Giersbergen na tym wydawnictwie wyszła wręcz perfekcyjnie. O żadnym jego albumie nie można powiedzieć, że jest powieleniem swojego poprzednika, a tak częsta zmiana stylu jedynie utwierdza fanów w przekonaniu, że ten Kanadyjczyk to ucieleśnienie geniuszu muzycznego. Jego muzykę powinno się kontemplować na łonie natury, toteż dla mnie osobiście wymarzonym sposobem na słuchanie „Sky Blue” byłoby położenie się na trawie nad jeziorem ze wzrokiem wbitym w niemal bezchmurne niebo.

  1. Rejoice
  2. Fallout
  3. Midnight Sun
  4. A New Reign
  5. Universal Flame
  6. Warrior
  7. Sky Blue
  8. Silent Militia
  9. Rain City
  10. Forever
  11. Before We Die
  12. The Ones Who Love

2 (500x500)

88%
88%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    9
  • Brzmienie
    9
  • Repeat Mode
    9
  • Oceny czytelników (2 głosów)
    9.8
Udostępnij to

O autorze

Hajime

Wychowany muzycznie zarówno przy dźwiękach Iron Maiden, Accept, czy Rainbow, jak i Chrisa Rea'i i Leonarda Cohena. Aktualnie przemierza nie tylko ścieżki wyłożone "klasycznymi" kamieniami, ale chętnie zapuszcza się na te mniej uczęszczane, nieustannie starając się odkryć coś nowego.