David Bowie: Recenzja płyty ★

0

Nowa płyta Davida Bowiego zatytułowana ★, czyli „Blackstar” miała swoją premierę w piątek 8 stycznia, w dzień 69. urodzin artysty. Niestety, 2 dni później okazało się, że jest to jego pożegnalny album – 10 stycznia Bowie zmarł po 18-miesięcznej walce z rakiem. Tym samym ★ uzyskał swoje symboliczne znaczenie, a przesłania ukryte w teledyskach, szczególnie w finałowym „Lazarus”, stały się jasne. Mimo wszystko, postarajmy się obiektywnie ocenić stronę muzyczną, bez popadania w skrajności.

Bowie właściwie wycofał się z życia publicznego po przerwaniu trasy koncertowej promującej album „Reality” w 2004 r. ze względu na zawał serca. Od tamtej pory milczał także artystycznie, lecz w dzień swoich 66. urodzin, 8 stycznia 2013 r. zapowiedział nowy od 10 lat album, wydany parę miesięcy po tym fakcie. „The Next Day” okazał się wielkim sukcesem komercyjnym i artystycznym, będąc jednym z najlepszych w bogatej karierze muzyka. Artysta konsekwentnie odmawiał jednak ruszenia w trasę koncertową. Zamiast tego, po ponad 2 latach fani otrzymali kolejny niespodziewany prezent – nowy album oznaczony symbolem ★ został zapowiedziany na 8 stycznia 2016, a jego zawartość jest równie intrygująca, jak tytuł.

★ to krążek o wiele bardziej awangardowy i nieprzewidywalny, niż poprzednik, na którym przecież także było wiele nieoczywistych momentów. Bowie postarał się, by jego ostatni album był dziełem, obok którego trudno przejść obojętnie. Pomimo, że nie jest łatwe w odbiorze, przyciąga i chce się odkrywać jego kolejne warstwy. Tak jest już w otwierającym płytę tytułowym „Blackstar”, który wita niepokojącym nastrojem, a w połowie przechodzi w delikatny utwór kojarzący się z okresem „Reality”, by po chwili powrócić do paranoicznej atmosfery. Jest tu wszystko – jazz, elektronika, wysmakowany pop. 10-minutowej kompozycji towarzyszy równie ciekawy klip.

„Lazarus” to drugi z kolei singiel i chyba najzgrabniejsza kompozycja na płycie. Delikatne partie instrumentów dętych przeplatane są ostrymi partiami gitar przywodzącymi na myśl King Crimson i oryginalne zagrywki Roberta Frippa, znanego przecież ze swojej finezyjnej gry chociażby na „Heroes” i „Scary Monsters” Bowiego. Do tego świetny wokal i otrzymujemy jeden z najjaśniejszych punktów na płycie. Do utworu powstał także doskonały, mroczny teledysk opublikowany 3 dni przed śmiercią artysty. W klipie leży on na szpitalnym łóżku i momentami unosi się w powietrzu, tak jakby walczył ze śmiercią. Na końcu natomiast wchodzi do szafy, co może symbolizować trumnę. W czasie publikacji nikt jeszcze nie znał dokładnego przesłania teledysku, wrażenie robiła jednak atmosfera w nim panująca. Po fakcie można docenić to, ze Bowie nawet na łożu śmierci był kreatywnym artystą i swoją śmierć również potraktował jako inspirację do stworzenia wyjątkowej sztuki.

Pozostała zawartość płyty jest równie interesująca. W „‚Tis a Pity She Was a Whore”, znanym już wcześniej z wydanej niedawno składanki „Nothing Has Changed”, pulsująca linia basu znów przywodzi na myśl King Crimson („The Talking Drum”), lecz hałaśliwe partie instrumentów dętych pchają kompozycję bardziej w stronę jazzu. „Sue (Or In a Season of Crime)” to kolejny utwór który pojawił się wcześniej na wspomnianej składance, tutaj także w skróconej wersji, tak jak poprzednik. W „Girl Loves Me” Bowie pokazuje, że mimo 70 lat nie stracił nic ze swojej niepokorności i nie gra grzecznej muzyki dla znudzonych panów w średnim wieku, powtarzając wciąż „Gdzie do kurwy nędzy podział się poniedziałek?”. „Dollar Days” to raczej niewyróżniający się numer utrzymany w klimacie całości, natomiast „I Can’t Give Everything Away” to kolejny bardzo zgrabny utwór z harmonijką ustną, także przywodzący na myśl twórczość Davida Bowie z przełomu wieków.

Artysta, w przeciwieństwie do poprzedniej płyty, zebrał zupełnie nowy i eksperymentalny skład złożony ze zdolnych i doświadczonych, lecz nieznanych szerzej muzyków. Przyniosło to bardzo ciekawy efekt w postaci jednego z najambitniejszych i najbardziej nietuzinkowych albumów w jego bogatej i przecież często ekscentrycznej dyskografii. David Bowie pożegnał się z fanami w najlepszy możliwy sposób – dając im wszystko, co miał najcenniejsze, czyli sztukę wytworzoną przez nieszablonowy umysł. Album z miejsca został uznany za jeden z najważniejszych w jego dorobku, dlatego na pewno warto zapoznać się z nim chociaż po to, by wyrobić sobie zdanie na jego temat. A być może tajemnicza atmosfera towarzysząca muzyce zachęci was do dalszego zagłębiania się w twórczość jednego z najważniejszych i najbardziej inspirujących artystów w historii muzyki rozrywkowej.

1. „Blackstar”
2. „‚Tis a Pity She Was a Whore”
3. „Lazarus”
4. „Sue (Or in a Season of Crime)”
5. „Girl Loves Me”
6. „Dollar Days”
7. „I Can’t Give Everything Away”

Blackstar_album_cover

Wyro(c)k

82%
82%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    8
  • Brzmienie
    9
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (13 głosów)
    8.5
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!