Recenzja: Duff McKagan „Sex, drugs & rock n’ roll… i inne kłamstwa”

0

Poznając swoich ulubionych artystów nie tylko słuchamy ich muzyki, ale w większości przypadków chcemy też się dowiedzieć co mają do powiedzenia, jacy są prywatnie oraz jaką drogę w życiu przeszli, by znaleźć się w miejscu, w którym są obecnie. Dlatego tak wielką wartość stanowią autobiografie, które ku uciesze fanów pojawiają się coraz częściej. W końcu większość gwiazd rocka jest już w takim momencie życia, że przychodzi czas na jego dotychczasowe podsumowanie. Lemmy, Ozzy, Tony Iommi, Brian Johnson, Anthony Kiedis, Keith Richards, Steven Tyler, Tommy Lee… Także Slash parę lat temu postanowił spisać swoje wspomnienia, a teraz na polski rynek wchodzi przekład autobiografii jego przyjaciela – Duffa McKagana. Założyciel Guns n’ Roses, Velvet Revoler, kierujący własną grupą Loaded, obecny na wielkiej scenie ponad 30 lat – taki życiorys zobowiązuje i jest doskonałym materiałem do przelania na papier.

Historia zaczyna się od teraźniejszości, a dokładniej przyjęcia urodzinowego córki organizowanego przez Duffa – obecnie przykładnego męża i ojca. Jednak już za chwilę następuje szybka zmiana tematu na doświadczenia z narkotykami, dziewczynami i balansowanie na krawędzi, czym główny bohater trudnił się przez większość swojego życia. „Dzięki temu” już po 2 początkowych rozdziałach książki (których w sumie jest 63) dowiadujemy się szokujących szczegółów na temat stanu zdrowia Duffa i to u szczytu kariery, gdy mogłoby się wydawać, że świat leżał u jego stóp, a także dwóch momentach, w których powinien pożegnać się ze światem – wypadek na nartach wodnych w dzieciństwie, podczas którego przeżył śmierć kliniczną oraz pęknięta trzustka, co było już konsekwencją wyboru stylu życia. Zresztą zamiłowanie do alkoholu (a raczej po prostu ciężkie uzależnienie), które w czasach „szczytu formy” osiągało niebotyczne rozmiary w postaci paru butelek wódki lub skrzynki wina dziennie zostało osobliwie uhonorowane przez twórców serialu Simpsonowie, gdzie piwo „Duff” zostało nazwane właśnie na cześć muzyka. Sam Axl na koncertach również przedstawiał basistę zaszczytnym tytułem „Króla piwa”.

Wątków dotyczących śmierci najbliższych osób oraz znajomych jest zresztą na łamach książki wiele. Można tutaj przytoczyć chociażby ostatnie spotkanie z Kurtem Cobainem, na którego Duff natknął się 31 marca 1994 r. podczas lotu do Seattle. Był prawdopodobnie jedną z ostatnich osób rozmawiających z Kurtem i nawet chciał zaproponować zaproszenie swojego kompana do siebie, lecz gdy się odwrócił Kurta już nie było. Jak wszyscy wiemy parę dni później został znaleziony martwy.

Dalej robi się względnie spokojnie i McKagan wraca do opisu życia rodzinnego w Seattle, gdzie dorastał, lecz sielankę przełamują analizy na temat przyczyn późniejszych ataków paniki i rozbitej rodziny. Jesteśmy także świadkami pierwszych muzycznych poczynań, które starał się realizować od zawsze. Można powiedzieć, że Duff rock and rolla miał we krwi i potrzebował jedynie czasu, by podjąć (jak pokazało życie jedyną słuszną) decyzję o poświęceniu się muzyce. Tak opisuje on swój pierwszy koncert:

Hałas był otulający i przyjemny. Mogłem zapomnieć, że mam trądzik, że jestem zagubionym i nieuważnym nastolatkiem. Mogłem zapomnieć o nieszczególnym dzieciństwie, zniszczonej relacji z tatą i o całej reszcie. Kiedy było już po wszystkim, nie pamiętałem samego koncertu, a jedynie ogarniające mnie uczucia. Moment perfekcji. Nagle zapragnąłem tworzyć muzykę bez przerwy, dniami i nocami. (…) Zacząłem też ćwiczyć grę na paru instrumentach. Gitara, perkusja, bas – nieważne, zgadzam się!

Oprócz śledzenia muzycznych poczynań dla czytelnika na pewno najbardziej interesujący jest na moment, w którym Duff postanawia postawić wszystko na jedną kartę i przenieść się do Los Angeles, by wieść życie muzyka i osiągnąć wymarzony sukces. Brzmi to oczywiście banalnie, ale kto by pomyślał, że przeznaczenie w osobach Slasha i Stevena Adlera odnajdzie już tydzień po przyjeździe do swojej ziemi obiecanej? Równie przypadkowo poznaje Izzy’ego Stradlina. Dzięki spisanym wspomnieniom możemy z pierwszej ręki dowiedzieć się jak wyglądały początki największej grupy rockowej swojej epoki. Tak Duff opisuje pierwszą próbę Guns n’ Roses na początku czerwca 1985 r.:

Od momentu, w którym nasza piątka zaczęła grać pierwszą piosenkę, wszyscy słyszeliśmy i czuliśmy, że do siebie pasujemy. Chemia między nami była natychmiastowa, ogłuszająca i uduchowiona. Była cudowna i każdemu z nas udzieliła się niemal od razu.

