Nocny Kochanek: Recenzja płyty „Zdrajcy Metalu”

0

Strzelam, że chyba większość z Was chodziła, a może nawet jeszcze chodzi do szkoły. Dlatego być może podzielacie moje wrażenie, że w każdej istniejącej na ziemi klasie trafi się jakiś stereotypowy pajac. Typ wygadanego gościa, który na każdą okazję ma przygotowany błyskotliwy żart czy anegdotkę z imprezy. Nikt nie traktuje go poważnie, bo przecież to idiota, ale wcir też nie dostanie, bo przynajmniej zapewnia wszystkim rozrywkę. W znakomitej większości tych przypadków, przychodzi moment, w którym gość dostaje najlepszą ocenę z majzy lub innej przyrki, albo zamiast błaznowania i opowiadania o kolejnym chlaniu z kolegami, wspomni o książce, którą ostatnio przeczytał lub okazuje się, że jako jedyny w klasie odniósł jakiś sukces po opuszczeniu gimbazy. Nocny Kochanek to właśnie taki muzyczny pajac, którego wiele osób nie traktuje poważnie, a ten nie wiadomo kiedy zamienia się w talii polskiej sceny heavy metalu w  jokera.

Nocny Kochanek narodził się po owocnej współpracy ich bliźniaczej grupy Night Mistress z GIT Produkcją, kiedy to stworzyli kochankowy hit – „Minerał Fiutta” do filmu „Kapitan Bomba: Zemsta Faraona”. Po nagraniu dwóch kolejnych numerów „z przymrużeniem oka”, zespół zaczął zauważać wśród publiczności na koncertach tendencję wyczekiwania na utwory z repertuaru ich mniej poważnej odsłony. Rok temu formacja postanowiła wyjść naprzeciw oczekiwaniom słuchaczy i wydała swój debiutancki longplay pod nazwą Nocny Kochanek – „Hewi Metal”, który także mieliśmy okazję zrecenzować. Od listopadowej premiery zespół cały czas jest w trasie i z łatwością Kaszpirowskiego, za to z dużo większym urokiem, zdobywa zaufanie Polaków. 13 stycznia tego roku w sklepach pojawi się kolejny krążek kapeli. „Zdrajców Metalu” możecie zamawiać w preorderze do 6 stycznia o godzinie 20:00 na oficjalnej witrynie Nocnego Kochanka, a czy warto? Zdecydowanie chyba na pewno 🙂

Nocny Kochanek – Zdrajcy Metalu okładka

„Zdrajcy Metalu” to płyta muzycznie o wiele barwniejsza i bardziej różnorodna, niż typowo heavy metalowy, nomen omen – „Hewi Metal”. Nocny Kochanek może robi sobie jaja z tego, kojarzonego często z patosem, gatunku muzyki, jednak do grania i własnego rozwoju podchodzi z należytą powagą. Słychać to choćby po progresie występującym w kompozycjach na „Zdrajcach”, które w wielu miejscach są bardziej skomplikowane i wymagające, niż te na kochankowym debiucie. Dziabnięte grupy długowłosej młodzieży zasiadające przy ogniskach na obrzeżach miast, mogą mieć coraz większe kłopoty z wygrywaniem dźwięków Nocnego Kochanka na swoich rozstrojonych gitarach, a muzyczne postępy zespołu być może zachęcą do zainteresowania płytą nawet największych sceptyków.

Album różni się także, jeśli chodzi o jego warstwę tekstową. Nieprzyzwoity humor, o którym informuje nas okładka jest jeszcze bardziej wyrazisty i pogłębiony w swoich absurdach niż na „Hewi Metalu”. Słuchając „Zdrajców” nie można uciec od wrażenia, że debiutancki materiał był jedynie kartkówką z zakresu dystansu i poziomu zrycia bani polskich słuchaczy metalu. Nowa płyta to już, pozostając w metaforyce szkolnej, spokojnie matura. Nocny Kochanek nadal stara się opakować swoje kontrowersyjne treści w ciąg genialnych gier słownych, analogii i prostych rymów. Jednak grupa zluzowała w kwestii dobierania słownictwa, a zawierając w utworach większą ilość wulgaryzmów, po raz kolejny udowodniła swoją niezależność oraz bezkompromisowość względem chociażby, skłonnych do cenzury, stacji radiowych.

