A Perfect Band, czyli recenzja „Eat the Elephant” (2018)

0

A Perfect Circle to nie taki młody zespół. Ta amerykańska supergrupa została sformowana w 1999 roku i wydała jak dotąd cztery płyty studyjne – „Mer de Noms” (2000), „Thirteenth Step” (2003), „eMOTIVe” (2004) oraz – po czternastu latach – długo wyczekiwany longplay „Eat the Elephant” (2018). Tak więc zespół ten składający się z Maynarda Jamesa Keenana na wokalu, gitarzysty Billy’ego Howerdela, gitarzysty Jamesa Iha, basisty Matta McJunkinsa i perkusisty Jeffa Friedla, będzie za rok obdchodził swoje 20-lecie. Co przyniósł album „Eat the Elephant”, wydany 20 kwietnia br.? Przejdziemy teraz przez wszystkie jedenaście piosenek.

EatElephant

Otwierający płytę utwór – tytułowy „Eat the Elephant” jest melancholijny i wprowadza bardzo spokojną atmosferę. Niespieszny wokal Keenana komponuje się z powolną muzyką. Outro wraz ze słowami: Where to begin eludes me / Without you to remind me / Just begin, doskonale zapowiada dalszą twórczość.

Znany wcześniej jako singiel „Disillusioned”, wydany 1 stycznia 2018 roku, jest ożywiający, bo zdecydowanie szybszy. Opowiada on o społeczeństwie jako całości, która ślepo biegnie naprzód, wiedziona wszystkim tym, co błyszczy. Czymś, co wyróżnia ten utwór, jest użyte w nim pianino, które dominuje go całego.

„The Contrarian” rozpoczyna charakterystyczna gitara akustyczna. Odsyła tym samym do wcześniejszego dorobku zespołu, tak zdominowanego przez specyficzne gitarowe intra („The Package”, „The Outsider”, „Rose”, „3 Libras”). Tytułowy Contrarian, czyli przeciwnik, to oszust, przed którym przestrzega śpiewający Keenan.

Kolejna piosenka to również znany wcześniej singiel, „The Doomed” zapowiadający płytę, wydany 16 października 2017 roku. Przejmujący wokal Maynarda to znak rozpoznawczy tego utworu, a także sam tekst dotykający takich kwestii jak kapitalizm, religia, nierówności społeczne. (Personalnie, mój ulubiony jak na razie utwór.)

„So Long, And Thanks For All The Fish” jest niespodziewanie skocznym, żywym i wesołym utworem. Takie wcielenie Maynarda jest oryginalne. „So Long…” przywołuje skojarzenia z Pink Floyd, jest to również utwór bardzo progresywny w swojej naturze i pełen udziwnień (ponownie pianino), które tworzą jedyną w swoim rodzaju całość.

„TalkTalk” słuchacz także poznał już wcześniej jako singiel z 5 lutego 2018 roku. Krytycy piszą, że utwór ten to krytyka muzyczna religii i polityki mającej wpływ na nowoczesne społeczeństwo. Sam twórca słów, Maynard James Keenan, zdradził, że to kawałek po prostu o odpowiedzialności. (Jest to mój drugi numer jeden na tej płycie.)

„By And Down The River” rozpoczynają sekwencje gitary i pianina, bardzo ciekawa mieszanka. Melodyjny wokal Keenana szybko dominuje utwór. Interesujące przejścia i pauzy nadają utworowi niezwykłą atmosferę. Howerdel wypowiedział się o tej piosence jako podróży; rzeczywiście jest to niezwykła muzyczna, progresywna wycieczka.

Akordy „Delicious” zapowiadają wesoły utwór, co jest znamienne w twórczości tego dość melancholijnego zespołu. Nie wiadomo, do kogo zwraca się dokładnie podmiot liryczny, ale wiadomo, że dla tych, którzy stoją za tekstem, „wyśmienite” jest to, że ktoś się boi – So delicious / For the rest of us to witness your dread. To dość specyficzny kawałek.

Nie inaczej jest z „DLB”, na winylu podzielonym na dwie strony. Tajemnicze intro wprowadza klimat pełen sekretów. Jest to utwór instrumentalny, bez słów, trwa około dwóch minut, a więc jest krótki. W swoisty sposób oddziela się od reszty płyty, a zarazem stanowi jej łącznik. Instrumentalny utwór to wyjątkowe rozwiązanie dla A Perfect Circle.

Niepokojąco zaczynające się „Hourglass” odsyła do klasyków typu „Judith” czy „Crimes”. Zniekształcony wokal Keenana, przepuszczony najprawdopodobniej przez syntezator, to sztandarowy wyróżnik tego kawałka. Utwór jest o swojego rodzaju równości społecznej, iż każdy polityk – bez względu na poglądy – może ulec psychicznemu załamaniu.

Przedostatni „Feathers” to również dobry utwór, aczkolwiek nie wyróżniający się niczym specyficznym. Mamy muzyczne medley, znowu, jakby to ujął Howerdel, swojego rodzaju „podróż”, z licznymi przejściami, dodatkami, ubarwieniami. Jest to niewątpliwie utwór, do którego muzycznie bardzo się przyłożono i zadbano o ogólny wydźwięk.

„Get The Lead Out” – ostatni numer z płyty – rozpoczyna specyficzne pianino pomieszane z perkusją. Słowa i wokal Keenana oraz rozliczne udziwnienia muzyczne przynoszą na myśl dinozaurów rocka progresywnego w rodzaju ponownie Pink Floyd czy też King Crimson. Jako ostatni z płyty utwór, „Get The Lead Out” to doskonałe outro.

I tak dobrnęliśmy do końca recenzji „Eat the Elephant”. Czy jest to album dobry? Oczywiście, że tak. Kto czekał na A Perfect Circle czternaście lat, myślę, że na pewno się nie zawiódł. Zespół musiał sprostać wielkim oczekiwaniom i, moim zdaniem, poradził sobie ze wszystkim świetnie. Wszystkie utwory mają własny, jedyny w swoim rodzaju, klimat. Nie ma powtarzalności, wtórności, odtwórczości – jest oryginalność, pomysłowość i nieszablonowość. Słowa, jak zwykle bardzo poetyckie, intrygują, zaciekawiają i frapują. Muzyka – zachwyca, olśniewa i oczarowuje. Nic dodać, nic ująć – to cudowny album.

WYRO(C)K

92%
92%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    9
  • Instrumentarium
    10
  • Wokal
    9,5
  • Brzmienie
    9
  • Repeat Mode
    9
  • Oceny czytelników (7 głosów)
    8.3
Udostępnij to

O autorze

Fanka mocnych brzmień spod znaku Księżyca, czyli wszelkiej maści zespołów z wokalem kobiecym. Eksploratorka damskiego rocka i metalu. Zainteresowana muzyką, blogowaniem i podróżami.