Heavy Artworks #18: Okropne okładki

0

Sztuka to fantastyczna sprawa. Każdy może odbierać ją na swój sposób, a mnogość gustów powoduje różnorodność – czy to w muzyce, czy w malarstwie, czy w grafice. Niemniej, przychodzi taki moment, w którym nieważne jak zdegenerowany mamy gust, pewne rzeczy są po prostu brzydkie. Dziś przypomnę kilka okładek, które uważam za obiektywnie absolutnie odrażające. Reszta redakcji też coś dorzuciła.

1. Therion – Theli

Nikt nie może odebrać Therionowi ich miejsca w historii metalu. Spopularyzowali i zdefiniowali brzmienie symfonicznego metalu. „Theli” jest jedną z najlepszych płyt lat 90-ych. Jeśli jej nie słuchaliście, koniecznie to zmieńcie.

Okładka to jednak inna para kaloszy. Jej autorem jest Peter Grøn… kimkolwiek on jest. Internet milczy na temat jego istnienia. Okładka ma w teorii prezentować egipskiego boga śmierci – Seta (Therion mocno korzystał z mitologii egipskiej) . Niestety, wygląda to bardziej jak nadruk na pirackiej płycie jakiejś gry z lat 90-tych która kupowało się na targu.

2. Metallica – Black Album

Co to byłby za portal o Metallice jeśli nie pośmialibyśmy się z ich okładek. Bądźmy szczerzy – to nie artworkami ten zespół stoi. Jednym z przykładów może być okładka „Black Album”. Płyta bez wątpienia jest jednym z najlepszych albumów zespołu, niestety nie możemy powiedzieć tego samego o coverze. Kiedy album wychodził, na scenie metalowej królowały kiczowate okładki prezentujące jakieś karykaturalne postacie, wnętrzności, krew. Zespół chciał odsunąć się od tego jak najbardziej tylko potrafił, toteż wyszli z pomysłem całkowicie czarnej okładki. Jedynym elementem wyróżniającym jest wąż, będący symbolem jednostki minutemanów (jednostka wojskowa) z Culpeper. O ile łatwo zrozumieć ideę buntu, to niestety okładka nie wytrzymuje próby czasu i w świetle innych z tamtego okresu, czy nawet innych coverów wypada bardzo blado.

Oczywiście – są gorsze ich okładki, jak choćby „Load” czy „Lulu”. „Black Album” jest mimo to ciekawszy, ze względu na ideę która stała za projektem coveru.

3. Rhapsody – Symphony of Enchanted Lands

Wspomniałem wyżej o kiczowatych okładkach. Gatunkowym królem w tej materii jest black metal (o którym napiszemy niżej) oraz power metal. Rhapsody to bez wątpienia zasłużony zespół w historii metalu traktującego o smokach, elfach i wojownikach. I o ile ich najnowsze albumy mają naprawdę fajne okładki, tak pierwsze dwa nagrania są bardziej śmieszne, niż poważne. Trzeba mieć jednak na uwadze, że świetnie wpisywały się w estetykę tamtych lat. Wystarczy spojrzeć na pierwsze albumy Blind Guardian czy Stratovarius. Ten typ artworków dominował również na okładkach książek fantasy czy też podręczników do D&D. Inne czasy, inna estetyka.

4. Darkthrone – A Blaze in the Northern Sky

Nie mogło zabraknąć w takim zestawieniu legendy black metalu – Darkthtrone. Album wydany w 1992 roku otworzył trylogię kiczowatych okładek, kończąc na najbardziej znanej płycie zespołu – „Transilvanian Hunger”. Kolejne covery również nie błyszczały, ale ta trójca miała w sobie to „coś” – czarne, nieczytelne logo oraz muzyka w corpse-paincie z wykrzywioną miną, który prawdopodobnie przemierza mroczne lasy Norwegii.

Z ciekawostek, świetną parodię tego typu estetyki zrobił zespół Anal Cunt, zakładając black metalowy projekt „Impaled Northern Moonforrest”. Ich minialbum był sygnowany takim oto dziełem.

5. Alcest – Tristesse Hivernale

Dla niektórych może być to niespodzianka, ale Neige na początku swojej kariery był bardzo oddanym fanem trv black metalu. W 2001 roku nagrał wraz z muzykami Peste Noir demo pod tytułem „Tristesse Hivernale”. W niczym ono nie przypominało Alcestu który znamy, miast tego był to klasyczny black metal, brzmiący jak nagrywany w garażu. Tak też prezentuje się okładka – na froncie kasety mamy czarno-biały las oraz nieczytelne logo Alcestu, zaś z tyłu widać bardzo zaangażowanych w sesję zdjęciową muzyków. Musiały minąć 4 lata aby Neige wypracował swój styl, zarówno muzyczny jak i „okładkowy”. EPka z 2005 roku graficznie prezentuje się już o wiele lepiej. O najnowszej okładce możecie przeczytać w wywiadzie jaki przeprowadziliśmy z Neige (tutaj).
6. Twisted Sister – Stay Hungry

