Przystanek Woodstock, czyli „Mamo, jest mi tu dobrze!”

0

Policzyłam. O Woodstocku powstało w ciągu 23 ostatnich lat dokładnie pierdyliard elaboratów. Wypowiadają się weterani festiwalu, politycy, muzycy, dziennikarze, księża, hydraulicy i ci, którzy imprezę omijają szerokim łukiem. Ja do swojego tekstu musiałam dojrzeć, a przede wszystkim ochłonąć po pierwszym szale woodstockowych emocji. W tym roku wróciłam ze swojej piątej edycji wydarzenia. Myślę, że to dobry moment, żeby dorzucić swoje 3 grosze do publicznej dyskusji o Najpiękniejszym Festiwalu Świata.

Dobre miejsce dla każdego

Jeśli ktoś kiedyś wciskał Wam, że na Woodzie odnajdzie się każdy, przeżyje stan nirwany, będzie srał tęcza i pierdział brokatem no to cóż… zostaliście zrobieni w balona. Woodstock nie jest miejscem, w którym wszyscy czują się dobrze. Takie miejsce nie istnieje na tej planecie. Wątpię też, by istniało na jakiejkolwiek innej. Żeby dobrze czuć się na Woodstocku trzeba spełnić jeden warunek, który jest prosty i oczywisty, jednak dla wielu nieosiągalny. Żeby Wood stał się Twoim domem musisz mieć otwarty umysł i serce na innych ludzi. I to tak do poziomu hard. Nie że sobie lekko uchylisz lufcik – drzwi blokujące przed drugim człowiekiem muszą zostać wyrwane z zawiasami. Przynajmniej na czas trwania tych kilku festiwalowych dni, kiedy trzeba zapomnieć, że drugi człowiek to zagrożenie, niebezpieczeństwo, inność, niewygoda. Inaczej się tam nie odnajdziesz. To miejsce, w którym najbardziej nieśmiałym i zamkniętym w sobie osobom puszczają hamulce, znikają ograniczenia. Nie przez alkohol, narkotyki, czy opary z kadzideł Krysznowców. Tak tam po prostu jest. Dlaczego? POJĘCIA NIE MAM, ale niewątpliwie to piękne zjawisko.

Brud, smród i ubóstwo

No bardzo bym chciała przytaknąć, ale nadal nie. Na Woodstocku można spokojnie zachować higienę na poziomie każdego wyjazdu pod namioty. Błoto jest zawsze w jednym miejscu, co roku w tym samym, dla chętnych (czystych nie wyrzucają z festu, słowo) chyba że leje trzy dni. Ale jak leje trzy dni, to jak wyjdziesz z domu po bułki, też sobie laczki upierdzielisz, czyż nie? Albo jak daje słońce, że paruje ziemia i jest 600 stopni w cieniu, to żaden dezodorant nie utrzyma na Tobie cały dzień zapachu fiołków. Zgodzę się, że porządku nie idzie tam zachować. Po kilku dniach syf jest niesamowity, a po zwinięciu namiotów oczom ukazuje się obraz, jak po apokalipsie zombie. Wchodzenie do tojtoja to też za każdym razem wyzwanie i nowa przygoda, ale na działce u babci wychodek też nie wabi pięknem i zapachami. Dodatkowo nieśmiało przypomnę, że na tym terenie, przez te kilka dni przewija się 600 tysięcy ludzi. Utrzymanie porządku przy takiej liczbie nie jest realne.

Wszczykiwanie narkotyków brudnymi igłami do pompowania piłek, a Owsiak złodziej

Jeśli ktoś mówił Wam, że na Woodzie Owsiak zrzuca ze sceny heroinę i wszyscy ćpają, taplając się w błocie za hajs ukradziony chorym dzieciom, to cóż, po raz kolejny pudło. Ze sceny w ciągu tych kilku dni pada owszem, ale miliard apeli dotyczących zachowania bezpieczeństwa na terenie festu. Każdy uczestnik mający przy sobie jakiekolwiek środki odurzające niebędące alkoholem jest w trybie natychmiastowym usuwany z imprezy przez Pokojowy Patrol i wezwaną na miejsce policję. Narkotyki można tam wnieść, jak wszędzie, jeśli jesteście sprytni, ale tak jak w większości innych miejsc, nie tylko ze względu na obowiązujące prawo, nie są one tolerowane. Jak chcesz ćpać, będziesz ćpać. Czy w świecie zakazów czy samowolki. Czy na Wooodstocku czy na Dniach Młodzieży. A co do pieniędzy, to co dzieje się z środkami z WOŚP-u jest podawane do informacji publicznej i dostępne. Można poczytać. Dwa, na Woodzie działa „Siema Shop”, w którym codziennie kolejki przypominają te do Lidla, gdy rzucają karpie. Oficjalne gadżety wspierają Fundację, więc – kolejki = pieniążki dla WOŚP = dobrze dla chorych dzieci. No i fanty od kapel wystawiane później na licytacje, sprzedające się za kosmiczne sumy. Takie, że narkomani z Woodstocku by tego w miesiąc nie przećpali, powaga.

