Recenzja książki „Zgniła Zieleń: Historia Carnivore i Type O Negative” + KONKURS

2

Doczekaliśmy się w końcu na polskim rynku książki, która skupia się w dużej mierze na życiu i twórczości jednego z najbardziej nieszablonowych, enigmatycznych i wyróżniających się artystów światowej sceny ciężkiego grania. Peter Steele, czy może, akcentując również polskie korzenie muzyka, Piotr Ratajczyk, będący chodzącym paradoksem, wydaje się być znakomitym materiałem na osobę, której przygody można przelać na papier. Fakt ten skrzętnie wykorzystał Maciej Krzywiński, znany już wcześniej m.in. z bardzo wartościowej biografii Faith No More. O tym, czy autor po raz kolejny odwalił kawał dobrej roboty, przekonacie się poniżej.


Na wstępie należy wspomnieć, że „Zgniła zieleń” nie jest biografią autoryzowaną, w związku z czym nie znajdziemy w niej najświeższych, specjalnie przygotowanych na potrzeby tej książki wypowiedzi żyjących członków Type O Negative, czyli Josha Silvera, Jonny’ego Kelly i Kenny’ego Hickeya. Muzycy od lat podkreślają, że Type O Negative to od momentu śmierci Petera sprawa zamknięta, do której nie chcą wracać. Cóż, należy uszanować ich decyzję, która, w gruncie rzeczy, wcale nie wpłynęła negatywnie na treść książki Krzywińskiego. Wręcz przeciwnie, niemogący iść na łatwiznę autor, chcąc zawrzeć w swoim dziele wypowiedzi ludzi z bliskiego otoczenia Steele’a, musiał nagimnastykować się nieco bardziej, docierając do mniej oczywistych osób, które w swoim życiu miały do czynienia z Gigantem z Brooklynu. Stąd mamy w „Zgniłej zieleni” wspomnienia takich osób jak John Wadsworth, autor znakomitej okładki albumu „Bloody Kisses”, Doug Keogh, związany z wytwórnią Roadrunner Records, wypowiedzi członków zespołów, grających w roli supportów przed koncertami TON w warszawskiej Stodole w 2003 i 2007 roku, czy w końcu John Campos z pierwszego poważnego zespołu Petara, Fallout oraz Louie Beato, perkusista z Carnivore i Fallout, bliski przyjaciel naszego głównego bohatera i jednocześnie jeden z propagatorów podwójnej centrali w zestawie perkusyjnym na początku lat 80’. A to tylko część z wielu ludzi, do których dotarł Krzywiński.

Książka, jak to wiele tego typu wydawnictw, rozkręca się powoli i sukcesywnie, dochodząc do krytycznego momentu, od którego akcja wchodzi na właściwy tor i zasuwa na złamanie karku. Mamy więc wprowadzenie i dzieciństwo głównego bohatera książki, wychowanego na Brooklynie, w rodzinie religijnej, w której Peter był najmłodszym członkiem rodzeństwa i jednocześnie jego jedynym męskim przedstawicielem. Już na tym etapie autor biografii snuje trafne przypuszczenie, skąd wzięła się późniejsza fascynacja i słabość Steele’a do płci przeciwnej. Po standardowym opisie edukacji muzyka dowiadujemy się istotnych rzeczy na temat początków przygody Petera z muzyką, bo należy wspomnieć, że droga od początków muzycznej kariery Green Mana do założenia Type O Negative była długa i wyboista.

Krzywiński opisuje powstanie heavy metalowego Fallout w 1979 roku, w którego skład wchodzili również wspomniani wcześniej John Campos, Louie Beato oraz Josh Silver, sąsiad Petera i klawiszowiec, którego losy będą się przeplatać ze Steelem aż do śmierci tego drugiego.

