Inverted Mind: Recenzja płyty „Nothing But Suffering”

0
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Czasem trudno opanować ochotę na zrobienie sobie dnia w konkretnym, muzycznym klimacie. Playlista metalcore’owa? Czemu nie. Death metal? Mnóstwo materiału do wyboru. W ostatnich latach na szczęście nie mogą też narzekać fani polskiego sludge’u, choć wyrażenie „na szczęście” jest tutaj dość bezosobowe i kojarzy się z przypadkiem. A przecież zespoły takie, jak Blindead, Obscure Sphinx, Sunnata, Vidian czy Spirit nie powstały w wyniku rzutu kośćmi czy ciągnięcia zapałek – to dzięki takim formacjom i ich ciężkiej pracy z dumą można sobie zrobić „sladżowy” dzień w polskich barwach. Kiedy więc na moim biurku, a później w moich słuchawkach wylądował debiutancki krążek formacji Inverted Mind, byłem pełen pozytywnego nastawienia i nadziei na kolejny zespół, który mną wstrząśnie. O tym jednak, czy „Nothing But Suffering” wylądował ostatecznie na chwalebnej playliście dowiemy się za chwilę.

inverted mind

Na dzień dobry należy się minimalne sprostowanie – Inverted Mind nie tworzy sludge’u zbliżonego do Blindead czy chociażby Vidian, a co za tym idzie, trudno wśród inspiracji zespołu wymienić takie legendy, jak Isis lub Cult of Luna. Tutaj nie ma miejsca na elementy „ładne” – ciężko w przypadku „Nothing But Suffering” przystanąć na chwilę ze słuchawkami w uszach, rozejrzeć się dookoła i z pomocą muzyki doznać pewnego rodzaju zachwytu. Krakowskie trio łapie słuchacza za włosy i od razu leje go po twarzy tak, jak ma to w zwyczaju robić od wielu lat Eyehategod oraz inne kapele z Nowego Orleanu, które za punkt honoru przyjęły transport brudu i dyskomfortu pod postacią płyty CD. Zajrzyjmy więc głębiej na „Nothing But Suffering”.

Nie jest to z pewnością łatwy krążek, powiem więcej – to bardzo wymagające i ciężkie granie. Już niepokojące intro i pierwsze riffy ‚The Last Step Before The Abyss’ nakreślają obraz zespołu, którego członkowie rwą włosy z głowy, a uśmiech pamiętają jakby przez mgłę. Jest mocno, potężnie i tak, jak powinno w tej muzyce być, czyli na swój sposób bezlitośnie. Tendencja wciskania słuchacza w fotel i odcinania mu wszelkich dróg ucieczki utrzymuje się aż do zdecydowanie błyszczącego na tle reszty utworów ‚Bad and Worse’, który zaskakuje świetnie napisanymi klimatycznymi wstawkami, w których gitara w ciekawy sposób komponuje się klawiszami. Czy oznacza to, że panowie z Inverted Mind potrafią stworzyć też przemyślaną kompozycję, która nie pluje jadem w każdej swojej sekundzie? Na to wygląda i to się chwali.

Nasuwa się pytanie – co jeszcze należy do kompetencji autorów „Nothing But Suffering”? Okazuje się, że specjalizują się nie tylko w wolnych tempach, a hardcore’owe zagrywki nie są im obce. Końcówka ‚Deaf-Mute Crowd’ przywodzi na myśl ostatni album Eyehategod, co w naturalny sposób wrzuca na twarz uśmiech – miłą odmianę od depresyjnego grymasu i ponurej satysfakcji towarzyszącej pochłanianiu kolejnych dźwięków debiutu Inverted Mind. W ‚Rejection’ odważono się nawet zaskoczyć soczystym, przyjemnym thrashem…

Przejdźmy do instrumentarium. Na pierwszy plan wysuwa się krzykliwy, mocny i agresywny wokal Jana „Słomy” Słomskiego, który, mimo iż jest dość jednowymiarowy, doskonale pasuje do muzyki. Na duże wyróżnienie zasługuje także perkusja Darka „Bezela” Darasza, która z uporem maniaka wlecze za sobą całą tę brudną ścianę dźwięku w sposób pozornie prosty, jednak cieszący ucho wciąż pojawiającymi się detalami i smaczkami. To jednak, co nie zawsze współgra z resztą to same gitary. Zespół już na samym początku stawia sprawę jasno – nie będzie na tym albumie odkrywania Ameryki i to jest jak najbardziej w porządku. Zdarzają się jednak momenty, w których riffy potrafią zabrzmieć amatorsko – tak, jakby autorem niektórych z nich był kto inny. Przytoczyć tu można chociażby końcowy, spokojniejszy fragment w tytułowym ‚Nothing But Suffering’. Brakuje czasem pewnego bogactwa dźwięku i większej ilości efektów gitarowych przy zachowaniu głównej idei krążka, jaką jest surowość, zarówno w brzmieniu, jak i przekazie. Na polu warsztatowym jednak ciężko się do czegoś przyczepić – zarówno gitara elektryczna, jak i przyjemnie charczący bas Michała „Miśka” Tomaszka solidnie kruszą ściany i zrzucają tynk z sufitu.

Rzućmy więc okiem na pytanie ze wstępu i niech od razu padnie odpowiedź – tak, chętnie wrócę do wybranych fragmentów debiutu krakowskiego Inverted Mind. Dlaczego? Biorąc pod uwagę wyraźne i dobre inspiracje zespołu, jest to bez wątpienia polski sludge na niezłym poziomie i przy okazji muzyka, której nie gra się tak często, jakby wszyscy fani tego chcieli. Dorzucając do tego fakt, iż „Nothing But Suffering” jest debiutanckim i wydanym niezależnie krążkiem nagle zaczyna się pojawiać obraz zespołu obiecującego, niegrzecznego i spuszczającego łomot bez pytania. Jeśli wierzyć zapewnieniom zapewnieniom panów z Inverted Mind, właśnie powstaje drugi krążek zespołu. Ja, przyznam szczerze, boję się – jest to jednak strach, którego źródła będę z ciekawością i ochotą wypatrywał.

nothing

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Wyro(c)k

68%
68%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    7
  • Wokal
    8
  • Brzmienie
    7
  • Repeat Mode
    6
  • Oceny czytelników (1 głosów)
    3.8
Udostępnij to

O autorze

EchoBartosz

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.