Derhead: Recenzja płyty „Via”

0

Zdarzało mi się ostatnio, nawet więcej niż raz, narzekać na płyty wydawane przez Via Nocturna przez kilka ostatnich miesięcy. No nie zgrałem się jakoś z propozycjami ze stajni Fabiana. A jednak, nie mogę powiedzieć, że skreślenie wydawcy byłoby tutaj na miejscu – nim zdążyłem o tym nawet pomyśleć, moje uszy zaatakował trzeci z przygarniętych do recenzji jakiś czas temu albumów. Odłożyłem EPkę genueńczyków z Derhead na koniec bo zdawała mi się niepozorna i nie obiecywałem sobie po niej zbyt wiele. „Via” okazała się natomiast takim kopciuszkiem, o jakim marzy każdy maniak – zamiast uciec przed północą, zabrała na tylne siedzenie karocy, zafundowała kilka niezapomnianych chwil i zaprosiła na więcej następnego dnia.

I wróciłem do niej po więcej bo cały czas mnie nurtowała. I nurtuje nadal, po tych wszystkich przesłuchaniach wciąż urzeka swoją tajemniczością i trupim powabem. Zaczęła się ta znajomość dość spokojnie, szybko jednak uderzyła mnie mocno i jęła rozdawać kolejne mocne razy. Trzy utwory zlatują szybko niesione niesamowicie nośnymi, wyrazistymi riffami przetykanymi spokojnym, klimatycznym plumkaniem na gitarze. Nie razi programowana perkusja – oczywiście, zawsze wybieram brzmienie prawdziwych bębnów, ale Giorgio Barroccu (człowiek odpowiedzialny za wszystko w tym projekcie) nastawił je tutaj tak zawodowo, że po puszczeniu w ruch są kolejną mocną stroną tego albumu, dokładają się wydatnie do budowania intrygującego klimatu.

Wszystko to, niczym mgła, spowija wokal Barroccu – ochrypły, suchy, nieprzyjemny, ale jednocześnie w jakimś sensie kruchy. Brzmi jak trup przemawiający po raz pierwszy od stuleci albo typowa wiedźma z różnych dzieł fantastyki rozmaitej. Przydaje całości atmosfery horroru i dopełnia warstwę instrumentalną. Udało się zatem stworzyć dzieło spójne i solidne, dostarczające wielu nastrojowych momentów. Materiał nie jest długi – trwa bowiem jakieś 22 minuty – ale bez przymusu puszczamy go od początku lub sięgamy do sześciu utworów bonusowych z wcześniejszych oblicz projektu. Powstałe w 2003 i 2013 utwory prezentują rozwój autora jako muzyka, który pomału hartował swą stal pod wykucie „Via”. Szczególnie dobrze wypadają numery z roku 2013, wcale nie tak odległe od brzmień, które znalazły się na EPce.

Baroccu idealnie połączył na tym krążku inspiracje z kreatywnością – nie sposób nie odnieść się, słysząc którykolwiek z utworów, do dorobku Blut Aus Nord. A jednak całość wcale nie brzmi jak kalka. Ba, daleko jej do tego. I tak, jak nie jest to mój ulubiony zakątek muzyki metalowej, tak na Drogę raz za razem wstępuję z nieskrywaną przyjemnością. Nie spotykam na niej żadnych przeszkód, czasem tylko zatrzymam się na chwilę i pokontempluję nad którymś fragmentem – zaraz jednak podejmuję wędrówkę. Oby więcej takich Dróg.

Lekcja na dziś – pamiętajcie o śniadaniu, ustępujcie miejsca starszym w autobusie i nie odkładajcie na potem niepozornie wyglądających nagrań małych włoskich projektów flirtujących z awangardowym black metalem. Warto!

1. Cenere
2. Piombo
3. Via
4. Lamina
5. Circle
6. End
7. I
8. II
9. III

cover

WYRO(C)K

82%
82%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    8
  • INSTRUMENTARIUM
    7
  • WOKAL
    9
  • BRZMIENIE
    8
  • REPEAT MODE
    9
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Lockheed

Artysta-śmieszek, który nienawidzi pisać o sobie. Schodzę pod ziemię i wydobywam dźwięki – im cięższe, tym lepiej. Bluźnierstwo, alkohol, nienawiść, śmierć. Limitowany do 66 kopii.