Devin Townsend Project: Recenzja płyty „Transcendence”

0

Po wydaniu w 2014 roku podwójnej płyty „Z²” i odbyciu światowej trasy koncertowej, która zahaczyła również o Polskę, Devin Townsend oświadczył, że bierze krótką przerwę na „naładowanie baterii”, żeby następnie powrócić ze zdwojoną siłą. W międzyczasie światło dzienne ujrzało prawie 3-godzinne DVD pod tytułem „Ziltoid Live at the Albert Hall”, a sam muzyk napisał autobiografię.

W marcu 2016 roku muzycy weszli do Armoury Studio w Vancouver w celu nagrania siódmego już albumu spod szyldu Devin Townsend Project, będącego dwudziestym piątym (!!!) w karierze 44-letniego Kanadyjczyka. 9 września do rąk fanów trafił „Transcendence” – najbardziej wyczekiwany przeze mnie album 2016 roku.

13626439_1262112670480719_2504485007350695116_n

Co tu dużo mówić. Chyba znacie to uczucie, kiedy podczas słuchania nowej muzyki jednego z Waszych ulubionych wykonawców dostajecie gęsiej skórki i bezskutecznie staracie się powstrzymać drżenie całego ciała. Czegoś takiego doświadczyłem, kiedy z głośników poleciał ‘Truth’. Utwór ten został po raz pierwszy zarejestrowany w 1998 roku na potrzeby legendarnej już płyty „Infinity”, a wersja „po transcendencji” jest tak samo olśniewająca jak ‘Kingdom’, który wcześniej (na „Epicloud”) doznał zabiegu odmłodzenia. Słychać przepych i klarowniejsze brzmienie instrumentów, co daje namiastkę tego, jakiego arcydzieła w produkcji dokonali Townsend i Adam Getgood (basista Periphery i producent muzyczny).

„Nowy” ‘Truth’, przedłużony o piękne wokalne outro, płynnie przechodzi w ‘Stormbending’, jeden z trzech – obok ‘Failure’ i ‘Secret Sciences’ – udostępnionych przedpremierowo numerów. Z jednej strony znacznie różnią się od siebie, ale łączy je jedna cecha – potrzeba przynajmniej kilkukrotnego zapętlenia na odtwarzaczu, żeby w pełni je zrozumieć. Za każdym razem odkrywa się jakieś elementy, które wcześniej umykały uwadze, i kiedy połączy się je w całość, można zmienić swoje podejście do nich o 180 stopni.

‘Failure’ może zachwycić wielbicieli łamanego metrum i psychodelicznych solówek, ‘Stormbending’ to przykład wokalnej ściany dźwięku (połączonej z klimatem z „Epicloud”), powstającej na skutek nałożenia na siebie kilku ścieżek wokalnych, z czego zresztą słynie Townsend. ‘Secret Sciences’ zachwyca intrem i daję upust kreatywności Ryana van Poederooyena, który, moim zdaniem, na „Transcendence” nagrał najlepsze partie perkusyjne, odkąd współpracuje z Devinem Townsendem. Natomiast cała płyta jest dopieszczana przez subtelne dźwięki gitary basowej, która idealnie uzupełnia pracę bębnów.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Prawie 10-minutowy ‘Higher’ oferuje skróconą podróż po dotychczasowej twórczości artysty – akustyczne intro i chóralne zakończenie automatycznie przywodzą na myśl płytę „Epicloud”, a środkowa część to połączenie motywów z „Deconstruction” i riffów godnych Strapping Young Lad. Sam muzyk udzielił niedawno wywiadu dla The Independent, w którym w pewnym sensie wyjaśnia pojawienie się tak mrocznego elementu na „Transcendence”:

„To było świadome działanie, żeby w Devin Townsend Project zawrzeć mniej niebezpieczeństwa, ponieważ to właśnie musiałem zrobić po Strapping Young Lad. Musiałem w jakiś sposób to [szaleństwo] ujarzmić, ale jest cząstka mnie, która mówi, że znowu powinienem zacząć chłostać. Nie w ten sam sposób, co wtedy, gdy miałem 23 lata, ale czuję, że mentalność, którą tłumiłem przez dekadę, chce się wydostać.”

Trudno interpretować te słowa jako zapowiedź reaktywacji SYL (co oczywiście byłoby wydarzeniem bez precedensu), niemniej jednak Townsend wyraźnie daje do zrozumienia, że nie zamierza wypalać się w najbliższej przyszłości, a kolejny album może zawierać wyższy współczynnik ekstremalności. Ale zanim do tego dojdzie, dajmy porwać się przez nurt transcendencji.

