Devin Townsend: Nietypowa historia stojąca za wydaniem kultowego „Ocean Machine: Biomech”

0

  • Zamieszczony poniżej tekst jest autorstwa Eleanora Goodman. W oryginalnej wersji językowej ukazał się pierwotnie na portalu TeamRock.com
Kiedy Devin Townsend był młodym chłopcem, jego rodzice wprost uwielbiali zabierać go na plażę. Wówczas opowiadali mu legendę o tajemniczej sile działającej w morzu, zwaną „siódmą falą” (w większości źródeł zjawisko to znane jest jednak jako „dziewiąta fala” – przyp.red.): 

Nie wiem czy to jakaś babcina opowieść, ale miała odzwierciedlenie w rzeczywistości. Przypływała pierwsza fala, druga, a następnie kolejne… i siódma fala zazwyczaj była określana tą zaskakująco dużą. Możesz być w wodzie i jej nie zauważać, a potem ona znienacka Cię atakuje.

‚Siódma fala’ to także nazwa energicznego utworu otwierającego solowy album Devina, „Ocean Machine: Biomech”. Wydany w 1997 roku krążek ujawnia nieznane wówczas strony rozwijającego się muzyka. Osoby, którą choć cechowała intensywność i nieskończone pokłady motywacji, zmagała się z emocjonalnymi rozterkami, na które wpłynęły m.in. trasy ze Stevem Vaiem i The Wildhearts oraz pierwszy kontakt ze śmiercią, jeszcze podczas czasów szkoły średniej. Stało się to inspiracją dla jego przyszłych prac, gdzie przelewał swoje surowe inspiracje do utworów, które oscylowały wokół uniwersalnych tematów. Próbowały chociażby odpowiedzieć na pytanie z czym wiążę się bycie człowiekiem. Dziś artysta wspomina ten okres bardzo pozytywnie:

Jestem szczęśliwy! Choć byłem bardzo młody, wiedziałem, że moje zamiłowanie do muzyki pozwoliło mi przekazać swoje uczucia w sposób namacalny.

Devin zaczął pisać utwory jak miał 17 lat i podpisał kontrakt z Relativity Records. Miały zostać wydane w formie kompilacji „Noisescapes”, ale ta ostatecznie nigdy się nie pojawiła. Wytwórnia zwróciła taśmy, a on sam ruszył w trasę po świecie z cenionymi muzykami. Wówczas próbował podpisać kontrakt jako Ocean Machine, ale i wtedy spotykał się z odrzuceniem. Jego kawałki były bowiem bardzo różnorodne – od tych brutalnych, do cichych i spokojnych. Mimo to Century Media postanowiło dać mu szansę i wydali te bardziej ekstremalne – to przyczyniło się do powstania Strapping Young Lad. 

Koncepcja Ocean Machine wciąż pozostawała jednak w głowie muzyka. Kiedy więc przyjaciel zasugerował mu, by utworzył własną wytwórnię i zaoferował Sony Japan wydanie płyty na licencji, skorzystał z szansy. Tak powstała HeavyDevy Records. Z prośbą o pomoc zgłosił się do producenta Daniela Bergstranda, który wcześniej pracował z Meshuggah (a jak się potem okazało w przyszłości wyprodukował także „City” – kultowe wydawnictwo Strapping):

Poprosiłem go, by pomógł mi z tym projektem, gdyż było to dla mnie coś istotnego. Nie miałem podpisanego kontraktu na to wydawnictwo, ale pomoc w dokończeniu miksu, popchnęłoby to wszystko do przodu, a materiał brzmiałby dobrze. Zgodził się i to właściwie tyle. Po wielu latach spędzonych w Vancouver, utwory wreszcie dostały swoją szansę. Udaliśmy się do Hiszpanii, byłem świadomy faktu, iż miałem najlepszą możliwą kombinacją…

Devin wraz z Danielem dotarli do nadmorskiej Malagi w 1996 roku. Gdy sezon urlopu kończył się, muzyk zarezerwował studio na dwa tygodnie tuż nad samym brzegiem morza. Niektóre kompozycje miały siedem lat, gitarzysta był bardzo zdesperowany by je wreszcie ukończyć. Niestety los miał inne plany i właściciel studia każdego popołudnia wyrzucał wszystkich, żeby mógł pić z aktorem Antionio Banderasem i jego kumplami:

