Recenzja książki: „Ja, Ozzy”

0

Dzięki wydawnictwu In Rock ponownie na rynku książkowym pojawiła się autobiografia Ozziego Osbourne`a. Z pewnością wielu spośród Was miało już przyjemność przeczytać „Ja, Ozzy”. Zachęcam zatem do zapoznania się z moim punktem widzenia na tę pozycję. Jeśli jeszcze nie czytaliście opowieści Księcia Ciemności, mam nadzieję, że po lekturze tego tekstu pobiegniecie zaraz do księgarni.

Konkurs: Wygraj książkę „Ja, Ozzy"

Nie jest zadaniem łatwym  recenzowanie książki znanej niemal wszystkim fanom ciężkiego grania i chwalonej przez znaczną część tego grona. Takie zadanie zostało jednak przede mną postawione, więc czytając „Ja, Ozzy” postarałem się znaleźć ciekawostki zarówno dla maniaków twórczości Księcia Ciemności, jak i osób jego muzyką niezainteresowanych.

Z autobiografii jasno wynika, że dla Ozzy’ego najważniejsze są rodzina i zespół. Najbardziej charakterystyczne jest natomiast, iż jak mówi sam zainteresowany

Wszystko w życiu robię do przesady.

Czytając tę autobiografię odnalazłem dwa równoległe, przenikające się tory – „Ja, Ozzy” to z jednej strony książka, która wypełniona jest niewyobrażalnie zabawnymi sytuacjami. W dodatku, jeden z ojców heavy metalu używa tak barwnych porównań, że opowieści bawią jeszcze bardziej, doprowadzając zazwyczaj czytelnika do łez. Przyglądając się tej pozycji z drugiej strony, mamy do czynienia z przemyślanymi, mądrymi i bardzo życiowymi refleksjami Ozzy’ego. Wielką krzywdą byłoby nazwanie go osobą, która miała w życiu po prostu szczęście. Setki idiotycznych zachowań to jedno, ale dążenie do wyznaczonego celu również należy docenić.

Jak łatwo się domyślić, celem numer 1 w życiu Ozzy’ego Osbourne`a od najmłodszych lat była muzyka. Brytyjski wokalista miał to szczęście, że jego pasja była wspierana przez odpowiednie osoby – np. ojca, który kupił mu pierwszy sprzęt nagłaśniający pomimo ogromnych problemów finansowych i niezapłaconych rachunków rodziny Osbourne`ów. Ozzy powinien dziękować losowi również za to, że jego droga życiowa skrzyżowała się z takimi dżentelmenami jak Tony Iommi, Geezer Butler oraz Bill Ward. Wielką zaletą książki są opowieści o członkach zespołu Black Sabbath – utalentowanym i zdeterminowanym do gry gitarzyście, inteligentnym basiście przypominającym Guya Fawkesa oraz Jezusa, a także rozsądnym i zrównoważonym perkusiście. Dzięki szczerości Ozzy’ego przeczytać możemy nie tylko o wzlotach zespołu, ale także i upadkach takich jak chociażby spór o wykorzystanie nazwy Black Sabbath po wyrzuceniu wokalisty z szeregów kapeli.

Opowiadania o swojej ukochanej kapeli to recepta na sukces dla młodych muzyków, a także dementowanie wielu plotek, które powstały na przestrzeni lat. Jakie rady możemy znaleźć czytając „Ja, Ozzy”? Przede wszystkim, nawet będąc ojcami heavy metalu nie można zapominać o poczuciu humoru. Przykłady można tutaj mnożyć, wszak pomysłów członkom Black Sabbath nie brakowało. Podczas nagrywania albumu „Sabbath Bloody Sabbath” muzycy doszli do momentu, w którym żarty sprawiły, iż nie powinni być określani „książętami ciemności”, lecz „królami panikarzy”. Podstępne psikusy z sesji w zamku Clearwell Ozzy opowiada na przemian ze śmiechem i strachem w głosie. Rada numer 2 to natomiast determinacja i stawianie wszystkiego na jedną kartę. Przed osiągnięciem sukcesu Ozzy i spółka wybrali się w trasę koncertową po Danii. Autor autobiografii zabrał wtedy ze sobą cały dobytek…który zmieścił się w jednej reklamówce. W kwestii dementowania pewnych kwestii, pamiętajcie że Black Sabbath to kapela bluesowa grająca ciężej niż Led Zeppelin.

Fani Black Sabbath znajdą w opisywanej lekturze również ciekawostki dotyczące płyt i poszczególnych utworów. Jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż czytanie typowych recenzji, co jest częstym przypadkiem w pozycjach biograficznych. Jeśli nie wiecie o czym jest utwór ‘N.I.B.’, ‘Swet Lear’ czy ‘Changes’, to macie już kolejny powód, aby sięgnąć po tę książkę. Gdyby to było za mało – Ozzy opowiada o swoim „najbardziej wykurwistym utworze” oraz o wpływie Mozarta na intro do ‘Diary Of A Madman’ napisane przez Randy`ego Rhoadsa. Przeczytacie również o tym, ile czasu zajęło Black Sabbath skomponowanie ‘Paranoid’ oraz dlaczego we wkładce do płyty „Vol. 4” dziękują wspaniałej firmie Koka-Cola.

