Podsumowanie ro(c)ku DeathMagnetic.pl #4

0

2015 rok obfitował w mnóstwo świetnej muzyki. Nowe albumy Iron Maiden, Ghost, Davida Gilmoura, Joe Satrianiego… Nie sposób wszystkich wymienić. Niestety nie byłem na wielu tegorocznych koncertach – żałuję, ale przyszły rok zapowiada się wyśmienicie pod tym względem. Tyle słowem wstępu, zapraszam do mojego podsumowania 🙂

1. Płyta roku 2015 – Polska: Riverside – „Love, Fear and the Time Machine”

riverside-love-fear-and-the-time-machine

Nie będę owijał w bawełnę – wcześniej Riverside kompletnie mnie nie kręciło. Nie były to moje klimaty aż do momentu w którym usłyszałem ‚Discard Your Fear’. Zachwyciły mnie techniczne aspekty tego utworu, brzmienie, produkcja, wszystko było dopięte na ostatni guzik i właśnie to mnie przekonało do przesłuchania całej płyty. I cóż mogę powiedzieć? Absolutna klasa światowa. Przepiękne melodie (szczególnie w ‚Found (The Unexpected Flaw of Searching’)) najbardziej mnie przekonały do tego albumu. Muszę przyznać, że nie sądziłem, że kiedykolwiek będę tak zahipnotyzowany jakimkolwiek polskim zespołem. Rodacy – mamy się czym chwalić 🙂

2. Płyta roku 2015 – świat: The Winery Dogs – „Hot Streak” / Tremonti – „Cauterize”

płyta roku świat
No i tutaj mam problem. W tym roku ukazało się naprawdę wiele świetnej muzyki, ale tylko dwa albumy sprawiły, że od momentu ich ukazania się słucham ich codziennie.

Pierwszym z nich jest ostatni album The Winery Dogs, czyli tria w składzie Richie Kotzen, Billy Sheehan, Mike Portnoy. Nie ukrywam, uwielbiam ten zespół od przesłuchania debiutu, ale „Hot Streak” wciągnęło mnie jeszcze mocniej. Mamy tu bardziej złożone kompozycje (to była tylko kwestia czasu mając w zespole Mike’a 😛 ), bardziej dopracowanie brzmienie i co najważniejsze, jest ta zespołowa „chemia”. Sami muzycy przyznali, że ten album powstał naturalnie, nic nie było tworzone na siłę i to słychać. Jestem prawie pewien, że wspaniałe solówki w ‚Empire’ powstały podczas wspólnego jammowania. Ogólnie mówiąc słucham tego albumu codziennie od dnia premiery, która była w październiku i jeszcze mi się nie znudził – to musi coś znaczyć.

Na drugi solowy album Marka Tremontiego, gitarzysty Alter Bridge (a kiedyś Creed), czekałem z ogromną niecierpliwością. Po części dlatego, że bardzo spodobał mi się jego debiut „All I Was”, a po części dlatego, że sam jestem gitarzystą i styl gry Marka stanowi dla mnie wielką inspirację. „Cauterize” jest prawie dokładnie taki jak się spodziewałem. Ciężki, melodyjny i… przebojowy. Tak, nie przesłyszeliście się – przebojowy. Tremonti ma ten niespotykany talent tworzenia świetnych, chwytliwych riffów, które można puścić o 14 w radiu i nikt się na to nie poskarży. Ale wracając do albumu – na wielki plus zasługuje wokal gitarzysty. Tremonti bardzo poprawił swój głos (co mogliśmy usłyszeć już w ‚Waters Rising’ z ostatniego albumu Alter Bridge), brzmi bardzo dobrze i o wiele lepiej niż na debiucie. Tym krążkiem Mark zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Czy ją przeskoczy? Zobaczymy, a w zasadzie usłyszymy, już w przyszłym roku.

3. Piosenka roku 2015 – świat: Dorje – ‚Catalyst’

Ten zespół jeszcze zawojuje świat metalu, gwarantuje Wam to. Dowodzona przez Roba Chapmana kapela ma w swoim zanadrzu wiele progresywnych kompozycji, z których najbardziej wyróżnia się ‚Catalyst’. Riffy wychodzące spod ręki Rabei Massaada są fantastyczne, genialna jest również sekcja rytmiczna. Gorąco czekam na koncert Dorje w Polsce!

