Monster Magnet: Recenzja płyty „Mindfucker”

0

Szukając krótkiego podsumowania muzyki zawartej na najnowszym albumie Monster Magnet wpadłem na następujące porównanie – Dave Wyndorf nagrał swoje „Raw Power”.

„Mindfucker” to dziesięć prostych, hałaśliwych rockandrollowych numerów. Tym razem nie ma mowy o psychodelicznych, kosmicznych odgłosach (lub tych bardziej ludzkich, jeżeli pamiętacie np. ‚Goliath and the Vampires’ z „Powertrip”), a Dave Wyndorf postawił na „surową siłę” gitarowego grania.

Frontman Monster Magnet, choć bardzo pomysłowy, jest songwriterem dość ograniczonym, jeżeli chodzi o umiejętności gry na instrumencie. Czasem na koncertach sięga po gitarę, jednak częściej w celach bardziej efektownego image’u. W tym ograniczeniu tkwi jego siła – potrafi niczym Kurt Cobain w trzech chwytach zawrzeć całą esencję tego, co chce przekazać. Resztę robi za niego bardzo sprawny zespół, składający się m.in. z długoletniego współpracownika i gitarzysty Phila Caviano, który wizję Wyndorfa zdaje się rozumieć bez słów.

Na nowym albumie Dave celowo zrezygnował ze space-rockowych aranży spod znaku Hawkwind i skierował się ku bardziej bezpośredniemu graniu a la The Stooges, czyli swojej drugiej największej inspiracji. Jak powiedział w wywiadzie z nami, chciał nagrać album mówiący po prostu o dobrej zabawie. Tę regułę potwierdzają proste kawałki w postaci otwierającego album ‚Rocket Freak’, coveru Roberta Calverta z Hawkwind ‚Ejection’ czy ‚Want Some’. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki. Uwagę zdecydowanie przyciągają ‚I’m God’ i ‚Drowning’ – dwa najdłuższe i najbardziej rozbudowane utwory na albumie. Jest to typowy Monster Magnet – powolne rozpoczęcie, następnie wchodzą ostre riffy i krzyk Dave’a, później znów uspokojenie i kolejny atak. Głos Wyndorfa jest pewny i mocny jak zawsze – tu należą się słowa uznania, bo przecież jest on już po sześćdziesiątce, w co trudno uwierzyć.

Tekstowo nie do końca udało się tę „dobrą zabawę” zachować. Teksty jak zwykle pełne są inteligentnych komentarzy i obserwacji na temat życia i relacji międzyludzkich. Dave nie mógł odmówić sobie paru gorzkich słów w sprawach damsko-męskich. Traktuje o tym tytułowy ‚Mindfucker’ czy wspomniany już ‚Drowning’: „Jestem zmęczony tą grą/Chciałbym cię obwinić za obrócenie moich marzeń w proch/Kręcę się bezwładnie, a to wszystko przez ciebie.” Również ostatni, mocny ‚When the Hammer Comes Down’ nie brzmi jak beztroski rock’n’roll: „Karma to suka, dzieciaku/Mam nadzieję, że kupiłeś jej pierścionek/Bo będziecie ze sobą długi, długi czas.” Sam artysta przyznał, że ciężko było utrzymać pozytywny przekaz, bo podczas pisania trzyma się go blues.

Przyznam, że „Mindfucker” trochę mnie zaskoczył. Po „reinterpretacji” – jak nazywa to sam Wyndorf – płyt „Last Patrol” i „Mastermind”, czyli zremiksowania w bardziej psychodelicznym, odjechanym klimacie, a nawet dogrania paru rzeczy na nowo, spodziewałem się kontynuacji tej drogi. Tymczasem otrzymujemy powrót do hardrockowych, proto-punkowych brzmień, które 45 lat temu na płycie wymienionej we wstępie zdefiniował Iggy Pop. Po prawie połowie wieku takie granie wciąż może porwać, co udowadnia najnowszy materiał od Monster Magnet. 50 minut solidnego, inteligentnego hardrockowego grania. Nie jest to płyta odkrywcza, jednak jej słuchanie zdecydowanie dostarczy przyjemności. Pod tym względem cel Dave’a został osiągnięty.

Polecam zapoznanie się z albumem każdemu miłośnikowi konkretnych gitarowych brzmień. Szkoda, że nie będzie dane sprawdzić formy zespołu na żywo, bo na zaplanowanej podróży do Europy po raz kolejny zabrakło Polski. Pozostaje cieszyć się z bardzo dobrej płyty, która, mam nadzieję, osiągnie zasłużone uznanie.

Tracklista:
1. Rocket Freak
2. Soul
3. Mindfucker
4. I’m God
5. Drowning
6. Ejection (Robert Calvert Cover)
7. Want Some
8. Brainwashed
9. All Day Midnight
10. When The Hammer Comes Down

Wyro(c)k

78%
78%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7
  • Instrumentarium
    7
  • Wokal
    9
  • Brzmienie
    8
  • Repeat mode
    8
  • Oceny czytelników (4 głosów)
    7
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!