Aterra: Recenzja płyty „All Born in Pain”

0

Na warszawską załogę Aterra natknąłem się przypadkiem, gdy wiedziony ciekawością wybrałem się na poznański koncert organizowany w ramach wspólnej trasy, którą swego czasu odbywali wraz z metalowcami z EmpatiC oraz Manipulation. Kapela zaprezentowała się godnie, wywarła na mnie pozytywne wrażenie energią, jaką wydobywali z siebie na scenie. Jak brzmi natomiast „All Born in Pain”, ich debiutancki krążek, z którego materiał w tamtym czasie wykonywali?

all-born-in-pain

Rozmawiając o brzmieniu zespołu, nie sposób nie użyć wyświechtanego frazesu o tym, że jest ono „niełatwe do zaszufladkowania”. Najczęściej spotkać się można z opinią, że panowie z Aterry czerpią z dorobku zespołów thrash metealowych czy deathcore’owych, dodatkowo ubogacając to elektroniką. I tego chyba warto się trzymać przy opisywaniu zespołu. Może warto tylko wyraźniej podkreślić rolę elektronicznej części tego wydawnictwa. Tworzone przez Aero, byłego już członka kapeli, sample prócz przydawania smaku kolejnym energicznym kompozycjom, stanowią same osobną część tej płyty – to na nich oparte są bowiem przerywniki między kolejnymi muzycznymi ciosami wyprowadzanymi przez zespół.  Przerywniki bardzo zresztą tutaj cenne – pozwalają odpowiednio wyeksponować każdy kolejny utwór, przez co kolejne kompozycje nie zlewają się w jedną kanonadę, wszystkie mogą odpowiednio wybrzmieć i uderzyć w słuchacza tak, jak to zespół sobie zaplanował. Być może pokusiłbym się o zmniejszenie ilości tych przerywników – niekoniecznie niezbędne są po każdym utworze, czasem zwieńczenie jednego kawałka aż prosiło się o energiczne uderzenie tuż po wyciszeniu, to jednak nie następowało.

aterra

Pozostali członkowie zespołu również wypadają bez zarzutu – śpiewający gitarzysta Caruso prezentuje swym śpiewem mieszankę dość standardowych patentów z gatunków, które wymieniłem powyżej, słychać chociażby inspiracje wokalami Maksa Cavalery (Sepulturę panowie coverowali zresztą na koncertach) wypada jednak klasowo i uczciwie w tym, co robi, jego głos pasuje do brzmienia zespołu. Gitarzysta Tiger odwala kawał dobrej roboty majstrując kolejne mocarne riffy – jest odpowiednio tłusto, konkretnie, partie gitarowe zapadają w pamięć. O odpowiedni groove dba też sekcja rytmiczna, Bereth (basista) i Rajbak (perkusista), odpowiednio godnie potraktowana w procesie produkcji.

W przekazie słownym zespołu brakuje fraz zapadających w pamięć, fragmentów, które aż chce się śpiewać razem z zespołem. Najlepiej wypadają zadziorne, butne i agresywne ‚Over my dead body oraz aspirujące lirycznie do koncertowego hymnu, kontestujące rzeczywistość ‚All born in pain, oba gościnnego autorstwa Bartosza Brzezickiego. Poza tym jeden tekst dołożył Aero (‚Empty rules), pozostałe są autorstwa Caruso.

Oba powyższe kawałki to pozycje obowiązkowe dla słuchacza pragnącego wspólnie z Aterrą popląsać, są zdecydowanie najlepszymi fragmentami tej płyty. Wartym wspomnienia kawałkiem jest też uderzenie ten longplay otwierające – kawałek ‚Still to try‚… Żadna piosenka nie jest tutaj jednak zapychaczem, to by zresztą źle świadczyło o zespole – jest ich na płycie zaledwie osiem, reszta to wspomniane już wcześniej przerywniki. Owszem,  brzmią dobrze, ale to nie dla odgłosów marszu w błocie czy syren alarmowych ludzie sięgną po tę płytę. Pozwolę sobie jedynie wspomnieć tutaj ‚Mourning, dla mnie najlepsze chyba interludium na krążku.

Potencjał drzemiący w zespole na tym wydawnictwie został pokazany jedynie powierzchownie, muzycy zaprezentowali kilka mocnych ciosów, trochę podbili całokształt eleganckimi kompozycjami pomiędzy brutalnymi uderzeniami, ale brakuje muzycznego nokautu, być może doczekamy się go w rundzie drugiej? Słychać, że jest pomysł, gdzieś tam między inspiracjami rozbrzmiewa już indywidualna jakość, własna tożsamość zespołu. Warto się „All born in pain” zainteresować jako interesującym na polskiej scenie tworem, łatwo też znaleźć dla tej muzyki praktyczne zastosowanie – piosenki dobrze sprawdzają się jako podkład muzyczny podczas treningów, dostarczają stosowną dawkę energii.

Wyro(c)k

76%
76%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze Wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    7
  • Brzmienie
    7
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (3 głosów)
    9.9
Udostępnij to

O autorze

Lockheed

Artysta-śmieszek, który nienawidzi pisać o sobie. Schodzę pod ziemię i wydobywam dźwięki – im cięższe, tym lepiej. Bluźnierstwo, alkohol, nienawiść, śmierć. Limitowany do 66 kopii.