Neil Young: Recenzja płyty „The Monsanto Years”

0

Dziś premiera 36. studyjnego albumu Neila Younga. Ten obecny od ponad 50 lat na scenie artysta pozostaje nieustannie aktywny, a można nawet powiedzieć hiperaktywny – w ciągu ostatniej dekady wydał 10 albumów studyjnych, prawie każdy w innej konfiguracji personalnej, nie mówiąc o produkcji filmów pod pseudonimem Bernard Shakey i napisaniu dwóch książek o swoim życiu. W czasie paru lat wydał tak różne płyty, jak zupełnie solowe „Le Noise” wyprodukowane przez Daniela Lanois (tytuł to parafraza jego nazwiska), album z coverami starych, tradycyjnych amerykańskich piosenek w garażowych wersjach przy współpracy z Crazy Horse, podwójny „Psychedelic Pill” również ze swoimi niestrudzonymi towarzyszami, nagrany w siedzibie wytwórni Jacka White’a, a dokładniej w odrestaurowanej budce z lat 40. „A Letter Home”, gdzie głos i gitara były rejestrowane bezpośrednio na winylowe single oraz „Storytone” z orkiestrą symfoniczną kierowaną przez 6-krotnie nominowanego do nagrody Grammy Chrisa Waldena.

Za najnowszym dziełem „The Monsanto Years” również stoi pewien koncept. Wszystkie piosenki zostały zainspirowane działalnością koncernu Monsanto, który produkuje używany w rolnictwie herbicyd Roundup oraz kontroluje wg badań 70-100% rynku nasion modyfikowanych genetycznie, a co więcej posiada na nie patenty, co uzależnia rolników od korzystania z usług firmy. W zeszłym roku Young zaprotestował po zjednoczeniu się Monsanto i największej na świecie sieci kawiarni Starbucks w sprawie nieinformowania na swoich produktach o zawartości roślin GMO. W związku z tym artysta nawoływał do bojkotu Starbucksa, a następnie napisał 9 piosenek zainspirowanych obecną sytuacją.

Utwory trafiły do Promise of the Real – nowego zespołu towarzyszącego Youngowi. Tworzą go synowie legendy country Williego Nelsona – Lukas i Micah Nelson oraz basista Corey McCormick i perkusiści Anthony Logerfo i Tato Melgar. Ta młoda grupa mająca na koncie jedynie 2 albumy pojawiła się u boku Neila niespodziewanie i trochę z konieczności – w ostatnich latach na zawsze odeszli jego długoletni współpracownicy – gitarzysta Ben Keith i basista Rick Rosas, a basista Crazy Horse Billy Talbot przeszedł udar i dokładny stan jego zdrowia jest obecnie nieznany. W związku z tym wybór padł na zupełnie nowy kierunek współpracy i chyba jednej z najbardziej przełomowych decyzji w ostatnich dekadach, czyli wprowadzeniu zupełnie świeżej krwi do swojej twórczości. Po wysłaniu dema grupa zainstalowała się w teatrze Teatro w Kalifornii przerobionym na studio, gdzie mieli czas na próby, a po przybyciu Younga rozpoczęły się sesje nagraniowe. O typowych sesjach ciężko tutaj mówić, ponieważ piosenki były rejestrowane na żywo, więc właściwy materiał został nagrany w paru podejściach.

Przechodząc do opisu muzycznej zawartości krążka, na płycie dominuje dobrze znany fanom, garażowy country rock, do którego ojciec chrzestny grunge’u powraca co jakiś czas od debiutu z Crazy Horse, „Everybody Knows This Is Nowhere” z 1969 r. Materiał rozpoczyna neutralny, utrzymany w średnim tempie ‘A New Day For Love’, który jednak od razu nadaje prośrodowiskowy ton i precyzuje staroświecki, hippisowski punkt widzenia Younga:

It’s a new day for the planet
It’s a new day for the sun
To shine down on what we’re doin’
It’s a new day for love

It’s a bad day to do nothin’
With so many people needin’ our help
To keep their lands away from the greedy
Who only plunder for themselves

Kolejny na płycie ‘Wolf Moon’ reprezentuje gatunek akustycznych, po prostu ładnych piosenek, które Neil od lat stara się przemycać na każdym krążku w ilości co najmniej jednej sztuki. Następnie powracamy do klimatów country rocka w ‚People Want to Hear About Love’, w którym Young przekornie i z pewną goryczą śpiewa, że „ludzie nie chcą słuchać o pestycydach powodujących autyzm u dzieci – ludzie wolą słuchać o miłości”. W tym momencie z całą świadomością punktuje swoich fanów tkwiących wciąż w latach 70-tych, którzy wciąż zarzucają mu śpiewanie o coraz to innych rzeczach, jak jego ukochany projekt elektrycznego samochodu Lincvolt, któremu poświęcił całą płytę „Fork in the Road” z 2009 r., czy właśnie o Monsanto, zamiast wciąż nawiązywać do swoich klasycznych dokonań. Wydaje się, że Neil pokazuje im środowy palec dając jednocześnie do zrozumienia, że najważniejsi są po prostu ludzie rozumiejący jego postawę ciągłego poszukiwania, rozwijania się i misji śpiewania o rzeczach dla niego ważnych.

