Podsumowanie ro(c)ku DeathMagnetic.pl #6

0

Dziś mija dokładnie rok, odkąd moja pierwsza recenzja trafiła do internetu. Był to owocny rok dla muzyki, pełen albumów dobrych, bardzo dobrych i genialnych. Po podsumowaniu wszystkiego, co w tym roku wpadło mi do ucha, mój top prezentuje się w następujący sposób:

1.Płyta roku 2015 – Polska: Skowyt „Corrida”

Dla spokoju własnego sumienia nie mogłem dać tutaj żadnej innej płyty. “Corrida” to niezaprzeczalnie najbardziej chwytliwa, przebojowa płyta tego roku, którą przemęczyłem w tym roku kilkadziesiąt raz. Chłopaki ze Skowytu znaleźli swój własny, rozpoznawalny styl, balansujący gdzieś na granicy hippisowskich hymnów i punkowej agresji. Ich środkowe palce i ostre jak brzytwa teksty są wymierzone w stronę polityków, mediów, głupiej młodzieży i wielu innych grup działających na muzyków jak, nomen omen, płachta na byka. Bunt, młodzieńcza werwa i trochę nostalgii skondensowane na 14 trackach. Tylko ten ‘Playboy’ taki smętny…

Wyróżnić chciałbym również:

Materia “We are Materia” za łamiący kręgosłup groove i fenomenalne solówki.

Percival Schuttenbach “Mniejsze zło” za wciągający klimat, zapadające w pamięć melodie, dystans i utwór tytułowy, będący najbardziej zaskakującym momentem muzycznym w 2015 roku.

Vidian “Transgressing the Horizon” za mroczną, smolistą atmosferę i wspaniałe sludgowe walce.

Ziemia Zakazana “Nieśmiertelność” za stworzenie płyty bardzo odległej od mojej stylistyki, która mimo to zyska sobie moją ogromną sympatię.

2. Płyta roku 2015 – świat: Baroness „Purple”

BAronnes

Z wyborem płyty roku miałem olbrzymi problem, bo ukazało się w tym roku naprawdę wiele dobrych płyt, ale żadna z nich nie przyciągnęła mojej uwagi na tyle, aby zyskać miano “tej jedynej”. Do czasu… Niecałe dwa tygodnie temu ukazał się bardzo przeze mnie wyczekiwany album “Purple” zespołu Baroness i… absolutnie wbił mnie w fotel. Ma wszystko, czego oczekuje się od sludgowo-stonerowego killera. Vintage’owe brzmienie, chwytliwe riffy, psychodeliczny klimat. Do tego dorzucamy garść wokalnych harmonii, jeden z najciekawszych artworków tego roku (choć Lindemanna nic nie przebije 🙂 ) i mamy najciekawszy, najbardziej wciągający i, paradoksalnie, wielobarwny album tego roku.

Wyróżnić chciałbym również:

Faith No More “Sol Invicious” za to, że przy takiej ilości młodych, kreatywnych kapel, oni nadal potrafią stworzyć coś niepowtarzalnego, oryginalnego i świeżego.

Paradise Lost “The Plague Within” za comeback rocku pełen turpistycznego piękna klasycznego, gotyckiego doomu.

Royal Thunder “Crooked Doors” za szczere, emocjonalne, momentami wręcz wzruszające granie i najpiękniejsze kobiece wokale A.D. 2015.

Shining “International Blackjazz Society” za poprawienie wizerunku saksofonu, który do tej pory był królem ‘elevator music’ i cudownie popieprzony, industrialny, eksperymentalny “czarny jazz”.

3. Piosenka roku 2015 – Polska: Lao Che ‚Wojenka’

Wybór od momentu ukazania się tego utworu dla mnie niemal oczywisty. Pomysłowy tekst, przyjemne, funkujące riffy, prosty sample… Wszystko takie proste, ale niosące ze sobą przeogromny bagaż szczerych emocji.

Wyróżnić chciałbym również:

‚Bez Kontroli’ Skowytu za hippisowki klimat, bluesowe bujanie i charyzmę Ługiego na wokalu.

‚Wypierdalam na Hawaje’ Testera Gier za szczery przekaz i bezkompromisowe łojenie.

‚Beer’em All’ Alcoholiki za nagranie tracka lepszego niż ¾ kawałków na “Death Magnetic” 🙂

‚Balony’ Kabanosa za uwielbiane przeze mnie poczucie humoru, luz, dystans i kapitalną wstawkę Zaciera.

