Percival Schuttenbach: Recenzja płyty „Mniejsze zło”

0

„Percival? Czy to nie ten zespół od Wiedźmina?” Nie ulega wątpliwości, że Percival Schuttenbach jeszcze długo będzie kojarzony z naszym największym „towarem eksportowym” zaraz po papieżu, Wałęsie i polskiej wódce, czyli grą Wiedźmin. Jednak sam zespół nie ma się czego wstydzić, a i od skojarzeń za wszelką cenę nie pragnie uciekać. Wręcz sam je prowokuje. Nazwa zespołu nawiązuje przecież do postaci gnoma z powieści Sapkowskiego, a sam tytuł ich najnowszego albumu to nazwa jednego z pierwszych opowiadań o Geralcie z Rivii. Nie jest on zresztą przypadkowy. Cofnijmy się do 2006 roku, kiedy to zespół nagrywał w formie demo ilustrację muzyczną do opowiadania „Mniejsze zło”. Większość z tych nagrań nie ujrzała światła dziennego. Aż do teraz, kiedy to przearanżowane i nagrane od nowa znalazły się na trzecim albumie grupy.

Percival

„Mniejsze zło” zaczyna się utworem jaki mógłby znaleźć się w repertuarze Jelonka. Skrzypce odgrywają nam skoczne tempo i zapraszają do tańca, podczas gdy wtórujące im gitara i perkusja wciągają w pogo. Najbardziej taneczny mosh to ten rozkręcany przez Percivala do rytmu ‘Oberka’. Jego melodia może wydawać się znajoma. Nie jest to wrażenie mylne, ponieważ powstał on na bazie utworu skomponowanego przez Grażynę Bacewicz. I jest to najprawdopodobniej najbardziej współczesna nam melodia spośród tych, którymi inspirował się Percival. A na „Mniejszym źle” znajdują się one pod dostatkiem, jak to zwykle bywało w historii zespołu. Grupa sięga w większości do melodii ludowych, jednak nie ogranicza się do tych z regionu obecnej Polski, ale w swoich poszukiwaniach eksploruje również rejony obecnej Ukrainy (‘Oj tam na Mori’) czy Białorusi (‘Miodunka’).

Zaraz po instrumentalnym otwarciu zostajemy zdzieleni między oczy tym co Percival Schuttenbach ma najlepsze w swoim arsenale. Bujająco-kołyszący riff ułożony pod ludową ukraińską pieśń z oryginalnymi słowami, które nawet z tekstem przed oczami są praktycznie nie do powtórzenia. Rytm  instrumentarium i wdzięczna melodyka słów przeplatają się wzajemnie i zazębiają tworząc spójną całość, która zapada w pamięć na długo sprawiając, że ‘Oj tam na Mori’ nuci się jeszcze przez długi czas. Gitarowe solo pod koniec utworu to już stara dobra szkoła thrashu i heavy metalu. A jeśli już o niej wspomniałem, to nie mogę pominąć ‘Miodunki’, której początek jest duplikatem ‘Seasons In The Abyss’ Slayera. Jednak w odróżnieniu do jednego z największych szlagierów thrash metalu, ‘Miodunka’ nie przyśpiesza, a zwalnia, trzymając się tego tempa przez większość utworu. Z kolei nisko zagrowlowany wers „Daj mi spróbować strachu! Daj posmakować bólu!’ mógłby się spokojnie znaleźć na jednym z polskojęzycznych utworów Vadera.

Mało kto zrobił tyle dla podtrzymania pamięci tradycji ludowych co Oskar Kolberg. Jego praca etnograficzna, folklorystyczna i kompozytorska zaowocowała przetrwaniem niezliczonej ilości zwyczajów, sposobów życia, mowy, podań, przysłów, obrzędów, guseł, zabaw, pieśni, muzyki i tańców ludowych. Po efekty jego niestrudzonej pracy na rzecz pamięci o przodkach sięgnął także Percival Schuttenbach w utworze ‘Żmij i dziewczyna’. Fragmenty oryginalnych melodii ludowych okraszone zostały słowami pochodzącymi z kujawskiej klechdy spisanej przez Kolberga.

