M.O.R.O.N.: Recenzja EPki „Rzeka”

0

Nie tak dawno na łamach naszego serwisu ukazała się recenzja “Świtu” M.O.R.O.N.a, która okrzyknięta została przeze mnie arcydziełem polskiego undergroundu i obdarowana w pełni zasłużoną stówką. Jednak kiedy wydaje się coś tak dobrego, problem stanowi następca. Poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko, a żeby przeskoczyć ją lub przynajmniej osiągnąć satysfakcjonujący wynik, panowie z Kobyłki musieli ofiarować nam coś naprawdę dobrego.Moron

“Rzeka” wypłynęła w grudniu zeszłego roku i jako jej przedsmak otrzymaliśmy track ‘Ogród’. W kapeli od czasu poprzedniego wydawnictwa zaszły zmiany personalne na stanowisku gitarzysty i, choć charakterystyczny styl kapeli nadal słychać wyraźnie, nowy wioślarz dorzuca swoje pięć groszy. Atmosfera krążka jest nawet jeszcze bardziej melancholijna, niż jego poprzednika, a stoi za tym właśnie praca gitary. Deftonesowe riffy nadają klimatycznych melodii nawet, kiedy Maciej Friedrich na wokalu odpływa w swoim charakterystycznym growlu. Instrumentarium powinno spodobać się także fanom postrockowego klimatu. Przestrzenne, przystrojone w delay dźwięki ślicznie rozpływają się i opatulają słuchacza, aby po chwili uderzyć z ciężarem klasycznego post hardcore’a. Pozostałe instrumenty dostosowują się do łagodniejszego oblicza płyty. Nie znajdziemy tu poniewierających breakdownów, które zdarzały się na “Nowym Wspaniałym Świecie”, epce z 2012 roku, a już punkowej młócki z czasów “Mordy w Kubeł” w ogóle nie doświadczymy. Nadal jednak czeka nas charakterystyczny, perkusyjny groove, a bas przyjemnie rezonuje uzupełniając linie gitar. Piękno sekcji rytmicznej pięknie prezentuje się w kawałku ‚Rzeka’, gdzie w pewnym momencie milkną gitary i wokal. Dużą rolę odgrywa tu na pewno przejrzysta, bardzo dobra produkcja, która z instrumentów wyciągnęła cały ich nostalgiczny potencjał.

Duży nacisk na klimat nie oznacza, oczywiście, całkowitego zrezygnowania z pierwiastka hardcore’a. Otwierający płytę riff i kilka równie mocnych gitarowych momentów to klasyczne brzmienie znane ze “Świtu”. Dramatyczny krzyk Macieja Friedricha nadal uderza swoją brutalnością oraz szczerością, bo słuchając go zwyczajnie wierzy się w to, o czym nam opowiada. A warstwa liryczna ponownie łapie się tematyki egzystencjalnej. W urzekający prostotą sposób rozprawia o przemijaniu, miłości, problemach dnia codziennego i wielu innych tematach, zgrabnie łącząc te wszystkie refleksje w ciekawe metafory. Są, co prawda, momenty nieco patetyczne, które z początku razić mogą niektórych słuchaczy, ale współgrają one bardzo dobrze z koncepcją brzmieniową albumu.

Jeżeli miałbym wskazać jakieś mankamenty, to materiał ten jest mniej chwytliwy niż poprzednia EPka. Wynika to prawdopodobnie z ciężaru tematyki, który dla wielu słuchaczy może być jednak plusem. Nie zaznamy tutaj takich killerów jak “Droga” czy “Czas”. Zamiast tego czeka nas spójny, spokojniejszy materiał, nadal bardzo oryginalny, ciężki i zwyczajnie rewelacyjny.

Przygotowując się do tej recenzji wrzuciłem sobie na słuchawki starsze płyty kapeli i nie mogłem się nie uśmiechnąć, słysząc, jak bardzo zmienił się na przestrzeni lat. Kiedyś śpiewający o chlaniu z kolegami i “wyjebaniu z roboty” (kawałek ‘Bezrobotny’ z EPki “Demoron”), dziś są jedną z najlepszych i, przede wszystkim, najdojrzalszych kapel w rodzimym podziemiu. “Rzeka” to dowód na tą dojrzałość, płyta spójna i na bardzo wysokim poziomie. I choć nadal moim faworytem w moronowej dyskografii jest “Świt”, do “Rzeki” wejdę nieraz.

1. Film
2. Ogród
3. Krok
4. Rzeka

Wyro(c)k

95%
95%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    9
  • Instrumentarium
    10
  • Wokal
    10
  • Brzmienie
    10
  • Repeat Mode
    8.5
  • Oceny czytelników (7 głosów)
    9.5
Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.