Recenzja płyty Leash Eye – „Hard Truckin’ Rock”

0

Dzięki współpracy z Metal Mind Productions mamy ogromną przyjemność zaprezentowania Wam recenzji najnowszej płyty Leash Eye. Miłośników hard&heavy zachęcamy do lektury!

leasheyehardtruckinrock

Warszawianie z Leash Eye planowali wydać trzecią płytę pt. „V.I.C.I”, ale z nieznanych mi powodów zmienili w tej kwestii zdanie. Nie oznacza to bynajmniej, iż „Hard Truckin’ Rock” nie jest ich triumfem. Co to, to nie! Trzecia płyta Opatha i spółki to bardzo solidne, rock`n`rollowe dzieło.

Zespół przyzwyczaił swoich fanów do wydawania nowej płyty co dwa lata. Dzięki temu muzykę Leash Eye dostajemy systematycznie, a materiał jest odpowiednio przygotowany. W przypadku „Hard Truckin’ Rock”, muzycy nagrali 12 kompozycji, które trwają ponad 50 minut. Być może lepszym wyznacznikiem długości tego LP byłaby liczba przejechanych kilometrów, wszak „Hard Truckin’ Rock” świetnie nadaje się do jazdy samochodem (prawdopodobnie najlepsza byłaby do tego ciężarówka).

Osoby nie posiadające auta nie powinny się jednak smucić. Najnowsza płyta Leash Eye to również dobry materiał na imprezę. Kawałki z pogranicza hard & heavy idealnie nadają się do śpiewania oraz skłaniają do radosnego machania głową i tupania nóżką. Nie zrozumcie mnie jednak źle – cały czas krążymy wokół rock`n`rolla.

Dlaczego krążymy? Ano dlatego, że Leash Eye umiejętnie dodaje do swojej muzyki różne inspiracje. Z jednej strony są to południowe, stonerowe gitary Opatha, a z drugiej bluesowe nuty Voltana. Wiele przyjemności w słuchaniu „Hard Truckin’ Rock” odnajdą z pewnością fani Corruption. Nie mam tutaj na kopiowania naszej stonerowej potęgi, lecz charakterystyczny styl grania wspomnianego przed chwilą gitarzysty. Wokale Sebby i Rufusa również mają elementy wspólne. Kto miał przyjemność zobaczenia ich razem na scenie, np. grających Paranoid, ten wie o czym mówię. W pewnych kwestiach chłopaki się jednak różnią, ale o tym odrobinę później.

Muzykom należą się brawa za przygotowanie okładki. Jej ogromną zaletą jest to, iż dokładnie przygotowuje słuchacza do dźwięków, które za moment usłyszy. Od początku do końca utwory są proste i melodyjne. Sam Opath stwierdził, iż

„Rock czy metal też powinien dać się zanucić przy goleniu”

Muzyka Leash Eye jest bardzo klimatyczna, a patrząc na muzyków, również autentyczna. Choć osobiście uważam, iż tak bardzo „amerykańskie” granie wydać się może lekko infantylne, to i tak muzycy kupują mnie swoim graniem. Znany jestem ze swojego czepialstwa, więc wielu z Was zastanawiać się będzie „o co mi w ogóle chodzi”.

Przechodząc do konkretów, „Hard Truckin’ Rock” pokazuje, że Leash Eye to prawdziwi rockowi wyjadacze. Największy podziw wzbudził we Opath. Właściwie w każdym kolejnym kawałku wyciąga ze swojego kowbojskiego kapelusza solidny riff. Za najlepsze uznałem Fight The Monster oraz singlowe Me & Mr. Beam. Gdyby komuś riffy nie wystarczyły to monsieur Gruszka dorzuca jeszcze kilka solówek wysokich lotów (Fight The Monster, Passing Lane Blues, The Song About Drinkin’, Smokin’, Rollin’, Rockin’ And Basically Doin’ It All Wrong). Jeśli chodzi o popisy solowe, to w Leash Eye nie samą gitarą one żyją – Voltan również potrafi wykrzesać ze swoich organów Hammonda bardzo wiele (The Nightmare Ain’t Over, The Drag, Twice Betrayed). Jeśli ktoś pomyśli, że w zespole sekcja rytmiczna nie ma ugruntowanej pozycji, niech posłucha wspomnianego już przeze mnie singla (Me & Mr. Beam).

Jak napisałem wcześniej, Sebb różni się trochę od Rufusa. Miałem na myśli utwory w wolnym tempie, w których pokazuje, że śpiewać bez swojego charakterystycznego „gruzu” w głosie również potrafi. Za przykład niech posłużą: ballada Been Too Long oraz ostatni utwór na płycie, czyli Never Enough.

Podsumowując, najnowsza płyta Leash Eye to bardzo solidne wydawnictwo. Muzycy po raz kolejny znaleźli złoty środek pomiędzy melodyjnymi piosenkami a ciężkim brzmieniem. Za wady uznać można jedynie opisaną wcześniej „amerykańskość” oraz długość płyty. Choć „Hard Truckin’ Rock” słucha się bardzo przyjemnie, to w okolicy 10 ścieżki potrafi już odrobinę zmęczyć. Mimo to, warto zaczekać do końca płyty, gdzie kryje się krótki jam, zwiastujący koncerty na wysokim poziomie.

Tracklista:

1. Fight The Monster
2. Me & Mr. Beam
3. The Nightmare Ain’t Over
4. Passing Lane Blues
5. S.B.F. Anthem
6. Been Too Long
7. The Drag
8. On The Run
9. Twice Betrayed
10. The Age Ov Kosmotaur
11. The Song About Drinkin’, Smokin’, Rollin’, Rockin’ And Basically Doin’ It All Wrong
12. Never Enough

Ocena: 8/10

Autor: Piotr Wasilewski

Udostępnij to

O autorze

Piotr Wasilewski

Księżyc milczy piotrek665