4. Koncert klubowy/halowy 2015: Joe Bonamassa – Hala Arena w Poznaniu

joe-bonamassa

Ominąłem wiele koncertów, na które chciałem się wybrać – Machine Head, AC/DC, Exodus, Slash, i tak dalej… Nagle pojawiła się możliwość zobaczenia i posłuchania na żywo Joe Bonamassy, jednego z moich ulubionych gitarzystów. I tak jak myślałem, koncert był ABSOLUTNIE FANTASTYCZNY. Setlista zawierająca sztandarowe numery jak ‚Sloe Gin’ czy ‚The Ballad of John Henry’ została uzupełniona, jakby na moje własne życzenie. Joe zagrał utwory, które zawsze chciałem usłyszeć na żywo – ‚I Know Where I Belong’, ‚Happier Times’ i ‚Love Ain’t a Love Song’. Nie mogę nie wspomnieć o zespole – wspaniały Michael Rhodes na basie wraz z Antonem Figiem na perkusji stworzyli wybitną sekcję rytmiczną (wyobraźcie sobie podwójną stopę w ‚Sloe Gin’ – kompletnie niespodziewany, ale fantastyczny zabieg), na klawiszach Reese Wynans znany z Double Trouble, którego wstawki i solowe momenty mnie oczarowały. Niewątpliwie był to jeden z najlepszych koncertów mojego życia i z ogromną chęcią wybiorę się na kolejny koncert Bonamassy w naszym kraju.

5. Rozczarowanie roku 2015: Slayer – „Repentless”

slayer repentless

Wiem, że nie mogłem oczekiwać nie wiadomo czego wobec nowego Slayera. Wszyscy w końcu wiedzieli, że bez Hannemana nie będzie to to samo co kiedyś. Miałem jednak cichą nadzieję, że zespół zrobi mi miłą niespodziankę. Kiedy usłyszałem ‚Implode’ i utwór tytułowy byłem pozytywnie zaskoczony. Wyglądało na to, że połowa oryginalnego Zabójcy da radę stworzyć świeży i ciekawy materiał. Cóż… na tych dwóch kawałkach się skończyło. Reszta niestety jest przeciętna, choć ‚Take Control’ czy ‚You Against You’ wyróżniają się spośród pozostałych kompozycji. Na pochwałę na pewno zasługuje świetne brzmienie, lecz nie uratuje to nieukończonego przez Jeffa ‚Piano Wire’ lub ‚Atrocity Vendor’, które przecież pojawiło się jako bonus na „World Painted Blood”… Podsumowując, „Repentless” na pewno nie jest tragiczną płytą, lecz to właśnie z nią wiązałem największe nadzieje. Oby kolejna płyta Slayera była lepsza.

6. Nadzieja na 2016: Więcej fantastycznej muzyki!

Oby 2016 rok obfitował w co najmniej tyle samo wspaniałej muzyki co mijający 2015. Chciałbym usłyszeć nowy materiał od Metalliki czy Toola. Wiem, że z Hetfieldem i spółką może być ciężko, ale Tool zaprezentował już instrumentalny ‚Descending’, więc myślę, że drugie życzenie się spełni 🙂 Z niecierpliwością czekam na nowy album Alter Bridge, jak i kolejny krążek Marka Tremontiego zatytułowany „Dust”. Nie mogę się doczekać warszawskiego koncertu The Winery Dogs. Jest to obecnie moja ulubiona kapela, więc spodziewam się fantastycznego popisu umiejętności i ogólnie świetnej zabawy. Zapomniałbym! „For All Kings” Anthraxu i „Dystopia” Megadeth zapowiadają się niesamowicie ekscytująco! Wszystkiego czego oczekuję nie wymienię, bo po prostu nie jestem w stanie, ale z pewnością jest tego o wiele więcej niż napisałem.

Tak wyglądał mój 2015 rok. Mam nadzieję, że zbliżający się 2016 będzie jeszcze lepszy, zarówno dla mnie jak i dla Was drodzy Czytelnicy. Dzięki, że z nami jesteście, bo to właśnie Wy dajecie nam nieustanną motywację do tworzenia newsów, felietonów i recenzji. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam wesołych, pełnych muzyki Świąt! \m/

Udostępnij to

O autorze

Jędrek Chałabis

Miłośnik muzyki, motoryzacji i dobrego kina. Domorosły gitarzysta. Wielbiciel złocistego trunku znanego szerzej jako whiskey. Uzależniony od dobrego rocka i angielskiego humoru.