Jeden z najpiękniejszych fragmentów albumu to instrumentalna część ‘Dzierzba’. Melancholijna partia skrzypiec nakreśla w wyobraźni krajobrazy nieskażone cywilizacyjną szarością i nijakością. Skrzypce są ważnym elementem instrumentarium Percivala. Stanowią duszę zespołu i odzwierciedlenie emocji zawartych w kompozycjach. Kiedy trzeba, potrafią wzbudzić nostalgię, a innym razem wprowadzają w niepokój.

To z czym wiele, jeśli nie większość zespołów folk metalowych się zmaga, jest nadmiar patosu, który wręcz wylewa się z każdego utworu. Percival Schuttenbach nie miał z tym problemu nigdy. Kiedy trzeba powoduje zadumę, a kiedy ma na to ochotę dobrze się bawi przy granych przez siebie utworach. Wiadomo o tym od czasu sławnego już utworu ‘Satanismus’, który doczekał się fenomenalnego teledysku. Na „Mniejsze zło” również trafiają się takie momenty. Najlepszym tego przykładem jest ‘Martwe zło’, które jest zaskakująco udanym mariażem folk metalu z rapcorem. Warstwa liryczna, to opowieść o konfrontacji prastarych demonów, próbujących egzystować w czasach nam współczesnych, z „typowym Sebą”. Młodzieniec ten nie stroni od słownych ozdobników. W siedzibie demonów, które to tylko czekają na pojawienie się nierozważnych śmiałków wtarga ów młody razem ze swoją kobietą. I nie zamierzają spędzać tam romantycznego wieczoru przy świecach.  Impreza przeradza się w czarną mszę. Jest „Szatan, metal, wóda, prochy, #worship”, jest tytułowe Martwe zło pod postacią m.in. Beliala, Lucyfera, Samaela, czy Balama. Kto z tego wyjdzie cało? Czy będzie „na propsie”? Czy „będzie psiarnia”? Tego już wam nie zdradzę.

percival 2

Album zamyka nieoczywisty, zarówno jeśli chodzi o wybór artysty jak i samą aranżację cover. Jest to bowiem ‘Cantara’ Dead Can Dance, które co prawda folkowo brzmiących wstawek nie bało się nigdy, jednak od zawsze grupa Gerrarda i Perry sięgała po mroczne dark independent. W wykonaniu Percivala utwór ten traci nieco na ponurym nastroju i brzmi bardziej ludowo i melancholijnie.

Wiedźmin zaczął tę recenzję i on będzie ją kończył. 3 ostatnie kompozycje na albumie (nie licząc coveru) to podróż do krainy zabójcy monstrów. Razem z nim przenosimy się do Bridge gdzie polujemy na zmorę, do Tridam, gdzie rozegrała się słynna masakra i do Nilfgaardu, w którym walczą między sobą prastarzy bogowie.

„Mniejsze zło” to album eklektyczny. Mimo że nigdy nie należałem do największych fanów folk metalu, to zawsze w kompozycjach Percivala Schuttenbacha znajdowałem coś dla siebie. Utwory grupy to zgrabny taniec między folkową nostalgią, thrashowymi wręcz riffami a ludowym duchem ze szczyptą humoru i bez zbędnego nadęcia. Na szczególną uwagę zasługują teksty. Zarówno te oparte na tradycyjnych słowach i legendach, jak i te napisane w całości przez Percivala zabierają nas na bajeczną i miejscami przerażającą wędrówkę. Jeśli tylko większość polskich zespołów folk metalowych potrafiła tak grać, nie wątpię że częściej sięgałbym po ten gatunek.

percival mniejsze zło

Wyro(c)k

83%
83%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze Wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    8.5
  • Wokal
    8.5
  • Brzmienie
    8.5
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (7 głosów)
    9.6
Udostępnij to

O autorze

Michał Smoll

"Knight Rider" to był dopiero serial.