Po rozpadzie Fallout, głodny muzyki Ratajczyk szybko założył Carnivore, w którym, do spółki z Beato, wydał w latach 80’ dwa albumy, będące połączeniem klasycznego ciężaru prezentowanego przez styl Black Sabbath z energią i dynamiką sceny hardcore’owej, mającej bardzo silne zaplecze w Nowym Jorku. Autor „Zgniłej zieleni” trafnie zauważa, jak bardzo niedocenianą i przy okazji cholernie kontrowersyjną i nie bojącą się poruszać żadnego tabu kapelą był Carnivore, do inspirowania którym przyznają się nawet sludge metalowcy z Nowego Orleanu, na czele z Philem Anselmo.

Lektura nabiera największego rozpędu mniej więcej od połowy, wchodząc w lata Type O Negative, mającym swoje początki w 1989 roku, czyli aż 10 lat od rozpoczęcia pierwszej muzycznej przygody głównego bohatera książki. Maciej Krzywiński z wielką precyzją opisuje każdy z kluczowych okresów TON, posługując się przy okazji zapisami swoich wcześniej wspominanych rozmów z ludźmi odpowiedzialnymi za promocję, okładki czy teledyski zespołu. Warto też docenić opisy kolejnych wydawnictw grupy Steele’a, tworzone przez autora książki. Nie są to typowe recenzje płyt pisanie z perspektywy fana, na które nietrudno trafić w muzycznych biografiach, tylko ciekawe analizy utworów, zarówno w aspekcie kompozycyjnym, jak i tekstowym. Krzywiński docieka i często wyjaśnia, skąd wziął się dany tekst, nierzadko odzierając Type O Negative z aury tajemniczości i mistycyzmu. Przykład – niesamowicie przygnębiający i mroczny tekst do tytułowego utworu z „Bloody Kisses” zainspirowany został śmiercią jednego z… kotów Petera.


Na początku wspomniałem m.in, że Steele był chodzącym paradoksem. Dlaczego? Z książki dowiadujemy się, że Peter, będący dwumetrowym olbrzymem na pierwszy rzut oka sprawiającym wrażenie bardzo pewnego siebie, był tak naprawdę wiecznie zagubionym, posiadającym wewnętrzne rozterki, negatywnie nastawionym do życia i mającym niską samoocenę człowiekiem. Nie to, żeby był mrukiem. To chyba ostatnie słowo, którym można by było określić Petera. Ta inteligenta dusza towarzystwa z bardzo ponurym i ciętym humorem, osoba mająca zawsze wokół siebie dużą ilość przyjaciół, nie mogąca się w pewnym momencie odpędzić się od adoratorek (nagie dziewczyny dzwoniące do jego drzwi to tylko jeden z wielu przykładów) po prostu skrywała w sobie wiele mroku, który miał swoje ujście w muzyce Type O Negative. O tym jednak, jak dobrodusznym i jednocześnie poukładanym człowiekiem w pierwszych trzydziestu latach życia był Steele, może świadczyć fakt, że muzyk niemal przez całe życie nie zmienił miejsca zamieszkania, a już po kilku latach działalności jego głównego zespołu, wciąż pracował w Wydziale Parków i Rekreacji, zajmując się utrzymaniem czystości w parkach, chcąc dzięki temu być blisko natury i jednocześnie zachować stabilność finansową.

Smutnym i jednocześnie dającym do myślenia etapem „Zgniłej zieleni” jest okres, w którym Steele dał się złapać w łapska nałogów i, w gruncie rzeczy, nie opuścił ich już niemal do śmierci. Popijanie wina na odwagę przed koncertami przerodziło się w silny alkoholizm, a przygoda z kokainą doszła do momentu, w którym, według opowieści różnych osób z otoczenia Petera, muzyk potrafił dziennie przyjąć nawet 10 gramów białego proszku. Nałogi Steele’a, oprócz zabawnych sytuacji, zaczęły w przeważającej mierze przynosić jednak wiele nieszczęść i niezrozumiałych decyzji. Steele, wciąż muszący się zmagać z niepowodzeniami sercowymi (na które był bardzo wrażliwy) czy utratą kolejnej bliskiej dla siebie osoby, coraz bardziej pogrążał się w alkoholu i narkotykach. Krzywiński przytacza wywiady z okresu jego nawrócenia na wiarę, w których Peter wypowiada się zupełnie niezrozumiale, jakby zgłębił arkany wiedzy ezoterycznej, bądź, bardziej prawdopodobne, będąc na mocnym haju.
W „Zgniłej Zieleni” świetnie nakreślona jest równia pochyła z której zjeżdżał Steele, a razem z nim Type O Negative i która tylko mometami jest przerywana poprawą sytuacji. Co najciekawsze, w momencie śmierci, na skutek strachu przed trafieniem do więzienia (Peter był kontrolowany przez bransoletkę, sprawdzającą, czy dany delikwent nie jest pijany) był trzeźwy, jak i wolny od narkotyków. Dochodzimy tu do końca książki, która zamyka się w momencie śmierci Steela, która jest poniekąd owiana tajemnicą i dokładne szczegóły której znają jedynie najbliższe osoby z otoczenia muzyka, przez co prawdopodobne jest, że nigdy nie dowiemy się, co było prawdziwym powodem śmierci Giganta z Brooklynu.