4. Piosenka roku 2015 – świat: Baroness ‚Chorine & Wine’

Baroness znów na szczycie. Uwielbiam sposób, w jaki ten kawałek buduje napięcie. Zaczyna się bardzo spokojnie, rozbudowując powoli o przesterowane riffy, perkusyjny groove, harmonie wokalne, aż do podniosłego, pełnego mocy finału. Dołączmy do tego piękne gitarowe melodie przywodzące momentami na myśl Pink Floydów i mamy arcydzieło skończone.

Wyróżnić chciałbym również:

‚Crushed’ Parkway Drive za najmocarniejszy refren roku i RATMowe bujanie.

‚Delusion Pandemic’ Lamb of God za świetny tekst, typowe, owieczkowe riffy i rozrywający refren.

‚Whitch Doctor’ De Staat za najlepszy teledysk roku, chwytliwość i brudne, hałaśliwe, ale jakże wspaniałe zakończenia.

‚Time Machine’ Royal Thunder za melancholijną atmosferę, smutek i cudownie przybrudzone brzmienie.

5. Koncert festiwalowy/stadionowy 2015: Frontside na Magii Rocka.

Udało mi się w tym roku odwiedzić Woodstock, Magię Rocka w Lyskach i wrocławską Majówkę, na których miałem okazję zobaczyć wiele wspaniałych gigów, ale najpotężniej zaprezentował się Frontside na Magii Rocka. Zabójcza setlista, która aż się prosiła o rozkręcenie łamiącego kości pogo (o co z resztą publikę długo prosić nie trzeba było) na czele z takimi trackami jak “Bóg Stworzył Szatana”, “Nie ma chwały bez cierpienia” czy nieśmiertelne “Wspomnienia jak Relikwie”. Ze sceny padały żarty o sosnowieckim pochodzeniu kapeli, pod sceną unosił się gęsty tuman kurzu, którym usyfieni byli wszyscy moshujący, a Frontside ani na sekundę nie odpuścił. Takie koncerty pozostają w pamięci na długo, ana pewno do czasu zagojenia się siniaków (a miało co się goić). Za takie występy wybaczyć mogę nawet przeciętną ostatnią płytę.

6. Koncert klubowy/halowy 2015: Faith No More/Limp Bizkit w Krakowie

Dwaj charyzmatyczni wokaliści, dwie legendarne formacje, dwa różne koncerty, dzień po dniu, czyli Limp Bizkit i Faith No More, 9 i 10 czerwca w Krakowie. Brygada Freda Dursta dała najbardziej energetyczny, żywiołowy koncert,na jakim miałem przyjemność być. Kompozycje rapcore’owców wywołały skandowanie, dzikie skoki i agresywny mosh. Na plus liczy się też świetna robota HOPE, które supportowało amerykanów. Dzień później mieliśmy okazję obserwować w akcji najlepszego, moim (nie zawsze) skromnym zdaniem, wokalistę wszechczasów, czyli Mike’a Pattona, który na scenie wystrojonej w kwiaty i białe płótna wyśpiewywał takie klasyki jak “Last Cup of Sorrow”, “Easy”, “We Care a Lot”, czy mojego ulubieńca “Gentle Art of Making Enemies”. Doskonale sprawdziła się na żywo również najnowsza płyta kapeli. Jedynym minusem był średni koncert Speculum, Dubioza Kolektiv, choć ni cholery nie wiem, jak ich muzyka ma się do FNM, zabawiała ludzi aż miło.

7. Nie lubię narzekać, więc rozczarowania nie będzie.

8. Nadzieje na 2016 r.

Nie będę oryginalny. Nowa płyta Metalliki, byle lepsza od poprzedniczki, nowa płyta Toola, może coś od System of a Down. Z koncertowych marzeń wspomniany już SOAD, Tool i Lamb of God. Mam też nadzieję, że Red Hot Chili Peppers i Slipknot, na których koncerty się wybieram w przyszłym roku dorównają tym, które miałem przyjemność oglądać w tym roku.

9. Polski underground roku 2015

Tutaj postanowiłem umieścić kapelę, która w undergroundzie siedzi już 10 lat, ostatnio wydała świetną płytę, a jednak nigdzie o nich nie słychać. Mam tu na myśli Nutshell i ich “Blady róż” o tym albumie dużo powiedziałem już w swojej recenzji, miałem również przyjemność rozmawiać z wokalistką Kasią Konopką oj tworzeniu tego albumu i inspiracjach. Koniecznie sprawdźcie ten materiał, a dla fanów chwytliwego, melodyjnego rocka jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.