Jednak poza salą prób pozostawało jeszcze najtrudniejsze zadanie – zarazić ludzi magią muzyki, którą tworzyła piątka chłopaków – najczęściej pracujących, by móc się utrzymać oraz często nie mających stałego miejsca zamieszkania. Jak można się spodziewać, droga do sukcesu była ciężka – dosłownie i w przenośni. Na pierwszy koncert musieli przejechać 1600 km z Los Angeles do Seattle, a już po 170 km popsuł się pożyczony samochód. Po paru dniach tułaczki w końcu dotarli na miejsce i zagrali, lecz nieprawdopodobną historię, która wydarzyła się po drodze musicie już przeczytać osobiście.

Część druga książki (oprócz krótkich rozdziałów jest 8 głównych części) to już regularna historia Gunsów, która pozwala nabrać jeszcze większego szacunku do zespołu, który zaczynał w malutkich klubach dla garstki znajomych, wykupywał bilety, by następnie samemu je dystrybuować (czyli jak nazywa to Duff „płacenie za granie”), lecz dzięki nie tylko wielkiemu talentowi, ale także uporowi i wierze w sukces, lata później występował przed kilkudziesięcioma tysiącami ludzi znającymi na pamięć każde słowo piosenki. Jesteśmy świadkami niesamowitych historii, lecz także bardziej intymnych momentów, takich jak powstawanie największych klasyków z repertuaru. Czy wiecie na przykład skąd wziął się tytuł ‘Nightrain’? Jeżeli myśleliście, że chodzi dosłownie o „nocny pociąg”, to jesteście w błędzie.

McKagan pomimo podkreślania łączącej go wyjątkowej więzi z Axlem Rose stara się szczerze opisywać fakty i uczciwie przedstawiać przebieg historii zespołu. W książce znajdujemy więc potwierdzenie, że po wyrzuceniu Adlera i odejściu Stradlina w grupie zaczęło dziać się coraz gorzej głównie ze względu na nieobliczalne zachowania wokalisty. Brak uczestniczenia w próbach, wielogodzinne spóźnienia na koncerty, wreszcie wymuszenie praw do nazwy Guns n’ Roses. Czarę goryczy przelała też parotygodniowa wyprawa grupy do Chicago, gdzie, zgodnie z pomysłem Axla, miały się odbywać próby napisania materiału na następcę „Use Your Illusion”, który okazał się ogromnym sukcesem komercyjnym. Członkowie, pomimo walki z indywidualnymi uzależnieniami, stawili się w umówionym miejscu, jednak Axl nie pojawił się w ogóle. Pomimo, że Duff jest daleki od bezpośredniego obwiniania kogokolwiek za rozpad grupy, daje jasno do zrozumienia, że wobec takich wydarzeń nie mogła ona dalej funkcjonować.

Ta centralna część książki, co zrozumiałe, zajmuje najwięcej miejsca, jednak jej wielką wartością jest także opisanie walki ze swoimi osobistymi problemami i znalezienia równowagi w życiu. Po latach alkoholizmu, bohater (można tak o nim powiedzieć dosłownie) poradził sobie z demonami przeszłości i jest od dwóch dekad szczęśliwym mężem i ojcem dwójki dzieci, jednocześnie nie zapominając o swoich rockandrollowych korzeniach – jest przecież frontmanem grupy Loaded, która wydaje dobrze przyjmowane albumy i koncertuje po całym świecie.

Pomimo paradoksalnego upadku na dno w czasie artystycznego szczytu i otarcia się o śmierć Duff miał na tyle siły, by pokierować swoim życiem w odpowiedni sposób. Mimo, że na pewno nie takie było główne zamierzenie autora, książka dzięki przedstawionej historii jest niezwykle inspirująca do działania i do zastanowienia się na temat prawdziwych wartości w życiu każdego człowieka. Dlatego polecam ją nie tylko fanom osoby McKagana, Guns n’ Roses, lecz naprawdę wszystkim, którzy chcą przeczytać doskonałą lekturę – rzeczywiście wstrząsającą, jak sugeruje napis na okładce, lecz zakończoną happy endem i  zdecydowanie skłaniającą do refleksji.

8 czerwca na naszych łamach pojawi się konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz „Sex, drugs & rock n’ roll… i inne kłamstwa”. Bądźcie czujni!

Wyro(c)k

93%
93%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Warsztat Autora
    9
  • Treść
    10
  • Walory estetyczne
    9
  • Oceny czytelników (6 głosów)
    9.6
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!