PS. Dane o przestępstwach popełnianych na Woodstocku są tak żenujące, że sie nie będę rozpisywać, szkoda internetu. Wspominałam już ilu tam jest ludzi? A wykroczeń tyle, co na ulicach dużego miasta w ciągu doby.

Chamstwo, buractwo, a w ogóle to Woodstock skończył się na Kill’em All

Po tegorocznym Woodstocku przeczytałam sporo wypowiedzi w internecie, jak to na Woodzie się wiele pozmieniało i że to już nie to samo. Klasyczne zrzędzenie starych bab pt. „a za moich czasów było lepiej”. Świat się zmienia i niektórzy zupełnie sobie z tymi zmianami nie radzą, a nawet ich nie akceptują. Ale to nie jest wina festiwalu, ani tym bardziej jego organizatorów, którzy za tymi zmianami starają się nadążać. Przede wszystkim po każdej kolejnej wizycie na Woodstocku oswajasz się z jego klimatem. Pierwszy wyjazd to dla większości szok i euforia, potem już „tylko” spełnione oczekiwania.  Argument „za” skończeniem się Woodstocku to „pełno gimbazy”. Jak słyszę od 20-letniej dziewczyny, że ją gimbaza wkurza, to krew mnie zalewa. Nie pamięta wół, jak cielęciem był. Zgadzam się, że to irytujący wiek, a dla niektórych dzieciaków pierwszy wyjazd bez rodziców (co oznacza czasem zupełne oderwanie od rzeczywistości), ale kiedyś też byliśmy tymi dzieciakami. A każde pokolenie uważa, że jest ostatnim porządnym i najmądrzejszym, każde, od lat.

Drugi argument to oburzenie, że pod sceną w tym roku po raz pierwszy pojawiły się polityczne wycieczki, a festiwal nabrał politycznego wydźwięku. Chodzi tu głównie o skandowanie „jebać PiS” pod scenami. Mam z polityką wspólnego tyle, co z baletem mongolskim, więc i tu rozpisywać się nie mam zamiaru. To był 23. Przystanek Woodstock, zadajmy sobie pytanie, czemu akurat w tym roku pojawiło się wśród tłumu takie zachowanie? Ano temu, że właśnie ludzie z tej partii Woodstock chcieli zlikwidować. Gdyby festiwalowi zagrażało Koło Gospodyń Wiejskich, ludzie wygwizdaliby (a jakże!) Koło Gospodyń Wiejskich.

Woodstock ma wady, jak my wszyscy, ale tak całkiem na serio – to jedyne miejsce na ziemi, gdzie w 100% jestem w stanie odciąć się od codzienności, oczyścić umysł. Jedyne miejsce gdzie czuję się 24h na dobę bezpieczna, kochana i potrzebna. Jedyne miejsce, które z roku na rok wzrusza mnie coraz mocniej i jest mi coraz bardziej potrzebne. Jedyne miejsce i czas, w którym w każdej minucie mogę śmiało powiedzieć, że jestem cholernie szczęśliwym człowiekiem.

Mamo jest mi tu dobrze
Mamo jestem tu wolny
Mamo nic mnie nie boli
Mamo jestem tu sobą

A nic tak nie wkurza zgorzkniałych ludzi
Jak inni ludzie cieszący się prostą radością
I choćbym szczęśliwy był ubrany w kwiatki z ziemi
To zawsze komuś przeszkadzać to będzie
Ale lubię czasem włożyć garnek na głowę, więc pozwól kocie, że się potaplam w błocie

– Kabanos, Mamo, jest mi tu dobrze

Udostępnij to

O autorze

Joanna Chojnacka (Choinek)

Mam uszy szeroko otwarte. Jednak mimo częstego grzebania w różnych gatunkach muzycznych moje ulubione dźwięki oscylują wokół muzyki ekstremalnej. Nie wychodzę z domu bez książki i słuchawek, a wolny czas spędzam głównie na koncertach.