Deadpoint: Recenzja płyty „The Art of Deception”

0

Dobry metalcore to coś, co zawsze nieźle sprawdza się na koncertach – porządne uderzenie, szybkie tempo wraz z przeplataniem growlu, screamu i melodyjnego wokalu przyciąga pod scenę masę fanów chcących jeszcze więcej krzyku, technicznej masakry i niekiedy dobrego groove’u, słowem – doskonałem koncertowej mieszanki. Z metalcorem jest jednak jeden zasadniczy problem – zdaniem wielu zaczął zjadać własny ogon. Do mojego odtwarzacza trafiła ostatnio propozycja panów z Deadpoint – „The Art of Deception”. Sprawdźmy, czy kapela z Wrocławia znalazła sposób na nudę.

Jest bardzo technicznie i gęsto. Po pierwszych przesłuchaniach nie mogłem oprzeć się głosowi, który wewnątrz głowy podpowiadał mi: „fajne, ale gdzieś to już słyszałeś. Nawalanie, jedna-dwie ballady, czasem jakieś intro. Mówię Ci stary, gdzieś to już słyszałeś”. Otóż tak, wiele patentów na „The Art of Deception” było już używanych. Mimo to z każdym odsłuchem na powierzchnię zaczęły wchodzić coraz ciekawsze riffy i pomysły, a do etykiety „metalcore” można było swobodnie dopisać „metal progresywny”. Kompozycje nieraz sięgają 5 minut, a warsztat muzyków jest imponujący. Można odnieść wrażenie, że panowie z Deadpoint do perfekcji opanowali metalowe rzemiosło dostarczając coś, co wrzuci uśmiech na twarz nawet najbardziej wymagających technicznych onanistów.

‚Dead Nation’ błyszczy czystym wokalem i progresywnymi naleciałościami, ‚Deceiver’ zaskakuje perkusyjnym beatem, natomiast „Sick and Tired’ to typowy koncertowy killer – prosty riff i rytm, na którym oparty jest cały kawałek. Dobrym groovem może poszczycić się również ‚Slave/Reborn’, utwór, który przypomina to, co na swoim debiutanckim alumie dokonała supergrupa Killer Be Killed.

To, co jednak nie daje spokoju po przesłuchaniu to fakt, że większość utworów jest do siebie dość podobnych. Ktoś krzyknie: „A death metal to co?”. Zgodzę się – mimo to ciężko odnieść wrażenie, że o ile wiele zespołów przed wydaniem albumu sprowadza swoje utwory do wspólnego mianownika, tak spod gitar Deadpoint wychodzą kawałki jakby zdjęte z taśmy produkcyjnej. Oczywiście, jest tutaj ciekawa ballada „Black Arrows” z genialnym motywem w czwartej minucie, jednak to, nad czym powinna popracować wrocławska grupa to bez wątpienia różnorodność.

Nie zmienia to faktu, że „The Art of Deception” to bardzo dobrze wykonane i nieźle skomponowane rzemiosło. Przyjemnie słucha się połamanego rytmicznie ‚Dominated’ lub zawierającego w pigułce pełną ofertę zespołu ‚Lapidus’. Przyjemność z odkrywania dźwięków serwowanych przez wrocławski kwintet jest tym większa, że Deadpoint rewelacyjnie wydało swoje pierwsze dziecko. Rozkładany album o interesującej szacie graficznej, ciekawe artworki, książeczka z tekstami – brawo! Tak między innymi powinno zachęcać się słuchaczy do sięgnięcia po swoją sztukę.

„The Art of Deception” jest dobre, chwilami świetne. Nie mam wątpliwości co do tego, że na koncertach Deadpoint radzi sobie świetnie – w końcu tworzą muzykę idealnie się na takie okazje nadającą. Gdyby jednak „The Art of Deception” częściej potrafiło zaskoczyć i przykuć uwagę czymś, czego jeszcze nie słyszeliśmy, mielibyśmy wówczas prawdziwe wydarzenie na polskiej metalcore’owej scenie. Liczymy na to następnym razem, a teraz nie pozostaje nam nic innego jak pierwszy krążek Deadpoint polecić – jest to po prostu bardzo dobre, metalowe granie.

deadpoint

Wyro(c)k

74%
74%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    6
  • INSTRUMENTARIUM
    8
  • WOKAL
    8
  • BRZMIENIE
    9
  • REPEAT MODE
    6
  • Oceny czytelników (6 głosów)
    9
Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to „Live & Rare” KoRna. Potem poszło już z górki… Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.