Kat & Roman Kostrzewski: Recenzja re-recordingu „666”

0

Fani polskiego metalu zadrżeli usłyszawszy informację, że Kat & Roman Kostrzewski zamknęli się w studio by ponownie nagrać kultowy album „666”, który pierwotnie ukazał się w 1986 roku. To ostatnimi czasy popularny zabieg, z którego korzystali m.in. Anthrax i Flotsam & Jetsam. Mimo, że grupa długo milczała i nie zdawała raportów z pracy nad płytą, to pojawiało się co raz więcej zarzutów ze strony słuchaczy, którzy twierdzili, że to kolejny odgrzewany kotlet wydawany dla pieniędzy, a poza tym profanacja, gdyż świętości nie powinno się ruszać. W komentarzach pojawiały się także wątpliwości dotyczące formy wokalnej Romana, czy przypominanie o braku Piotra Luczyka, który był głównym kompozytorem „Trzech Szóstek”.

katiroman

Przy pierwszym kontakcie z płytą twarz sama się uśmiecha, co jest zasługą niesamowitej okładki wykonanej przez nadwornego grafika Mystic Production, Łukasza Pacha. Nawiązuje ona do klasycznego motywu zdobiącego oryginalne „666”, choć w tym wypadku został on nieco podrasowany, dzięki czemu wygląda mniej kiczowato. Po włożeniu krążka do odtwarzacza dobry humor nie powinien nas opuścić, a to za sprawą brzmienia, które jest bardzo selektywne i czyste, nawet na sprzęcie muzycznym średniej jakości. To zasługa świetnego miksu i masteringu Jacka Miłaszewskiego, choć jestem przekonany, że i tak nie zadowoli wszystkich fanów. Starsi słuchacze mogą czuć się nieusatysfakcjonowani, gdyż wszystko jest doszlifowane i wygładzone, przez co zniknął typowy brud, który był cechą oryginalnego wydania. W kwestii czystości produkcji można bardzo łatwo przesadzić, o czym przekonał się nasz rodzimy Behemoth i dopiero po nagraniu „Evangelion” zdał sobie sprawę, że nie jest to odpowiednia droga dla muzyki. Jeżeli chodzi o poszczególne instrumenty, to absolutnie nie mam nic do zarzucenia. Szczególnie dobre wrażenie wywarła na mnie wysunięta na pierwszy plan perkusja, która doskonale współgra z resztą instrumentów. Perkusista Ireneusz Loth, mimo tego, że zmagał się z kontuzją, nagrał bardzo dobre ścieżki, a jego brzmienie na żadnej studyjnej płycie nie było tak dynamiczne i pełne emocji. Mimo upływu lat, muzyk wciąż doskonale radzi sobie za zestawem, a swoje partie zagrał dokładnie tak jak w 1985 roku.

Warto jednak zauważyć, że płyta została nagrana dużo wolniej, a każdy kawałek jest dłuższy niż w oryginale. W związku z tym odświeżonej wersji „Szóstek” bliżej do Motorhead, aniżeli Venom, do których kapela była porównywana we wczesnym etapie kariery. Nie mam pojęcia czym jest to spowodowane. Podejrzewam, że mogło chodzić o formę Irka, chociaż możliwe, że chłopaki po prostu znudzili się szybkością. Summa summarum zabieg wyszedł na plus, gdyż wreszcie możliwe jest zrozumienie bełkotliwych tekstów, których analiza w pierwowzorze była praktycznie niemożliwa. Wpłynął na to także upływ wieku samego Romana, który sprawił, że jego artykulacja głosu znacząco się poprawiła, choć trzeba przyznać, że kosztem barwy. Nikogo nie powinno dziwić, że na krążku nie uświadczymy wisielczych krzyków, tylko dojrzały, zachrypnięty głos, połączony z charakterystyczną manierą, z której od kilku lat słynie polski wokalista.

To właśnie wokal jest zasadniczą zmianą, która różni wznowienie, wszakże poza tym żadnych rewolucyjnych zmian w samych kompozycjach nie poczyniono. Większość dodatkowych elementów, które pojawiają się na oryginalnym wydawnictwie znajdziemy i tutaj. Jako oczywisty przykład przytoczę ‚Mordercę’, o którego bardzo się obawiałem. Na szczęście nie zrezygnowano (a nawet nie skopano) specyficznych chórków, które pojawiają się w refrenie. Zrezygnowano niestety z dodatkowego ‚fortepianowego’ pogłosu, który był jedną z najbardziej charakterystycznych rzeczy na „Szóstkach”. Podejrzewam, że dokładne odwzorowanie tego brzmienia byłoby niemożliwe, jednakże ten materiał aż sam się prosi o nałożenie jakiegoś echa, chociażby cyfrowego, które przywoływałoby ten specyficzny klimat kojarzący się z piekłem i lochami. Na albumie sporo zabawy z głosem, np. melodeklamacje w ‚Czasie Zemsty’ i ‚Nocach Szatana’ znacząco uatrakcyjniają materiał. Przyznam szczerze, że szeptany demoniczny fragment w ‚Metal i Piekło’ naprawdę wywołał ciary. Oczywiście zdecydowana większość zaśpiewana jest siłową manierą, ale od razu chciałbym zaznaczyć, że nie jest ona tak irytująca jak np. w utworze ‚Kupa Świąt’, który ukazał się na „Biało-Czarnej”. Forma Kostrzewskiego jest lepsza niż na wszystkich pozostałych wydawnictwach Kata & RK.

