Philm „Fire From The Evening Sun” – recenzja

0

Większość z nas posiada artystę, którego losy śledzi równie uważnie, co kolejne wydawnictwa swojego ulubionego bandu. Niektórzy z nas doczekali się nawet momentu, w którym wspomniana postać po wielu latach opuszcza „ten jedyny” zespół. Wielu z nas wie także czego po takim muzyku można się spodziewać, gdy ponownie pojawi się w studiu lub na scenie. Jednak mając do czynienia z bębniarzem pokroju Dave’a Lombardo nie było mowy by w jakikolwiek sposób przygotować się na zawartość 2. albumu Philm „Fire From The Evening Sun”. Bo cytując samego, ex-Slayerowego perkmana: „Może ci się wydawać, że wiesz czym jest Philm, ale tak naprawdę nie masz o tym pojęcia.”

Philm „Fire From The Evening Sun” - recenzja

OGÓLNE WRAŻENIE

Oczywiście nie spodziewałem się usłyszeć słynnej, podwójnej stopy Lombardo i blastów z ‚War Ensemble’. Liczyłem raczej na rozbudowane łamańce rytmiczne w umiarkowanych tempach wspierane przeciągle zawodzącą gitarą. Nie za bardzo też wierzyłem w słowa Dave’a, że „Fire From The Evening Sun” będzie ciężkie i surowe, więc muzyka Philm wzięła mnie z totalnego zaskoczenia, uderzając siłą rozpędzonego pociągu towarowego już od pierwszego ‚Train’. Bo nie dość, że jest energicznie i szybko jak zapewniał legendarny perkusista, to mamy do czynienia z szorstkimi, progresywnie zmieniającymi się riffami, oszczędnością efektów i minimalizacją ambientowych wstawek.

A gdzie w tym wszystkim awangarda i eksperymentowanie? A choćby w tytułowym kawałku, gdzie typowy dla argentyńskiego tanga beat płynnie przechodzi w rockowy riff, by w środku utworu zaatakować thrashową sieczką. Różnorodność gatunkowo-kompozycyjna sprawia również, że całość krążka w zaledwie 12. kawałkach podsumowuje amerykański wkład w muzykę, łącząc skomplikowane, progresywne granie z prostotą i charakterystycznością tematów bluesowych (‚Train’), rock ‚n’ rollowym brzmieniem (‚We Sail At Down’), rockową melodyjnością (‚Silver Queen’) czy melancholią ragtime’owego pianina i jazzowej trąbki (‚Corner Girl’). Najbardziej niesamowity jest fakt, że całość wyszła spod rąk raptem trzech instrumentalistów o odmiennych podłożach muzycznych i o ile jednego z nich nie muszę przedstawiać, to za czystą kartkę może uchodzić Francisco ‚Pancho’ Tomaselli, rhythm ‚n’ bluesowy basista kapeli War oraz wokalista, gitarzysta oraz pianista progresywnego Civil Defiance, Gerry Nestler.

INSTRUMENTARIUM

Najsilniejszym punktem 2. albumu Philm jest oczywiście sekcja rytmiczna. Lombardo wręcz wyżywa się na swoim werblu i centrali atakując je z szybkością znaną ze Slayera, by po chwili płynnym przejściem zmienić nie tylko metrum, ale samo tempo granego utworu, lecz nie wytracając przy tym jego dynamiki. Dave potrafi też zahipnotyzować pulsującym groovem (‚Turn In The Sky’) i jazzowym zagęszczeniem otwartego hi-hatu (‚Lady Of The Lake’), ale i nie obawia się zostać nieco z tyłu i ograniczyć się do dyskretnego akcentowania innych instrumentów (‚Corner Girl’).

Francisco Tomaselli z kolei totalnie mnie wgniótł w ziemię basową wirtuozerią rozciągającą się od klasycznego walkingu (‚Corner Girl’), przez funkowe prowadzenie melodii (‚We Sail At Down’), aż po pozbawione alergii na wysokie progi, błyskawiczne palcowanie gryfu (‚Train’). ‚Pancho’ nie ma też problemu, by podkreślić przyjemnie mruczącymi, niskimi tonami ciężkich, gitarowych riffów Gerry’ego Nestlera.

Co się zaś tyczy samego gitarzysty, wokalisty i pianisty w jednej osobie, to totalnym zaskoczeniem było pojawienie się tego ostatniego instrumentu w klimatycznym ‚Corner Girl’ wraz z aktorskim śpiewem Gerry’ego, który w tej odsłonie bardzo mi przypadł do gustu. Podoba mi się także thrashowy wrzask Nestlera z ‚Fire From The Evening Sun’ choć muszę przyznać, że początkowo nie przemówił do mnie jego głos z innych kawałków, kopiujący najczęściej linię graną przez gitarę. Natomiast samo wiosło serwuje z jednej strony szybko kostkowane i mocno osadzone w metalu riffy, a z drugiej rockowe, często tęskne wstawki. Solówki oscylują od nieco przewidywalnych rock’n’rollowych przebiegów po piszczące i wspaniale rozwibrowane improwizacje.

philm_band_dave_lombardo

PODSUMOWANIE

Krążek „Fire From The Evening Sun” poleciłbym zarówno bardziej otwartym fanom poprzedniej kapeli Dave’a Lombardo jak i osobom lubiącym progresywne i nietuzinkowe granie. Myślę też, że miłośnicy oldschoolowego rock’n’rolla czy R&B mogliby znaleźć coś dla siebie, podobnie jak jazzowi entuzjaści instrumentalnego kunsztu. I chociaż zdaję sobie sprawę głównie po sobie, że specyficzny wokal Gerry’rgo Nestlera może niektórych zrazić do tej płyty, to naprawdę warto dać jej szansę, bo Philm to jedna z najbardziej odkrywczych kapel ostatnich lat. Nie spodziewałem się, że to kiedyś powiem, ale cieszę się, że Dave Lombardo odszedł ze Slayera, bo z swoją muzyczną wszechstronnością na pewno by się w tej kapeli marnował. „Fire From The Evening Sun” odlepia raz na zawsze karteczkę „ex-Slayer” z pleców Dave’a Lombardo, bo Philm to zespół o którym na pewno będzie niedługo głośno.

Tracklista:

01. Train
02. Fire From The Evening Sun
03. Lady Of The Lake
04. Lion’s Pit
05. Silver Queen
06. We Sail At Down
07. Omniscience
08. Fanboy
09. Luxhaven
10. Blue Dragon
11. Turn In The Sky
12. Corner Girl

Ocena: 9/10

Autor: Mateusz Sendecki

Udostępnij to

O autorze

materonin

Sierżant rezerwy, spawacz i wokalisto-basista kapeli Heat Affected Zone. Jestem wyznawcą Dio oraz zwolennikiem grania, słuchania, podnoszenia i picia ciężkich rzeczy. Żeruję w mosh pitcie i wciągam kofeinę. "Second sun is rising to eclipse the first" STAY HEAVY! \m/