Playlista DeathMagnetic.pl #39

0
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

W tym tygodniu playlista złożona z raczej ekstremalnych odmian muzyki, chłodnych i mrocznych – czymś wypada wszak skontrastować upały za oknem, nieprawdaż? Tym razem oddaję w Twoje, Czytelniku, ręce pięć nagrań z przeciągu kilku ostatnich miesięcy, każde znakomicie konsumuje się jako samotny kawałek, ale jest to zaledwie przedsmak sutej dźwiękowej uczty oczekującej, aż raczysz odpalić całą płytę. Wszyscy gotowi? Można zaczynać? Więc zaczynamy playlistę już.

1. Mistur – Downfall (z albumu „In Memoriam”)
Na żadną premierę w tym roku nie czekałem tak, jak na drugi długograj Mistura. Ci panowie od kilku już lat w znakomitym stylu kultywują sognametal – black metal w odmianie serwowanej przed laty przez norweski, rzecz jasna, zespół Windir, moją wielką muzyczną miłość. Złożony z dawnych instrumentalistów tejże formacji Mistur to bestia o może mniejszej sile rażenia, ale nadal diablo dobra. Ich debiutancki album „Attende” podszedł mi chyba (jeszcze kilka przesłuchań i do nowego materiału będę mógł nabrać pewnego dystansu) bardziej, ale „In Memoriam”, premierujący kilka dni temu, to krążek solidny i po prostu wart uwagi – a „Downfall” to jeden z jej najmocniejszych punktów, trafnie oddelegowany do promowania tego materiału. Całość znaleźć można chociażby na Spotify.

2. Phantom Mistress – The Rain of Black Monoliths (z albumu „Paradise of Damned III”)
Pod szyldem Phantom Mistress ukazało się w przeciągu kilku ostatnich lat całkiem sporo albumów, ale moim pierwszym kontaktem z tą muzyką było przesłuchanie „Paradise of Damned III” – krążka udostępnionego przez kilka śledzonych przeze mnie kanałów yt z czarną muzyką. I natychmiast dałem się wciągnąć. Magiczne wyciszenie, idealne do kontemplowania, do rozważań czy medytacji. Eija Risen, mózg projektu i wykonawca każdego dźwięku, serwuje nam industrialny atmosferyczny black metal pięknie hipnotyzujący słuchacza, przenoszący go w inne rejony. Ciekawostką jest kower Burzum zamykający tracklistę płyty. Rzecz zdecydowanie zasługująca na szansę – ten i inne albumy znaleźć można na Bandcampie, do nabycia były, jak ostatnio sprawdzałem, za symboliczne „co łaska”.

3. Non Opus Dei – Milk of Toads (z albumu „Diabeł”)
NOD grają black metal kapitalny, całkiem pokomplikowany, inteligentny, ale i wymagający od słuchacza skupienia i otwartego umysłu. Gęsty, duszny klimat kawałków w rodzaju „Milk of Toads” idealnie sprawdza się w atmosferze koncertu klubowego, o czym sam miałem okazję przekonać się nie tak dawno temu na własnej skórze. „Diabeł” ostatnio rozbrzmiewa u mnie dość często, stąd jego obecność na liście – ale cała ich dyskografia to lektura obowiązkowa dla każdego, kto lubi black raczej wyrafinowany.

4. In Twilight’s Embrace – Opowieść Zimowa (z epki „Trembling”)
Jak generalnie w death metalu nie siedzę, nie uważam go za moją strefę komfortu, o tyle po wysłuchaniu tego koweru armijnego klasyka do muzyki ITE (z którą wcześniej łączyły mnie stosunki powierzchowne, acz nutką sympatii podszyte) ciągnie mnie coraz bardziej. Stylowo wykonany cudzes od którego po prostu nie jestem się w stanie oderwać – o wartości takich numerów przesądza to, czy zespół zdołał uczynić wykonywany kawałek „swoim własnym”. A tutaj właśnie takie zjawisko nastąpiło. No nie mogę się ich za to nachwalić. Ruszyli teraz w minitrasę z The Dead Goats, więc jeśli akurat Twoje, drogi Czytelniku, miasto odwiedzają – leć na gig. A póki co… napawaj się tą nagrywką. Bo taka jest dobra.

5. The Temple – Remnants (z albumu „Forevermourn”)
Zakończmy odrobiną Metalu Zagłady – na doomową Świątynię natknąłem się przypadkiem zainteresowany prostą, ale robiącą swoją robotę, okładką. I jak zaczęli grać, to grali aż im się piosenki skończyły. Bo o wyłączeniu czy zatrzymaniu nie mogło być mowy. Matecznik cywilizacji europejskiej, Hellada, dał światu teraz album wyborny. Ciężki, mroczny, ponury, momentami uderzający słuchacza ładunkiem emocjonalnym ale niepozbawiony piękna. Jednocześnie wierny klasycznym wzorcom gatunku i kombinujący nad połączeniem ich w fajną, świeżą mieszankę. Jeśli poniższa próbka podejdzie – nie wahaj się nawet chwili, sięgaj po całe „Forevermourn”. Longplej ten pełen jest numerów, które gdzieś tam pod skórą zostają.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.
Udostępnij to

O autorze

Lockheed

Śmieszek, domorosły filozof, basista in spe. Siedzi głównie w ciężkich brzmieniach, w blacku czy doomie, ale w każdym gatunku może odnaleźć wartościowe kawałki. Studiuje prawo (europejskie).