Biesy: Recenzja „Noc Lekkich Obyczajów”

0

Gdy dwa lata temu byłem na Islandii, usłyszałem od rodzimych metali że polska scena black metalowa jest absolutnie najlepsza. O ile sam faktycznie tak uważam (na drugim miejscu plasująca Wielką Brytanię a na trzeci Francję), to usłyszeć to kraju w którym black metal jest jednym z bardziej popularnych gatunków, to jest coś. Dziś się przekonamy czy debiut kapeli Biesy utrzymałby ich opinię.

Biesy to projekt dość enigmatyczny. Cytując opis filmu promującego album (link poniżej):

Biesy narodziły się z codziennej pracy oraz monotonii miejskości i rzeczywistości. Projekt bada, jak konkretne życie miejskie może oddzielić cię od rzeczywistości, a jednocześnie umożliwia przekraczanie granic. Nie jest to miejsce wiary – nie ma czasu, ani nie też go nie będzie. W nocy ludzie idą zbłądzić i utopić wśród mas na ulicach. Rano ruszają, przecierając szlaki temu, co jest wspaniale i skrupulatnie szczere. Nie jest jednak pewne, czy nawet opuścili pokój.

Zespół składa się z trzech członków. Założony przez PR-a, który pisze muzykę i teksty. Wokalistą jest Stawrogin którego możecie kojarzyć z Odrazy zaś na perkusji gra Maciej Pelczar znany z krakowskiego Outre. Gatunkowo chłopaki są opisani jako „black death metal”. Nigdy nie byłem dobry w rozróżnieniu tej granicy między blackiem a „black deathem” więc zostańmy przy tym że grają muzykę blackową. Materiał który zaprezentowali jest ich debiutem. „Noc Lekkich Obyczajów” składa się z 6 utworów i trwa 42 minuty.

Ci którzy znają moje teksty, wiedzą że nie jest łatwo mnie zadowolić. Z grona płyt blackowy które wyszły w tym roku tylko jedna faktycznie mnie ujęła, był to White Ward i ich krążek „Futility Report”, który zresztą serdecznie polecam. Dziś do tego grona dołączyły Biesy. „Noc Lekkich Obyczajów” to płyta kompletna. Mimo swoich drobnych wad jest niewątpliwie bardzo udanym i przemyślanym nagraniem. Jest to materiał mocny, ciężki i atmosferyczny. Słychać że od czasów debiutu Odrazy, Stawrogin pogłębił swoje wokale. Problem jest ze zrozumieniem niektórych fragmentów, ponieważ te które można spokojnie usłyszeć pokazują nam bogactwo liryczne zespołu. W kwestii muzycznej – absolutna miazga. Da się zauważyć, że zespół wyraźnie inspirował się „Esperalem Tkane” ale nie możemy jednocześnie za bardzo tych płyt porównywać. „Noc Lekkich Obyczajów” jest o wiele cięższa, mroczniejsza, bardziej przytłaczająca. Melancholię zastąpił gniew, agonię zastąpiła wściekłość i zażartość. Biesy zaciągają nas w najmroczniejsze uliczki, pełne brudu, pokazując ich wizję życia. Najbardziej transparentnym utworem tej wizji jest ‚Rzucony w Przestrzeń’.

W całym tym zachwycie jedyne czego mi zabrakło, to lepszej ekspozycji wokalu Stawrogina, który jest  mocny i ciężki. Jest to tak naprawdę jedyny mój zarzut względem tego krążka. Overall – fantastyczna, potężna, mroczna, głęboka płyta, która każdego fana polskiego podziemia blackowego powinna zadowolić. Pozwolę sobie nawet wbrew opinii pewnej wytwórni powiedzieć że TO jest prawdziwy blackowy debiut roku 2017.

Wyro(c)k

94%
94%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    10
  • Instrumentarium
    10
  • Brzmienie
    9
  • Wokal
    8
  • REPEAT MODE
    10
  • Oceny czytelników (2 głosów)
    9.7
Udostępnij to

O autorze

Wrocławianin, rocznik 92. Muzyką zainteresował się grzebiąc w kasetach ojca, zasłuchując się w Tangerine Dream i Kraftwerk. Z wykształcenia geolog. Fan muzyki atmosferycznej, poetycznej, nawet w najbardziej melancholijnej odsłonie. Wierny fan Avantasii i Stevena Wilsona.