Okazało się, że Antonio Banderas gra na gitarze i mieszka w tym samym małym miasteczku. Nocą więc przychodził z kolegami, zaczynali pić brandy i do szóstej nad ranem grali na tych akustykach. To nie jest fajne dla 24-letniego dzieciaka, który stawał na głowie, by ukończyć ten projekt. Nie miałem zbyt wielu pieniędzy, więc kazali mi po prostu wypierdalać. Daniel i ja szaleliśmy, staraliśmy się dokonać niemożliwego. 

Co gorsza drugi tydzień obfitował w biblijne sztormy, co spowodowało przerwy w dostawie prądu. Studio było zapleczem magazynu ze sprzętem – Devin i Daniel wpadli na pomysł, by stopa miała więcej pogłosu, w tym celu jej dźwięk puszczali z odsłuchów, a następnie ponownie rejestrowali, by uzyskać jak najbardziej naturalny efekt. Gdy jednak przyszedł czas na nagrywanie werbla, ulewa skutecznie pokrzyżowała plany, krople tak mocno uderzały o blaszany dach, że nie było szansy na zarejestrowanie dźwięków w dobrej jakości. Jak sobie z tym poradzili? Skorzystali z samplu werbla z ‚Sad But True’ Metalliki. Gitarzysta opowiada o tym incydencie z uśmiechem:

Jeśli wsłuchasz się w „Ocean Machine”, zauważysz, że po każdym uderzeniu werbla wybrzmiewa gitara. Chciałem, by brzmiało to jak Metallica, ale nie mogliśmy sobie z tym poradzić, więc wycięliśmy ten dźwięk bezpośrednio z ich kawałka.

Ostatecznie ukończono wszystkie 13 utworów, a Devin wykorzystał każdy fragment taśmy (na sam koniec nawet dograł zapierający dech w piersiach krzyk, by wydawnictwo miało równe 74 minuty). Niestety relacje z menadżerem studia nie były najlepsze. Upominał się o zapłatę za wynajem, zagroził nawet zatrzymaniem taśm. Muzyk wziął sprawy w swoje ręce:

Musiałem je po prostu ukraść. Ten gość niczego nie dał sobie wytłumaczyć, powiedział, że po prostu nie wyda mi taśm bez zapłaty. Powiedziałem mu, by spierdalał! Nocą zakradliśmy się tam z Danielem i zrobiliśmy duplikat masteringu. Nigdy nie spotkaliśmy tego gościa ponownie…

Wiele ścieżek, gęsta atmosfera i refleksyjny klimat – na to wszystko miały wpływ młodzieńcze lata Devina. Utwór ‚Night’ na przykład opowiada o jego sukcesie w Japonii:

Spędziłem tutaj wiele czasu, a tak naprawdę romansowałem na potęgę. Wiesz, przyjeżdżasz do Japonii i okazuje się, że Twoje gówno nie śmierdzi, choć w rzeczywistości wygląda to inaczej. Byłem tym wprost zaślepiony, faktem, że mnie lubią. Mam wiele miłosnych doświadczeń z tamtych chwil.

‚The Death of Music’ nawiązywał tymczasem do wspomnianej wcześniej trasy Devina ze Stevem Vaiem i The Wildhearts:

Zdałem sobie sprawę z utraty swojego indywidualizmu już w młodym wieku. Sława nie ma nic wspólnego z tym co dla mnie ważne, to ogromna bzdura!

Przyznaje zarazem, że w tym wieku był bardzo niepewny siebie, zwłaszcza jeśli chodzi o koncerty:

Denerwowałem się, ale wtedy byłem dziwnym kolesiem. Przede wszystkim byłem zdesperowany, co prowadziło do mojego zaniepokojenia. To nie jest tak, że potem się wszystko zmieniło, ale wówczas byłem tak wyczerpujący, że moja energia wpływała negatywnie na ludzi wokół.