Glam metal to prawdopodobnie jeden z najbardziej zabawnych etapów rozwoju muzyki metalowej. Śmieszne czasy, w których wykładnią męskości było to ile ciuszków damskich na siebie włożysz i jak mocny makijaż żona Ci przygotuje. Niekwestionowanym królem w tej materii był zespół Twisted Sister. Reprezentowany przez charyzmatycznego Dee Snidera, szokował nie tylko na scenie, ale również i na swoich okładkach. De facto niemal każda ich płyta jest reprezentowana przez prześmieszną okładkę, więc postawiłem na album „Stay Hungry” będący jednym z ich najbardziej popularnych. Na zdjęciu widzimy Dee Snidera trzymającego wielką kość. Bardzo stylowe.

7. Manowar – Fighting the World

Zostając w tematyce męskich mężczyzn, czas na kolejną legendę sceny heavy metalowej – Manowar. Zespół który w Moskwie na swoim koncercie był w stanie zgromadzić większą widownię niż Michael Jackson. Niewątpliwa legenda, do dziś wzbudzająca poruszenie. Nie znam starszego fana metalu, który nie byłby w stanie zaśpiewać „We’re the kings of metal commin’ to town„.

Niestety, innym tematem są ich okładki. Cała siła twórcza musiała pójść w muzykę, ponieważ niemal wszystkie ich covery prezentują pół-nagi zespół w bardzo męskich pozach. Fighting the World nie odstaje od tej estetyki, prezentując nam zespół w wyidealizowanej formie.

8. Pantera – Metal Magic

Tak jak w przypadku Alcesta, Pantera też miała swoją „mroczną przeszłość”. Okazuje się że na tyle mroczna, że zespół się od niej odciął. Mianowicie zanim kapela stała się znana ze swoich groovowych brzmień, nagrywali coś z pogranicza glam-metalu. Metal Magic był ich pierwszym albumem studyjnym. Stylowi brzmieniowemu towarzyszyła również prześmieszna okładka. Szczerze powiedziawszy – przy takiej okładce też bym się do niej nie przyznawał. Należy jednak pamiętać w jakim wieku byli wtedy muzycy. W trakcie wydania płyty Dimebag miał 19 lat a Vinnie 16.

9. Autopsy – Shitfun

Autopsy w naszym kraju nie zdobyło ogromnej sławy, niemniej niemała rzesza metali „starej daty” ich pamięta i szanuje. Kapela przeszła sporo zmian brzmieniowych. „Shitfum” był ich czwartym pełnogrającym albumem który, jak się później okazało, zwiastował rychły upadek zespołu na rzecz hardcorowego Abscess. Kapela wróciła do istnienia w 2009 roku. Przez cały okres ich działania, jedna rzecz była wspólna – absolutnie paskudne okładki. „Shitfun” wziął ten temat na kolejny poziom. Nie muszę chyba tłumaczyć co widzimy na coverze.

10. Iron Maiden – Dance of Death

W takim zestawieniu nie mogło zabraknąć tej okładki. Nigdy nie ukrywałem się z opinią mówiącą o tym że okładki Iron Maiden są strasznie kiczowate, ale wiem że sporo osób je lubi. Poza tą. Cover do „Dance of Death” nie da się lubić. Po prostu się nie da. Wynika to z bardzo prostego powodu – jest nieskończony. Kapela skorzystała z jednego z wcześniejszych projektów, co spowodowało że artysta, David Patchett. poprosił o wykreślenie swojego nazwiska z „listy płac”.

Steven Wilson, jeden z moich ulubionych muzyków, powiedział że „okładka jest częścią prezentacji”. Nie możemy separować tych dwóch rzeczy. Toteż niezależnie od poziomu płyty (czy to będzie „Metal Magic” czy to będzie „Theli”) okładka jest czymś równie wartościowym i nie można jej potraktować po macoszemu. Zdaję sobie sprawę, że świat metalu to świat kiczu i jest jakaś presja publiki by gatunki charakteryzowały się swoją estetyką w kwestii coverów. Nie zmienia to jednak mojego zdania na ten temat, dlatego mieliście do czynienia z serią naszych artykułów. W przyszłości możecie oczekiwać kolejnych – ukazujących wyjątkowe okładki, ale także właśnie takich, piętnujących kicz w metalu.

Udostępnij to

O autorze

Wrocławianin, rocznik 92. Muzyką zainteresował się grzebiąc w kasetach ojca, zasłuchując się w Tangerine Dream i Kraftwerk. Z wykształcenia geolog. Fan muzyki atmosferycznej, poetycznej, nawet w najbardziej melancholijnej odsłonie. Wierny fan Avantasii i Stevena Wilsona.