Następne 4 utwory to już zmasowany atak na wielkie koncerny Monsanto, Starbucks i Walmart i centralny punkt płyty. Jest ostro muzycznie i tekstowo, lecz jednocześnie jak to w przypadku Younga, prosto i przebojowo. Szczególnie gwizdany motyw w ‘A Rock Star Bucks a Coffee Shop’, czyli pierwszego singla z krążka zapada w pamięć i chce się go nucić przez następne godziny. Jednocześnie, już na początku wokalista ostrzega „jeżeli nie podoba ci się gwiazda rocka ganiąca kawiarnię, lepiej zmień stację, bo to jeszcze nie wszystko, co tutaj mamy”. Z kolei najszybszy na albumie ‘Workin’ Man’ przedstawia historię farmera, który po latach ciężkiej, lecz opłacalnej pracy nagle zostaje zmuszony do kupowania nasion opatentowanych przez Monsanto pod groźbą sądowej walki i puszczenia biedaka z torbami, bo jak oznajmia Neil rzucający nazwiskami „sędzia sądu najwyższego Clarence Thomas także pracował dla Monsanto”.

Co do samego brzmienia i wykonania utworów, trzeba powiedzieć, że maszyna działa nadzwyczaj dobrze i przypominają się tutaj najlepsze dokonania Younga. Lukas Nelson to bardzo uzdolniony frontman, który w zespole wciela się w rolę sidemana w rodzaju nieodżałowanego Danny’ego Whittena z pierwszego składu Crazy Horse – uzupełnia gitarę Neila solowymi zagrywkami i wraz z bratem Micah i basistą wspomagają głównego wokalistę w refrenach. Mocnym punktem grupy jest także wspomniany basista, do tej pory anonimowy Corey McCormick, który doskonale czuje się w klimatach country rocka i brzmi niczym Billy Talbot za najlepszych czasów – prosto, w punkt i skutecznie, co dla basisty jest chyba najlepszym komplementem.

Panowie grają na luzie i na albumie została zachowana pierwotna energia, której tak pożądał Young wspominający reszcie zespołu, by nie uczyli się za dobrze swoich partii, tylko grali nowe utwory raz dziennie, by zachować świeżość i spontaniczność. To wszystko się udało aż za bardzo przede wszystkim w wykonaniu samego Younga – w paru momentach najsłabszym ogniwem jest jego największa do tej pory zaleta… czyli głos – podczas wielokrotnego słuchania trzeba będzie przyzwyczaić swoje uszy do zawodzenia na granicy fałszu. Rozumiem, że Neil nigdy nie nagrywał idealnych, dopieszczonych albumów i to zawsze nadawało im indywidualny charakter i tworzyło ich legendę, ale moim zdaniem tak uznany i wielki artysta powinien swoje ewidentne wpadki na wydawanej płycie poprawić, bo dla nowych słuchaczy takie sytuacje mogą wydać się niezrozumiałe.

Czy przygoda z Promise of the Real okaże się dłuższa niż tylko okazjonalna współpraca i czy młody zespół będzie dla Younga nową jakością jak swojego czasu Crazy Horse – czas pokaże, ponieważ w przypadku tego artysty nie można być niczego pewnym. No, może jednej rzeczy: od ponad 50 lat pozostaje jednym z najbardziej zainspirowanych (i inspirujących) wykonawców świata. I nawet jeżeli śpiewa o tym, że kocha swój elektryczny samochód lub o tym, że nie napije się więcej kawy ze Starbucksa wiemy, że robi to w stuprocentowej zgodzie ze sobą samym i ma gdzieś to, co pomyślą o nim nawet najbardziej oddani fani, którzy za tą bezkompromisowość i nieprzewidywalność go kochają, lecz czasem też nienawidzą. Jedno jest pewne – czuje on potrzebę wyrażenia tego, co jest dla niego ważne, a wciąż potrafi robić to na najwyższym poziomie. To wyróżnia właśnie światową ekstraklasę wykonawców, którzy sięgnęli po gitarę, by przekazywać prawdę, w którą głęboko wierzą. Śpiewane niegdyś przez Younga słowa „Nie śpiewam dla nikogo, dla mnie to żart – ta nuta jest dla ciebie” wciąż pozostają aktualne. I chwała mu za to.

1. A New Day for Love
2. Wolf Moon
3. People Want to Hear About Love
4. Big Box
5. A Rock Star Bucks a Coffee Shop
6. Workin’ Man
7. Rules of Change
8. Monsanto Years
9. If I Don’t Know

neilyoungmonsantoyears

Wyro(c)k

82%
82%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    8
  • Brzmienie
    8
  • Repeat mode
    9
  • Oceny czytelników (6 głosów)
    7.5
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał „Nevermind” Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości – muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać… dobrą rockową nowinę!