Neil Young: Recenzja płyty „Peace Trail”

0

W drugiej połowie roku, gdy Neil Young zakończył promocję płyty „The Monsanto Years” europejską trasą (byliśmy!), na pozostałych paru amerykańskich koncertach zaczęły pojawiać się nowe utwory. Niedługo potem okazało się, że płyta jest już właściwie nagrana, jednak nie z zespołem towarzyszącym Youngowi od prawie 2 lat – Promise of the Real – a z muzykami sesyjnymi. Efekt nagrań poznaliśmy jeszcze w tym roku. 9 grudnia ukazał się w większości akustyczny album „Peace Trail”.

„Peace Trail” to kolejny po „The Monsanto Years” protest album. W odróżnieniu od poprzednika nie uderza jednak w kontrowersyjną korporację Monsanto znanej z produkcji pestycydów oraz zmuszania rolników do kupowania ziaren GMO, a przybliża sytuację organizacji Standing Rock, która sprzeciwiła się (z sukcesem) budowie ropociągu na ziemiach obejmujących m.in. rezerwat Indian. Inna jest także zawartość muzyczna – „The Monsanto Years” został nagrany ze wspomnianą wcześniej grupą Promise of the Real, natomiast na „Peace Trail” większą kontrolę nad dźwiękami miał Young. Oprócz jego gitary akustycznej, gdzieniegdzie przebijającej się gitary elektrycznej oraz harmonijki towarzyszą mu jedynie cenieni muzycy sesyjni – Jim Keltner na perkusji oraz Paul Bushnell na basie.

Sześć z dziesięciu utworów zawartych na płycie było wcześniej granych na żywo i wydaje się, że to one wypadają najlepiej. Rozpoczynający album tytułowy „Peace Trail” wydaje się najbardziej dopracowany. Na tle gitary akustycznej pojawiają się firmowe, pełne przestrzeni zagrywki Younga oraz organy wprowadzające niepokojący klimat. Do tego kontrastujący delikatny wokal i mamy jedną z najlepszych piosenek Neila w ostatnich latach. Szkoda, że zarówno w tym utworze, jak i w innych pojawia się autotune, który zrujnował już poprzednią płytę live „Earth”. Nie rozumiem tego zabiegu i ostatnio powstałej sympatii Younga do tego wynalazku, bo nie wnosi to nic interesującego, nie ma na celu ulepszenie jego głosu, a jedynie udziwnia utwory. Autotune pojawia się również w „My Pledge” i znów jest zupełnie zbędny.

Wśród lepszych utworów należy wyróżnić także prosty „Can’t Stop Workin'”, w którym Neil zwierza się, że ciągła praca napędza go do dalszego działania, wyciszony i nastrojowy „Show Me” oraz „Terrorist Suicide Hang Gliders” poruszający temat imigracji. Tekst piosenki wzbudził już kontrowersje, gdy Young został oskarżony o rasizm za fragment „I think I know who to blame/It’s all those people with funny names/Moving in to our neighborhood/How can I tell if they’re bad or good”. Niestety ktoś przewrażliwiony nie zrozumiał, że ma to wydźwięk ironiczny i porusza raczej problem dezinformacji.

Niestety, płyta momentami jest też niedopracowana, co jest efektem bardzo (i wydaje się, że zbyt) spontanicznego podejścia Neila do nagrywania w ostatnich latach. Jak sam przyznał w ostatnim wywiadzie dla Rolling Stone:

Wstawałem każdego ranka i brałem do ręki gitarę i cokolwiek zagrałem, to było to. Budowałem na tym piosenkę i pisałem po prostu to, o czym myślałem w danej chwili. Zrobiłem wiele płyt, nagrałem wiele piosenek i grałem na wielu gitarach, więc po prostu sobie ufam. Odkryłem, że jeżeli nie umiem tego zrobić tak po prostu, to po co w ogóle zawracać sobie głowę?

Dobrze, że Neil sobie ufa i wciąż zdumiewa mnie to, że po 50 latach grania pozostaje zainspirowany coraz to nowymi rzeczami, ale z drugiej strony artysta takiej klasy powinien jednak trochę bardziej przyłożyć się do dzieła, które firmuje swoim nazwiskiem. Poprzednia płyta „The Monsanto Years” była bardzo dobra, lecz zdarzały się na niej wpadki wokalne, które nie zostały poprawione. Tutaj z kolei kuleją same kompozycje, bo cztery ostatnie kawałki to właściwie ten sam utwór. Gdzieś tam gra sobie gitara akustyczna, bas i perkusja, pojawia się harmonijka i na tym tle Young właściwie prowadzi narrację, bo pomysłów na zapamiętywalne linie melodyczne w nich nie ma. „John Oaks” przypomina „Carmichael” z „Greendale” – zmienia się tylko nazwisko bohatera. Ostatni „My New Robot” jest natomiast najbardziej dziwaczny z całego zestawu. Neil śpiewa tutaj o robocie kupionym na Amazon.com, który następnie wygłasza tekst, a w tle przewijają się chórki i trąbki… Brzmi to osobliwie i na szczęście kończy się po niecałych 3 minutach.

Album „Peace Trail” na pewno jest kolejnym ciekawym manifestem artystycznym Younga, chociaż wydaje się, że podzieli los większości płyt w ostatnim czasie („Fork in the Road”, „Americana”, „A Letter Home”, „Storytone”) i odejdzie w zapomnienie, a Neil skupi się na swoim kolejnym projekcie. Jako fan marzę jeszcze o bardziej dopracowanym dziele, które nie zostanie nagrane w tydzień, bo Younga wciąż stać na stworzenie czegoś legendarnego, jeżeli tylko będzie miał ochotę poświęcić materiałowi trochę więcej czasu. Podobno w drodze jest już kolejna płyta z Promise of the Real. Może uda się tym razem…

1. „Peace Trail” 5:32
2. „Can’t Stop Workin'” 2:45
3. „Indian Givers” 5:41
4. „Show Me” 4:02
5. „Texas Rangers” 2:29
6. „Terrorist Suicide Hang Gliders” 3:17
7. „John Oaks” 5:12
8. „My Pledge” 3:54
9. „Glass Accident” 2:53
10. „My New Robot” 2:53

Neil-Young-Peace-Trail

Wyro(c)k

72%
72%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7
  • Instrumentarium
    7
  • Wokal
    7
  • Brzmienie
    8
  • Repeat Mode
    7
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał „Nevermind” Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości – muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać… dobrą rockową nowinę!