Zaskakująco dobrze wypadły tutaj obie części ‚Diabelskiego Domu’, szczególnie ‚trójka’. Chciałoby się rzecz, że kawałek zyskał nową duszę, wszak oryginalna wersja nie była nigdy jakoś szczególnie doceniana przez fanów, natomiast tutaj jest bezapelacyjnie jednym z najlepszych momentów wydawnictwa. Wolniejsze tempa, połączone z wyraźnym śpiewem i charakterystyczną artykulacją przyniosły skutki i w tym wypadku pozwalają odkryć kawałek na nowo. Mocnym punktem są także utwór ‚Czarne Zastępy’, który co prawda niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale ciekawie brzmi w nowym szatach, na pewno znacznie ciężej niż w wersji z 1986 roku. Kompletnym niewypałem okazał się natomiast utwór ‚Masz Mnie Wampirze’. Tutaj Romka nieco poniosła fantazja i charakterystyczny refren został zamieniony na dźwięki kojarzące się ze…szczekaniem psa, co kompletnie do tego kawałka nie pasuje, a na dokładkę w samej końcówce pojawiają się jakieś dziwne jęki. To prawdopodobnie najbardziej irytujący moment na płycie. Wokalna maniera nieco drażni mnie w motorheadowych ‚Nocach Szatana’, a szczególnie specyficzne wykończania wersów („szajajał” zamiast „szał”), jednakże kompozycja sama w sobie się broni i jako singiel doskonale obrazuje zawartość albumu. Do gustu nie przypadło mi natomiast wykonanie ‚Wyroczni’, szczególnie końcówki. Teoretycznie wszystko jest poprawne, jednak w tym wypadku wspomniany fragment jest po prostu nijaki. To co w oryginale było prawdziwą torpedą pędzącą na złamanie karku, tutaj jest zagrane bez energii i polotu.

Bardzo trudno ocenić tę płytę, gdyż z jednej strony wszystko brzmi jak należy, a z drugiej czegoś tutaj brakuje. Wydaje mi się, że zabrakło tej młodzieńczej spontaniczności i specyficznych wibracji, które bardzo trudno opisać słowami. To właśnie ze względu na te czynniki będę częściej wracał do pierwowzoru, co nie oznacza, że re-recording całkowicie pójdzie w zapomnienie. Myślę, że każdy człowiek, który uważa się za fana Kata powinien go sprawdzić, chociażby jako ciekawostkę. Tego typu wydawnictwo byłoby świetnym urozmaiceniem dyskografii, gdyby zostało wydane pomiędzy regularnymi albumami, a jak wiadomo zespół dowodzony przez Romana Kostrzewskiego i Irka Lotha od kilku lat zajmuje się tylko „odgrzewaniem kotletów” i koncertowaniem, co znacząco obniża wartość nowych „Szóstek”. Mam zatem nadzieję, że przy kolejnej okazji w tym miejscu będziemy opisywali nowy materiał polskich metalowców, którzy udowodnią, że warto było na niego czekać ponad 4 lata.

1. Metal i Piekło
2. Diabelski Dom cz. I
3. Morderca
4. Masz Mnie Wampirze
5. Czas Zemsty
6. Noce Szatana
7. Diabelski Dom cz. III
8. Wyrocznia
9. 666
10. Czarne Zastępy

Autor recenzji: Jakub Czpioła

kat-666

Wyro(c)k

78%
78%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    8
  • Brzmienie
    8
  • Repeat Mode
    7
  • Oceny czytelników (13 głosów)
    6.8
Udostępnij to

O autorze

jamic

Wielbiciel muzycznych kontrastów - moje uznanie zyskują kanonady dźwięków, jak i wolne nihilistyczne nowoorleańskie riffy. Tych drugich, szczególnie w wykonaniu takich kapel jak Acid Bath, mógłbym słuchać całymi dniami! Klasyczny i soczysty drive jest tym, co w muzyce cenię najbardziej. Dzięki serwisowi mogę wreszcie dzielić się swoją pasją z innymi.