Megadeth: Recenzja albumu „Dystopia”

4

Na przestrzeni lat Dave Mustaine zdążył się przyzwyczaić do regularnych zmian składu swojego zespołu. Każda wiąże się z pewnym ryzykiem – jak wypali nowa grupa? Z każdym zastąpieniem oryginalnego członka przychodzi krytyka – dla przykładu, mało kto zareagował optymizmem na wieść o odejściu Lombardo ze Slayera. Megadeth przyzwyczaiło już fanów do żegnania się z lubianymi muzykami, ale z drugiej strony rotacje w składzie zawsze zdawały się przynosić pozytywne efekty. „So Far, So Good…” cieszy się uznaniem, dla wielu „Rust In Peace” to dzieło wyróżniające się nie tylko z dyskografii zespołu, wiele osób mówiło o powiewie świeżości na „Endgame”, który to album jest często stawiany jako najlepszy z okresu po reaktywacji zespołu, czasami na równi z „The System Has Failed” (nomen omen również płytą poprzedzoną zmianą składu). Nowych członków grupy Dave zdążył już przedstawić. Teraz przyszedł czas na konfrontację z albumem „Dystopia” oraz ocenę ostatnich zmian w Megadeth.

Rzadko można rozpocząć analizę płyty Megadeth od słów „wita nas damski wokal”. Oczywiście to tylko intro do opublikowanego wcześniej ‚The Threat is Real’. Utwór nie jest popisem oryginalności zespołu, lecz sprawdza się jako otwieracz albumu. Zdecydowanie uspokaja słuchaczy zmartwionych formą zespołu, o której opinia została znacząco nadszarpnięta po wydaniu poprzedniej płyty, czyli „Super Collider”. Sprawa jest postawiona jasno – wracamy do ciężkiego grania. Ma to pazur, ma energię, jest to utwór który nie wstyd zagrać na koncercie. Przede wszystkim mniej tu wszechobecnego uczucia obcowania z kompozycjami pisanymi od niechcenia, towarzyszącemu poprzedniemu nagraniu. Kolejne dwie pozycje to też utwory już znane fanom – ‘Dystopia’, od której nieco wieje klimatem z „Rust In Peace” oraz ‘Fatal Illusion’, które z kolei, przy odrobinie optymizmu, można wyobrazić sobie na „Peace Sells”. Oba prezentują bardzo dobry poziom, lecz na czoło wysuwa się agresywne ‘Fatal Illusion’, które naprawdę cieszy słuchacza riffami i strukturą, jakich należy się spodziewać od takiego zespołu jak Megadeth.

W tym momencie kończą się wcześniej prezentowane utwory i czas wsłuchać się w prawdziwe nowości. Powtarzającym się problemem, nie tylko na ostatnich dokonaniach Megadeth, jest obecność kryjących się w środku albumu zapychaczy lub utworów, na który pomysł był… ale zabrakło końcowego szlifu. ‘Dystopia’ nie zasmuca nagle słuchacza, ale nie trzeba się długo zastanawiać czemu to trzy pierwsze utwory zostały wybrane jako zapowiedzi zbliżającego się albumu. Nie wygląda to tak, że nagle dostajemy materiał źle skomponowany. Cały czas zachowany jest odpowiedni ciężar i interesujące riffy, solówki także trzymają poziom. Brakuje jednak spoiwa łączącego te elementy, które pozwoliłoby utworom zapaść w pamięć. Mimo to trzeba przyznać, że refren z ‚Bullet to the Brain’ jest naprawdę silny i spora część słuchaczy polubi ten utwór. ‘Post-American World’ bez zastanowienia wskazałbym jako najsłabszy moment płyty gdyby nie fakt, że w drugiej części utwór ratuje fenomenalna solówka Kiko Loureiro.

‚Poisonous Shadows’, to ogromne zaskoczenie dla wszystkich fanów, nawet tych, którym nieobca jest cała dyskografia zespołu. Zaczyna się od odrobinę orientalnego, rozbudowanego intra, w które zaraz wkracza ze swoją solówką Mustaine. Riff w zwrotce jest prosty, niemniej zagęszczenia rytmu powodują, że nie czuć znużenia tą częścią utworu. Outro również zwraca na siebie uwagę – to melancholijna melodia na fortepianie połączona z recytacją Dave’a. Udana pozycja, a co najważniejsze – naprawdę wyróżniająca się spośród reszty utworów zespołu. Do ‘Lying in State’ wprowadza nas instrumentalny ‚Conquer… or Die!’, funkcjonujący bardzo dobrze również jako samodzielna kompozycja. Z akustycznym intrem i naprawdę dobrymi solówkami ożywia słuchacza, budząc nadzieje na końcówkę albumu na najwyższym poziomie, niestety złudne. Wspomniany ‚Lying In State’ nie jest bowiem w stanie sprostać oczekiwaniom wywołanym tym świetnym wstępem, zespół gubi tu dotychczasową świeżość, podobnie jak na ‘The Emperor’, wyróżniającym się zauważalnie bardziej „radosnym” graniem, przypominając niestety w ten sposób niechlubne chwile materiału z „Super Collidera”. Płytę zamyka cover utworu ‘Foreign Policy’, oryginalnie nagrane przez amerykanów z FEAR. Co ciekawe cover ten zaskakująco dobrze zamyka płytę, utrzymaną w końcu w nieco innym klimacie.

