Leonard Cohen: Recenzja książki „Życie sekretne”

0

Już wkrótce minie pół roku od śmierci jednego z najważniejszych songwriterów XX wieku. Leonard Cohen pozostawił po sobie niezwykle bogatą i wartościową twórczość, a także interesujące przeżycia, które zostały opisane w książce „Życie sekretne”. Choć pozycja obejmuje tylko czasy do 2010 roku, została niedawno wznowiona wraz z posłowiem napisanym przez Daniela Wyszogrodzkiego – dziennikarza i jednego z największych fanów Cohena w Polsce.

Cohen zmarł niespodziewanie 7 listopada 2016 roku, tuż po ukazaniu się swojej, jak się okazało, ostatniej studyjnej płyty – świetnie przyjętej „You Want It Darker”. Artysta pierwsze muzyczne dzieło nagrał w 1967 roku, więc jego kariera trwała prawie 50 lat. Co ciekawe, Cohen zajął się muzyką w „poważnym” wieku, bo mając 43 lata. Wcześniej swoje życie podporządkowywał pisarstwu. Miał szczęście urodzić się w dość zamożnej żydowskiej rodzinie, na przedmieściach Montrealu, dlatego oprócz studiowania jeździł po świecie poszukując inspiracji oraz własnego „ja”. Mieszkał w Lodynie, w końcu osiadł na greckiej wyspie Hydra. Była wtedy ona właściwie odcięta od świata – nie było tam nawet transportu samochodowego, bo skalna wysepka była tak mała, że nie było ku temu potrzeby. Tam Leonard wiódł z jednej strony spokojne życie, oddając się pisaniu, lecz z drugiej strony romansował. Jego uwielbienie do kobiet jest dobrze znane, jednak autor książki skupił się głównie na dłuższych związkach Cohena, oszczędzając nam pikantnych szczegółów z jego intymnego życia. Na Hydrze żył ze swoją pierwszą muzą Marianne, jednak rozczarowany i znudzony życiem pisarza, w drugiej połowie lat 60-tych postanowił przenieść się w samo centrum kulturowej rewolucji, czyli do Nowego Jorku. Tam zainteresował odpowiednie osoby swoimi utworami tworzonymi w oryginalny sposób. Cohen, który w życiu wziął tylko parę lekcji gry na gitarze, wykształcił swój styl oparty na hiszpańskim stylu gry. Jak przyznają profesjonalni muzycy sesyjni, z którymi w większości nagrywał, dzięki właściwie nieznajomości teorii, trzeba było pracować z artystą w innym trybie i przełączyć się po prostu na jego wizję.

Cohen na początku nie osiągnął dużego sukcesu komercyjnego. Choć jego poszczególne utwory były doceniane, to twórczość pozostała dość niszowa. Trudno się zresztą dziwić, bo ambitne, poetyckie teksty śpiewane oryginalnym głosem, do którego trzeba było się przyzwyczaić, wymagały skupienia. Do tego Leonard, już nie najmłodszy, był kompletnym debiutantem po raz pierwszy odwiedzającym studio nagraniowe. Zespół był kompletowany naprędce i przez długie lata Cohen był rzucony w wir eksperymentów. Jednymi z najciekawszych opisów w książce są zresztą właśnie sesje nagraniowe, szczególnie ta do „Death of a Ladies’ Man”. Muzyk nagrywał ją z ekscentrycznym Philem Spectorem (który obecnie odsiaduje wyrok dożywocia za zabicie partnerki). Teraz zabawnie czyta się historie, gdy Spector dosłownie więził Cohena w swoim domu, by pracować nad płytą lub przychodził do studia w towarzystwie ochroniarzy obładowany pistoletami. Innym ciekawym etapem były prace nad „Various Positions”, na który Cohen komponował za pomocą prymitywnego keyboardu Casio kupionego za 99 dolarów. Potrafił stworzyć na nim taki kawałek jak „Dance Me to the End of Love”, który stał się żelazną klasyką i wszedł na stałe do koncertowego repertuaru.

Na dobre artysta został doceniony i zyskał popularność dopiero w XXI wieku, za sprawą płyty „Ten New Songs”, do nagrania której właściwie został zmuszony przez malwersacje finansowe swojej byłej menedżerki. Z paru milionów dolarów na koncie zostało mu „jedyne” kilkaset tysięcy. Płyta nagrana w domu współautorki repertuaru, Sharon Robinson, odniosła wielki sukces, przede wszystkim w Europie, docierając do pierwszego miejsca także w Polsce. Od tego czasu Cohen właściwie nieustannie koncertował i nagrywał dość regularnie kolejne, ciepło przyjmowane płyty.

W ostatnich latach Leonard wraz ze swoim zespołem często odwiedzał Polskę, co opisane jest przez Daniela Wyszogrodzkiego w dodatkowym posłowiu. Jest ono raczej utrzymane w tonie osobistych wspomnień i spotkań z artystą, niż obiektywnym przedstawieniu historii, tak jak reszta książki. Pierwszy raz Cohen zawitał do Polski w 1985 roku i było to ważne wydarzenie szczególnie dla działaczy związanych z Solidarnością. Muzyk, za doradztwem zespołu nie dał się jednak wciągnąć w wygłoszenie wyrazów poparcia dla Związku. Są tutaj ciekawe informacje, jednak niezbyt pasują do pozostałej zawartości książki.

Dzięki książce „Życie sekretne” o wiele lepiej zrozumieć twórczość Leonarda Cohena, co jest chyba najważniejszą zaletą biografii muzycznych. Czytając o kolejnych tajnikach nagrywania płyt i atmosferze w studio, aż chce się po nie sięgnąć i przekonać się na własne uszy, by zweryfikować słowa autora. Samo życie Cohena również było bardzo inspirujące i jestem pewny, że już wkrótce możemy spodziewać się filmu opartego na jego losach. Chętnie obejrzałbym taką ekranizację, ale jak na razie pozostaje nam całkiem udana i rzetelna, oparta o wiele bezpośrednich wywiadów ze współpracownikami artysty, biografia pióra Anthony’ego Reynoldsa.

Wyro(c)k

77%
77%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Warsztat autora
    8
  • Treść
    7
  • Walory estetyczne
    8
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!