Krzywiński poddał rzeczowej, wnikliwej i ciekawej analizie całą twórczość Petera Steela’a, poświęcając wiele stron na opis i dyskusję na temat jego postępowania, które bardzo często spowodowane było silnymi impulsami docierającymi do muzyka. Plan napisania biografii założyciela Type O Negative nie powstał bez powodu – próba zrozumienia tak złożonej i pełnej przeciwieństw osobowości muzyka to materiał stawiający przed autorem wyzwanie, z którym autor „Zgniłej zieleni” poradził sobie wzorowo. Książka nie zanudza, Krzywiński wykazuje się bardzo sprawnym językiem oraz obszerną znajomością muzyki, sztuki, historii i filmu, co skutkuje barwnymi opisami i anegdotami, pozwalającymi przynajmniej w pewnym stopniu zrozumieć, co siedziało w głowie Petera Steele’a w trakcie jego trwającej 48 lat egzystencji na tym świecie, pod koniec wydającej się bardzo męczyć samego zainteresowanego. Świetne wydanie książki, ciekawa okładka, wzorowo przeredagowany tekst (nie znalazłem ani jednego błędu) czy w końcu fotografie Petera, Carnivore i Type O Negative dopełniają mnie w przekonaniu, że czas poświęcony na przeczytanie „Zgniłej zieleni” w żadnym razie nie jest czasem straconym, a ta recenzja to z pewnością nie ostatni raz, gdy polecam tę muzyczną pozycję.

KONKURS:
Przy okazji recenzji książki mamy do rozdania 3 egzemplarze „Zgniłej zieleni”. Zasady są bardzo proste:
1. Polub profil Deathmagnetic.pl na Facebooku.
2. Polub facebookowy post z recenzją i udostępnij go publicznie.
3. W komentarzu do posta podaj swój ulubiony album z dyskografii Steele’a i krótko uzasadnij swój wybór 😉

Konkurs potrwa od 18 czerwca do godziny 23:59. Wyniki ogłosimy w komentarzu pod recenzją oraz pod facebookowym postem. Powodzenia!

Książki zgarniają Joanna Szwaracka, Dominik Sawicki i Dorota Ptak. Gratulacje!

Wyro(c)k

93%
93%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Warsztat autora
    10
  • Treść
    9,5
  • Walory estetyczne
    9
  • Oceny czytelników (5 głosów)
    8.4
Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

"There is a serpent in every Eden..." Zakochany w "mainstreamowym" metalu, takim jak Lamb of God, Machine Head, Pantera czy Bathory. Do wielogodzinnych rozmów o ciężkiej muzyce potrzeba mi tylko piwa w ręku i dobrego towarzystwa. Pewnie i tak spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie, więc do zobaczenia!

  • Piotr Wasilewski

    Nigdy nie miałem okazji zgłębić twórczości TON, ale chyba przyszedł dobry moment, by to nadrobić.

  • Kamil Zawalich

    Bloody Kisses która pozwala odkryć prawdę na dnie duszy, której nie można przed niczym ukryć. Pokazuje mroczna stronę miłości.