Recenzja książki: „Ja, Ozzy”

Jak zaznaczyłem we wstępie, „Ja, Ozzy” to nie tylko opowieści o muzyce. Poruszające są bowiem opowieści Osbourne`a o ludziach, których spotkał w swoim życiu. Pośród najbardziej znanych wymienić można takie osoby jak: Eric Clapton (poznał go na spotkaniu anonimowych alkoholików), Robert Plant (wspólna gra w pokera), Bob Marley (palił największego jointa jakiego Ozzy widział, a to nie lada komplement), Lemmy, Frank Zappa, Phil Lynott z Thin Lizzy, Elton John, Ritchie Blackmore, Andy Warhol, Madonna czy wreszcie Paul McCartney (idol z dzieciństwa, z którym jest obecnie w stałym kontakcie). W wyliczance nie brakuje również polityków, George`a W. Busha, królową Elżbietę oraz Tony`ego Blaira, który z żalem opowiadał, iż nie potrafił zagrać utworu ‘Iron Man’. Wiele miejsca w swoich rozważaniach pozostawił natomiast dla swojego gitarzysty, Randy`ego Rhoadsa. Okoliczności jego śmierci opowiada z ogromnym smutkiem, podkreślając liczne podejrzenia wobec tamtych wydarzeń. Nie szczędzi mu również komplementów. Widać to wyraźnie na tle opowieści o Zakku Wylde, który w autobiografii pojawia się raptem dwa razy.

Randy był jednym z najlepszych ludzi jacy przewinęli się przez moje życie.

A gdy już doszliśmy rozważań o najbliższych Ozzy`ego Osbourne`a, to słów kilka należy poświęcić jego rodzinie. Jak się okazuje, gwiazda rocka może być osobą rodzinną. Owszem, Ozzy opowiada o tym, jak oświadczał się Sharon 17 razy (śmiejąc się, że liczba wyrzuconych przez nią pierścionków przewyższyła liczbę gości na większości wesel). To jednak tylko żarty, a myśl przewodnia o małżonce mówi jasno, iż Ozzy zawdzięcza jej zarówno karierę, jak i swoje życie. Rodzina Osbourne`ów to „rodzina świrów”, babcia Ozzy`ego „była z wariatkowa”, więc pomoc Sharon była konieczna.

Nawet osoba niezainteresowana twórczością Black Sabbath doskonale wie, że Ozzy Osbourne spróbował prawdopodobnie wszystkich narkotyków, jakie tylko istnieją na ziemi. Po jego afgańskim haszu koledzy widzieli Marsjan, a pastor o mało co nie pożegnał się z życiem. Do lekarza Ozzy wybierał się z myślą, iż usłyszy coś w stylu:

Panie Osbourne, w pańskim alkoholu znaleźliśmy ślady krwi.

Jak się okazało, był bliski prawdy:

Pańska krew zawiera praktycznie śmiertelną ilość alkoholu i kokainy, panie Osbourne, nie wspominając o innych substancjach narkotycznych.

Nie ma się jednak co dziwić, skoro Ozzy potrafił zażyć 42 tabletki dziennie. Na szczęście, Sharon zadbała o niego odpowiednio wysyłając go na odwyk pod przykrywką wizyty w hotelu, „gdzie codziennie uczą cię pić jak dżentelmen”.

Podsumowując moje rozważania o książce „Ja, Ozzy” raz jeszcze podkreślę, iż jest to pozycja godna polecenia zarówno fanom muzyki, jak i osobom niezainteresowanym. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Jeśli nie będą to abstrakcyjne sytuacje, przy których czytelnik musi ocierać łzy śmiechu, to zainspirować nas mogą trudne przejścia Ozziego. Kto mógłby przypuszczać, iż chłopiec z dużymi problemami w szkole, spacerujący z wyimaginowanym psem zostanie multimiliarderem. Co ważne, sam Ozzy podkreśla, że każdy etap w życiu czegoś go nauczył – od 6 tygodni spędzonych w więzieniu, przez strojenie klaksonów w fabryce, a na 18 miesiącach pracy w rzeźni skończywszy.

 Nie udaję, jak inni, że niczego nie było.

W swojej autobiografii Ozzy jest do bólu szczery i przyznaje się do wszystkich swoich błędów. Niejednokrotnie stwierdza, iż „zachowywał się jak ciul”. Przekazuje również wiele rad, oprócz wcześniej wspomnianych typowo muzycznych, również te życiowe jak na przykład bezsens marnowania czasu na nienawiść wobec innych. Nie jest dla niego również problemem rozmowa o pieniądzach, więc osoby zainteresowane wynagrodzeniem gwiazd rocka również dostaną coś dla siebie.

Autobiografia „Ja, Ozzy” to opowieść o błyskawicznej karierze Ozzy`ego Osbourne`a opisująca dokładnie wszystkie jego wzloty i upadki. Choć Książę Ciemności wiele razy otarł się o śmierć, to jego opowieść jednoznacznie wskazuje, iż czuje się spełniony. Połączenie humoru oraz życiowych rad okazało się receptą na książkę godną polecenia każdemu. Uzupełnienie jej licznymi fotografiami Ozzy`ego oraz zachęcające do czytania nazwy rozdziałów sprawiają, że nie można oderwać się od lektury. Podkreślić należy również pracę współautora książki, Chrisa Ayersa, który opowieści Ozzy`ego ułożył tak, iż nawet przez moment czytelnik nie chce ich przerywać.

Udostępnij to

O autorze

Piotr Wasilewski

Księżyc milczy piotrek665