Impala: Recenzja „#17”

0

Polska scena post-hardcorowa nie jest imponująca, to niezaprzeczalny fakt. Najbardziej rozpoznawalną kapelą jest Armia i na tym się kończy lista. Toteż kiedy na rynku pojawia się nowy krążek spod tego gatunku, warto mu się przyjrzeć – a nóż widelec będzie to coś przełomowego jak na nasz kraj?

Z zespołem Impala zapoznałem się w momencie otrzymania materiału, toteż podszedłem do niego najbardziej obiektywnie jak się da. Nie słuchałem wcześniejszych ich płyt, nie byłem na koncertach. Według Facebooka, Impala jest zespołem z okolic Poznania, założony w 2009 roku, liczący sobie 5 członków. Wydali dwie EPki, „#17” jest ich debiutanckim albumem. Kapela określa się mianem „rock / post hardcore / sludge” zaś ich Facebook obfituje w listę inspiracji, pośród których znajduje się min. Glassjaw, Textures, Underoath.

Płytę otwiera utwór „Intro”, zaś pierwszym właściwym kawałkiem jest „Osad”. I jak początek jest całkiem konkretny, tak od około 1 minuty natykamy się na dwa ogromne problemy tej płyty, które będą nam towarzyszyć do końca krążka. Wokal i teksty. Growl – jest super, brzmi mocno, agonalnie momentami, dobrze gra z tłem muzycznym. Niestety, kiedy wchodzi czysty wokal, to wszystko dosłownie opada. Nie twierdzę, że wokalista nie potrafi śpiewać, raczej chodzi o to, jak to gra z muzyką. To nie jest też kwestia uprzedzeń, bo taki Tetsuya Fukugawa (ex-Envy) zarówno fantastycznie screamuje jak i czysto śpiewa. Niestety, głos wokalisty Impala brzmi strasznie pretensjonalnie i zmanierowanie, nie czuć w nim brutalności, agresji, smutku jaki charakteryzuje najlepsze kapele w tym gatunku,  Dostajemy kolejny zespół który brzmi tak jak setki tysiące innych. Słuchanie płyty jest zwyczajnie nużące. Nie jest to krążek zły, beznadziejny – jest po prostu nudny.

Pomówmy przez chwilę o warstwie lirycznej. Rozumiem że teksty piosenek które mają być emocjonalne, osobiste, jest trudno napisać. Rozumiem też presję gatunkową, w której często dostajemy niesamowitej jakości teksty (aby daleko nie szukać – Envy, Heaven in Her Arms). Ale tak długo jak docelową publicznością nie jest gimnazjum bądź pretensjonalne dziewczyny z Tumblra, tak długo nie można niczym usprawiedliwić takiego grafomaństwa. Myślałem że era tekstów al’a Rogucki w muzyce to przeszłość. Ale w momencie w którym dostaje takie teksty:

[…]Policz na wszystkich swych palcach jak znów
Tak wiele razy pocięłaś mój ból
Nie przebierając w półśrodkach atakiem[…]

Impala – Isis

[…]Weź słodycz, smaruj warstwy dwie, byleby grubo było[…]

Impala – Stella Luzz

to zaczynam w to wątpić.

Overall – płyta jest przeciętna, nudna, niczym się nie wyróżnia, a jej premiera powoduje że szanse na fajny post-hardcore w Polsce jeszcze czeka na swój czas.

Wyro(c)k

42%
42%
Another Brick in the Wall

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    5
  • Instrumentarium
    7
  • Brzmienie
    5
  • Wokal
    3
  • Teksty
    2
  • REPEAT MODE
    3
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Wrocławianin, rocznik 92. Muzyką zainteresował się grzebiąc w kasetach ojca, zasłuchując się w Tangerine Dream i Kraftwerk. Z wykształcenia geolog. Fan muzyki atmosferycznej, poetycznej, nawet w najbardziej melancholijnej odsłonie. Wierny fan Avantasii i Stevena Wilsona.