Malchus: Recenzja płyty „Ur”

0

Wygląda na to, że Malchus jest zespołem szalenie płodnym. Wydając nawet jeden album co dwa lata można stworzyć wrażenie bycia zespołem pełnym samozaparcia i dyscypliny, a wspomniana grupa z Przeworska w latach 2010 – 2014 zdołała nagrać aż cztery krążki. Mieliśmy okazję na łamach DeathMagnetic.pl przesłuchać oraz zrecenzować ostatnią płytę zarejestrowaną we wspomnianym okresie, „Dom Zły”. Po zaskakująco długim jak na ten zespół, bo aż trzyletnim, okresie ciszy, na rynek trafiło najnowsze wydawnictwo zatytułowane „Ur”. Jeśli wierzyć opisowi zespołu zaczerpniętemu z facebookowego fanpage’a, ich muzyka ma zabrać słuchacza w podróż po zakamarkach sfrustrowanej duszy młodego Polaka. Przekonajmy się więc, czy mamy do czynienia ze zdenerwowaną i nieprzewidywalną bombą zegarową, czy też z niewypałem.

Mówiąc krótko – każdy, komu podobał się „Dom Zły”, będzie zadowolony, ponieważ zespół postanowił nie robić totalnego przemeblowania i pozostać przy starym, sprawdzonym, progresywnym stylu. O ile jednak poprzedni krążek wyróżniał się sporą ilością wpadających w ucho riffów (thrashujące „Z prochu” czy przebojowy „Dom Zły”), tak na „Ur” Malchus pokazuje swoje bardziej wymagające oblicze. Na albumie częściej pojawiają się motywy orientalne („Król”, końcówka „Ur”, „Nie do wiary”), „Radykalny” gniecie ciężarem, a liczba kompozycji przekraczających 5 minut wzrosła z jednej do trzech.

Generalnie „Ur” jest krążkiem około 10 minut dłuższym od swojego poprzednika. Biorąc pod uwagę trudniejsze w odbiorze kompozycje jest to więcej niż by się mogło wydawać. Czyni to z najnowszego krążka Malchus muzykę mniej reprezentacyjną i koncertową, a bardziej nadającą się do spokojnego dawkowania i poznawania. Oczywiście, nie brakuje tutaj kandydatów na przyszłych festiwalowych wymiataczy w postaci „Wzrastanie”, „VII”, „Zniewolony” czy „Źródło pustyni”. Ciężko nie odnieść jednak wrażenia, że o ile Malchus tworząc po trzech latach milczenia krążek „Ur” użył tych samych składników, co przy „Domu Złym”, to dobrał nieco inne proporcje.

Samo brzmienie też uległo widocznym zmianom. Malchus zrezygnował z mięsistej ściany dźwięku i zaczął sympatyzować z dźwiękami bardziej organicznymi, naturalnymi, odchodzącymi od groove’u. Pod tym względem nowy krążek formacji jest z pewnością nagraniem spójnym – mamy tutaj zarówno więcej wycieczek gatunkowych, różnorodności, trudnych w odbiorze riffów, ale idzie to w parze z chłodnym, ostrym brzmieniem. „Ur” to po prostu dzieło o wiele trudniejsze niż „Dom Zły”. Jeśli czujecie się wystarczająco sfrustrowanymi młodymi Polakami – atakujcie. Jeśli nie – to po co w ogóle słuchacie metalu?!

Wyro(c)k

70%
70%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    7
  • INSTRUMENTARIUM
    7
  • WOKAL
    7
  • BRZMIENIE
    7
  • REPEAT MODE
    7
  • Oceny czytelników (5 głosów)
    7.7
Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to „Live & Rare” KoRna. Potem poszło już z górki… Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.