Początkowa wersja kolejnego w trackliście ‘Stars’ została nagrana na potrzeby „The Devin Townsend Challenge”, który polegał na tym, że w 2 godziny muzyk miał nagrać jakiś utwór. Jeśli chcecie zobaczyć, jak Devin programuje perkusję, gra na basie albo tworzy wokalną ścianę dźwięku, to odsyłam TUTAJ. Po kilku modyfikacjach dokonanych w studiu, numer ten znalazł się na „Transcendence”. Mimo swojej, dla niektórych może przesłodzonej, natury, przesłanie w nim zawarte robi wrażenie.

„Anticipation of the morning comes again
We fear all through the night ‘till the morning comes
Then we fear the light”

A to bynajmniej nie koniec epickich momentów. Tytułowy utwór można nazwać manifestem o przezwyciężaniu szeroko pojętej brzydoty świata i konieczności trzymania się razem w trudnych chwilach. Wszystko to przy akompaniamencie podniosłej perkusji, monumentalnego riffu gitarowego i duetu Devina i Anneke van Giersbergen. W wykonaniu Kanadyjczyka, dzięki zastosowaniu wcześniej wspomnianej „ściany dźwięku”, brzmi to trochę jak chór ze szwedzkiego zespołu Therion. Zaraz potem najszybszy, najbardziej melodyjny i chyba najbardziej pozytywny na całej płycie ‘Offer Your Light’. Współpraca Anneke i Devina od lat przynosi rewelacyjne efekty i tym razem nie mogło być inaczej. Pod koniec płyty mocno zwalniamy i próbujemy nie rozpłynąć się pod wpływem piękna, którym emanuje ‘From the Heart’. Razem z coverem utworu ‘Transdermal Celebration’ zespołu Ween jest to idealne podsumowanie kolejnego świetnego albumu DTP, tym razem będącego ukłonem w stronę fanów „klasycznego” Devina i płyt „Accelerated Evolution”, czy „Terria”.

Rozszerzona wersja „Transcendence” zawiera dodatkowy krążek z 9 demówkami i dwoma „ukończonymi” utworami, ale tak naprawdę, ze względu na jakość produkcji, bez wahania możemy tu mówić o dwupłytowym wydawnictwie. ‘Celestial Sygnals’ i ‘Into the Sun’ spokojnie mogłyby się znaleźć na głównym krążku, a nie brakuje również perełek w postaci hard rockowego ‘Canucklehead’ albo żywcem wziętego z dyskografii Strapping Young Lad ‘Victim’.

Devin Townsend stworzył album wypełniony pozytywnym przesłaniem dla ludzi, których szklanka zbyt często jest do połowy pusta. Pod pewnymi względami osiągnięto na nim perfekcję (brzmienie, wokale), a dodatkowo można odnieść wrażenie, że inspiracji i motywacji Kanadyjczykowi nigdy nie zabraknie. Jak sam powiedział w wywiadzie:

Starałem się stworzyć na tym krążku coś pięknego, bo świat jest w tej chwili tak cholernie brzydki. Nie chciałem dorzucać niczego do tej kupy gówna.

Devin Townsend Project aktualnie przemierza Amerykę Północną w ramach promocji „Transcendence”, a raporty z każdego przystanku można obejrzeć na kanale na Youtube. Europejska część tournée w lutym zahaczy o 2 polskie miasta i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mógłbym nie obejrzeć Mistrza Townsenda w akcji.

Na koniec wrzucam ostatni z siedmiu odcinków ukazujących pracę muzyków nad krążkiem. Ten skupia się na nagrywaniu wokali i samej postaci Devina Townsenda, który dzieli się swoimi przemyśleniami odnośnie procesu twórczego i przy okazji obnaża swoje niewiarygodne zdolności wokalne, co może o tyle dziwić, że podobno jest to dla niego koszmarem.

„Jedyny powód, dlaczego trafiam w dźwięki, jedyny powód, dlaczego mogę robić takie rzeczy, to siła woli. Nie mam techniki… po prostu to robię”.

Czapki z głów, Devin, obyś nigdy nie przestał tworzyć!

  1. Truth
  2. Stormbending
  3. Failure
  4. Secret Sciences
  5. Higher
  6. Stars
  7. Transcendence
  8. Offer Your Light
  9. From the Heart
  10. Transdermal Celebration (Ween cover)

13217072_1228032973888689_2566784313357690877_o

 

92%
92%
Master of Puppets

1 Sad But True
2 Bad Reputation
3 Wild Thing
4 Satisfaction
5 Another Brick in the Wall
6 Proud Mary
7 Highway To Hell
8 2 minutes to midnight
9 Ace of Spades
10 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    9
  • Wokal
    10
  • Brzmienie
    10
  • Repeat Mode
    9
  • Oceny czytelników (9 głosów)
    8.5
Udostępnij to

O autorze

Hajime

Wychowany zarówno przy dźwiękach Iron Maiden czy Rainbow, jak i Chrisa Rea'i i Leonarda Cohena. Aktualnie przemierza nie tylko ścieżki wyłożone "klasycznymi" kamieniami, ale chętnie zapuszcza się na te mniej uczęszczane, nieustannie starając się odkryć coś nowego.