Martwiło mnie od jakiegoś czasu tempo wydawania albumów Megadeth, z każdym kolejnym nagraniem materiał tracił na świeżości, a płyty przypominały raczej rzemieślniczy wyrób niż dzieło stworzone pod wpływem inspiracji i pomysłów. ‘Dystopia’ nie ma szans konkurować z najlepszymi dokonaniami grupy, ale ma zaskakujące momenty. Podszedłem do płyty spodziewając się kolejnego krążka Mustaine’a, dosyć przewidywalnego, trzymającego przyzwoity poziom, ginącego jednak w obszernej dyskografii zespołu. Usłyszałem natomiast zbiór utworów o nieco odważniejszej strukturze, z elementami niewykorzystywanymi w przeszłości. Nowi muzycy sprawdzili się w swoich rolach, być może to Chrisowi Adlerowi zawdzięczamy tak agresywny charakter płyty. Wyrazy uznania należą się Kiko Loureiro, który zagrał parę fenomenalnych partii na tym albumie. Nawet jeżeli momentami próbował naśladować Friedmana, nie stanowiło to przeszkody w odciśnięciu swojego piętna na „Dystopii” i naprawdę dobrym zaprezentowaniu się fanom. Megadeth obrało dobry kierunek, być może trzeba nieco więcej czasu, by kolejna płyta okazała się godnym rywalem dla najlepszych z całej dyskografii.

1. The Threat is Real
2. Dystopia
3. Fatal Illusion
4. Death from Within
5. Bullet to the Brain
6. Post-American World
7. Poisonous Shadows
8. Conquer… or Die!
9. Lying in State
10. The Emperor
11. Foreign Policy

Megadeth: Recenzja albumu "Dystopia"

Wyro(c)k

75%
75%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7
  • Instrumentarium
    8
  • Brzmienie
    8.5
  • Repeat Mode
    6.5
  • Oceny czytelników (33 głosów)
    7.3
Udostępnij to

O autorze

Patryk Kowalski
  • Hanniball

    Swietna,pełna dupościsku i rozgoryczenia recenzja….gdzie DYSTOPI do st.anger(rewelacyjnego),czy „boskiego-upchajmy 1000 riffów,bez pomysłu death magnetic….HA HA-kompleks indolencji twórczej dawnej WIELKIEJ METALLICI..

  • anty

    a jakie są najlepsze? Ta mi się podoba.

    • Jakub Czpioła

      Zależy co lubisz, dyskografia Megadeth jest zróżnicowana. Najbardziej doceniane jest Rust In Peace, określane przez wiele osób jako album kompletny. Natrafisz tam na wiele ciekawych aranżacji, skomplikowanych i technicznych riffów, a także fenomenalnych solówek. Wiele elementów samej Dystopii jest wyjętych wprost z RiP, chociażby utwór tytułowy (ewidentne nawiązania do Hangar 18). To zdecydowanie ich opus magnum!

      Ciekawa jest także lżejsza odmiana zespołu. Countdown To Extinction bywało porównywane do Black Albumu, był to też początek „komercyjnej” drogi Megadeth, zwieńczonej przez niemalże popowe Risk. Ten ostatni możesz sobie darować, natomiast krążki pomiędzy są pozycją obowiązkową, na czele z moja ulubioną, nostalgiczną Youthanasia.

      Jeśli natomiast lubisz thrash – 3 pierwsze krążki! Tutaj komentarz jest zbędny, lepiej sprawdzić samemu, ciężko się do czegokolwiek przyczepić – oczywiście jeśli polubi się nietypową barwę wokalu Dave’a Mustaine’a.

      Ostatnie krążki radziłbym odpuścić na początek. To taka mieszanka wszystkiego – raz bardziej udana, raz mniej. Czegoś lepszego niż Dystopia po 2004 prawdopodobnie w ich dyskografii nie znajdziesz.

    • anty

      Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Sprawdzę!