„Zdrajcy Metalu” składają się z dwunastu kompozycji, w tym z jedenastu potencjalnych hitów, wwiercających się w głowę melodii i tekstów, które nieświadomie zaczniecie nucić pod prysznicem już po pierwszym wysłuchaniu. Podobnie jak debiut, „Zdrajcy” opisują realia i problemy z jakimi przychodzi się zmierzyć każdemu stereotypowemu wyznawcy metalowych dźwięków. Wokalista Nocnego Kochanka, Krzysiek Sokołowski pytany często o tematykę nowego albumu odpowiadał z wyrzutem: „Jak to o czym będzie? O tym, co zawsze! O miłości!”. Może to zdanie na pierwszy rzut ucha bawi, ale wsłuchując się w dźwięki obu poczynionych przez grupę płyt, nie da się nie zauważyć bijącej od nich pasji i właśnie miłości do muzyki, a przede wszystkim frajdy, jakiej jej tworzenie im dostarcza.

Jednak żeby odnieść sukces muzyczny poza robieniem sobie jaj, warto jeszcze umieć grać. A Nocny Kochanek umie w granie, jak mało kto. „Zdrajców Metalu” otwiera „Poniedziałek” – dźwięk budzika i łomot perkusji świetnie zgrany z riffem w tle, który przygotowuje się do późniejszego galopu, to rozgrzewka przed wesołym, melodyjnym refrenem. Druga kompozycja na płycie – „Dżentelmeni Metalu” wraz ze zdecydowanie bardziej agresywnym utworem – tytułowym „Zdrajcą Metalu”, już wkrótce zawalczą o miano hymnu fanów zespołu na trasie koncertowej grupy. „Pigułka Samogwałtu” daje szansę, nawet tym najbardziej odpornym na partie basowe słuchaczom, docenić wkład w płytę Artura Pochwały. Najsłabszy numer z albumu to dla moich uszu „Łatwa nie była”, która podobnie jak na poprzednim albumie „Piątunio”, wkręca się w pamięć niemiłosiernie, jednak materiał zawiera szereg dużo lepszych od niego kompozycji. A wśród nich znajduje się chociażby zgrabnie dawkująca energię ballada „Dziewczyna z kebabem”, która jest godnym zastępcą OBROŚNIĘTEGO w legendę „Zaplątanego”. „Smoki i gołe baby” to zapewne ukłon w stronę DragonForce i ścigającego własny ogon speed metalu. Z kolei  „The Pairat Bai” przenosi nas do tawerny rodem z opowieści snutej w utworach grupy Alestorm. Miano mojego ulubionego utworu z płyty otrzymuje jeden z najlepszych tekstów Nocnego Kochanka autorstwa gitarzysty, Arka Majstraka – „Pierwszego nie przepijam” – namacalny tribute skierowany w stronę AC/DC. Niezrozumiałym elementem albumu pozostaje dla mnie „Piosenka o niczym”, która może wydawać się ledwo ponad minutową zapchajdziurą, ale nawiązuje do animacji „Beavis i Butt-head zaliczają Amerykę”, więc niech im będzie. „Zdrajców Metalu” zamyka akustyczny numer „Gdzie jesteś?”, którego od dłuższego czasu domagali się fani i nawiązuje do mistycznej postaci poszukiwanego od roku Andżeja o nieznanym imieniu.

Pointując recenzję podkreślę po raz kolejny świetny wokal Krzyśka Sokołowskiego, który jest zdecydowanie jednym z najlepszych głosów metalowego, młodego pokolenia w tym kraju i jedynym w estetyce typowo halfordowej, którego jestem w stanie słuchać. Jednak tym razem na sam koniec chciałabym docenić reprezentanta dobrej zmiany w szeregach Nocnych Kochanków. Mowa tutaj o nowym perkusiście grupy. Tomek Nachyła – znany jako Synek, wniósł do kochankowej rodziny 500 +… do energii, zaangażowania i świadomości muzycznej, która nadała płycie świeżości także w partiach sekcji rytmicznej kapeli.

Mam nadzieję, że już wkrótce zobaczymy się na trasie „Zdrajcy Metalu 2017”, o której możecie poczytać TUTAJ. Ja będę na pewno! A Wy?

  1. Poniedziałek
  2. Dżentelmeni Metalu
  3. Pigułka samogwałtu
  4. Dziabnięty
  5. Łatwa nie była
  6.  Dziewczyna z kebabem
  7. Smoki i gołe baby
  8. De Pairat Bei
  9. Piosenka o niczym
  10. Zdrajca Metalu
  11. Pierwszego nie przepijam
  12. Gdzie jesteś?

Wyro(c)k

90%
90%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7
  • Instrumentarium
    10
  • Wokal
    10
  • Brzmienie
    10
  • Repeat Mode
    8,5
  • Oceny czytelników (36 głosów)
    7.8
Udostępnij to

O autorze

Joanna Chojnacka (Choinek)

Mam uszy szeroko otwarte. Jednak mimo częstego grzebania w różnych gatunkach muzycznych moje ulubione dźwięki oscylują wokół muzyki ekstremalnej. Nie wychodzę z domu bez książki i słuchawek, a wolny czas spędzam głównie na koncertach.