Midnattsol: Recenzja płyty „The Aftermath”

0

Jeżeli oglądaliście kiedyś “Kuchenne rewolucje”, wiecie pewnie, że nie można ufać biznesowi, w który zaangażowane jest rodzeństwo. Jak na razie nie było jednak zbyt wielu powodów, by tej samej zależności dopatrywać się w muzyce – dlatego też do „The Aftermath” Midnattsol, zespołu, w którym udzielają się teraz obie siostry Espenæs, Carmen Elise i Liv Kristine, nie podchodziłam ze zbytnim dystansem. Ot, pewnie będzie symfonicznie, pewnie będzie nieźle. Zwłaszcza, że szczególnie w miesiącach wiosenno-letnich lubię sięgać po tego rodzaju granie, jako po miłą odskocznie od mocniejszych brzmień.

Moje pierwsze spotkanie z „The Aftermath” nie było jednak najlepsze. Udostępniony w sieci nieprzyzwoicie schizofreniczny teledysk do „The Purple Sky” oraz pozostawiający sporo do życzenia miks tytułowego utworu niejednemu mogły skutecznie zepsuć pierwsze wrażenie. Na tle reszty albumu zresztą te dwa wspomniane kawałki wciąż są największym problemem Midnattsol. Obie wpadki są jednak spowodowane tym samym – podobną barwą głosu sióstr i niewystarczającym wokalnym kopem we fragmentach, które aż o to prosiły. Taki problem pojawia się również w instrumentalnie świetnie rozegranym „Syns sang”, w którym to właśnie wokale winne są nagłej utracie klimatu. Podobnie w „Unveiled Truth” – tu co prawda wszystko wreszcie brzmi jak należy, mimo to jednak sama ballada wypada dość blado. Podobnie jak w większości utworów, brakuje „tego czegoś”.

„The Purple Sky” jest spokojne i melodyjne, jednak mdlejący głos zamiast na zasadzie kontrastu dodać kompozycji charakteru, sprawia, że otwierający całość płyty utwór staje się blady i nijaki. W „The Aftermath” natomiast (pomijając nagranie przypominające studenckie karaoke) głosik sióstr jest zbyt malutki, co bez walki poddało cały utwór. Jest to o tyle przykre, że o tym, że w rodzinie Espenæs raczej umie się śpiewać, wie chyba każdy.

Przekonać można się o tym już w „Vem kan segla”, utrzymanym w bardziej folkowym klimacie, który zespołowi zdaje się znacznie bardziej odpowiadać. Jest delikatnie i melodyjnie, a jednak jeszcze nie kiczowato – czego chcieć więcej? To właśnie ta folkowa odsłona Midnattsol pokazuje, że mimo drobnych wpadek na „The Aftermath” można znaleźć kilka perełek. Tak samo dzieje się z „Ikje glem meg”, w którym gitarowy riff klimatycznie współgra z ciekawszą już melodią.

Przede wszystkim jednak wielkie brawa należą się trzem muszkieterom Midnattsol: Aleksowi Kautzowi, Danielowi Fischerowi i Stephanowi Adolphowi, którzy swoją grą niezliczoną ilość razy ratują sytuację na „The Aftermath”. Kto nie wierzy, niech posłucha „Evaluation of Time”, utworu, w którym dobrze rozegrane, narastające instrumentarium przechodzi w zapętlające się riffy. Paradoksalnie również, jednym z najlepszych utworów na płycie jest… kawałek bonusowy. Mam szczerą nadzieję, że „Eitdropar” znajdzie się na WSZYSTKICH wersjach „The Aftermath”. Jest to bowiem pierwszy naprawdę kreatywny i rozbudowany utwór, jaki Midnattsol prezentuje na swojej płycie: jest i spokojniejsza melorecytacja, łagodna melodia w refrenie czy wyraźna rytmika. Czy nie można tak było grać przez cały czas?

Nieco deprymujący może wydać się także fakt, że drugim najlepszym utworem na płycie jest tysięczna już wersja „Herr Mannelig”, a więc kompozycja, która po pierwsze liczy sobie ponad sto lat, a po drugie była już wykonywana na wszystkie możliwe sposoby. Zaletą „Herr Mannelig” jest jednak właśnie to, że jest absolutnie ponadczasowy – można go zagrać sposób tradycyjny, metalowy (In Extremo) czy nawet elektroniczny (Heimataerde). Nie dziwi więc to, że rozbudowana wariacja na temat tej ballady w wykonaniu Midnattsol brzmi naprawdę przekonująco.

Zważając na to, że ostatni album Midnattsol ukazał się kawał czasu temu, bo w roku 2011, można było spodziewać się czegoś bardziej spektakularnego. „The Aftermath” nie jest złą płytą, patrząc jednak na zaprzepaszczony potencjał niektórych utworów i ich brak polotu, nie można oprzeć się wrażeniu, że mogło być dużo lepiej.

1. The purple sky
2. Syns sang
3. Vem kan segla
4. Ikje glem meg
5. Herr Mannelig
6. The Aftermath
7. The Unveiled Truth
8. Evaluation of Time
9. Forsaken
10. Eitrdropar (Bonus Track)

WYRO(C)K

64%
64%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    6
  • Brzmienie
    6
  • Repeat Mode
    6
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Alicja Sułkowska

Aspołeczna kulka nerwów. Łączy Satyricon z Falco, Mayhem z Wolfsheim i Darkthrone z Apocalyptiką. Ciągle ogląda te same filmy i słucha nowych płyt. Nie pogardzi dobrą książką historyczną i muzeum lotnictwa.