Być może właśnie to doprowadziło do tego, że kompozytor chciał uciec z planety. O tym opowiadają takie utwory jak ‚Hide Nowhere’, ‚Voices In The Fan’ oraz ‚Greetings’, w których podmiot liryczny pragnie zostać porwany przez kosmitów:

Zawsze miałem nadzieję, że w końcu zabiorą mnie kosmici. Pamiętam, iż uważałem, że uczestnictwo w tym mogłoby być wspaniałe. A zwłaszcza ta świadomość, że jestem tym wyjątkowym, którego obcy uprowadzili.

Najbardziej poruszającymi kompozycjami na albumie są jednak te, które opowiadają o okrutnym obliczu egzystencji. ‚Life’ jest na przykład manifestem podkreślającym szlachetność istnienia. Z kolei ‚Funeral’ niemalże hymnem, który został napisany po śmierci jego kolegi z klasy Jessiego Cadmana. Chłopak został zadźgany 18 listopada 1992 właściwie bez żadnego powodu (gdy wracał do domu został zaatakowany przez grupę dzieciaków, które chciały ukraść tylko jego kapelusz).

Devin nie był wielkim przyjacielem Cadmana, choć utrzymywał bliskie relacje z jego siostrą. Grał także w lokalnej kapeli Grey Skies, której Jessie był fanem. Gdy przybył na spotkanie organizacyjne w sprawie pogrzebu, został poproszony o wygłoszenie przemowy – pozostawiło to na nim trwały wpływ:

Nigdy wcześniej nie doświadczyłem śmierci, a kiedy odbywał się pogrzeb miałem wygłosić przemowę. Pamiętam, że nie spodziewałem się, iż otworzą trumnę i wpadłem w panikę. Nie mogłem sobie z tym poradzić, ale nie tylko ja. To były ciężkie chwile dla wielu ludzi, dla nastolatków były to z reguły pierwsze tego typu doświadczenia, dlatego uważam, że nie miało to sensu.

Rodzice Jessiego zaangażowali się potem w kształcenie młodzieży, by zapobiegać takim wydarzeniom, a w ramach tego mama chłopaka odbyła publiczną rozmowę z matką zabójcy syna, co bardzo poruszyło muzyka. Wraz z czasem jednak dojrzał do tego, by zrozumieć tę decyzję i potraktował jako „świadectwo ludzkiej kondycji, o którą warto walczyć”.

„Ocean Machine: Biomech” ukazał się 21 lipca 1997 roku, a reakcja była lepsza niż Devin przewidywał. Wspomina m.in., że płyta została nagrodzoną notą 10/10 w Metal Hammerze przez Robyna Doreiana. Najbardziej cieszyło go jednak, że w końcu znalazł metodę przekazywania swoich wewnętrznych myśli i ukształtowania ich w uniwersalne prawdy:

Jeśli chodzi o Jessiego, Ocean Machine i pogrzeb, a także pozostałe ówczesne wydarzenia… to wszystko wpłynęło na mnie bardziej, niż mogłoby się wydawać. Stworzyły mechanizm – nie tyle radzenia sobie z emocjami, co proces, który do dziś owocuje tworzeniem, a także wykonywaniem przeze mnie muzyki. Twoje życie staje się surowcem – to ogromna sztuka. Gdyby nie to pewnie pisałbym dzisiaj rockowe pieśni o niczym.

Wydawnictwo zamyka ‚Things Beyond Things’, w którym przeważają intrygujące echa wokali i mroczne wizje. Zagłębiwszy się w tekst utworu, wniosek nasuwa się sam – kiedy przyglądasz się życiowym trudnościom i triumfom odpowiednio mocno, stają się one niemal abstrakcyjnym elementem rozległego istnienia. Potwierdza to sam wykonawca:

To doskonałe podsumowanie, które odnosi się do wzlotów, jak i upadków. Analogicznie dzieje się zresztą w oceanach, gdy po przypływach, nadchodzą odpływy. Tak po prostu jest, to wszystko!

Po wielu latach Devin Townsend powrócił do tego krążka i 17 marca w Londynie odegrał po raz pierwszy materiał w całości. Ponownie dokonał tego kilkanaście dni później podczas festiwalu „Be Prog! My Friend” w Barcelonie.  

Udostępnij to

O autorze

jamic

Wielbiciel muzycznych kontrastów – moje uznanie zyskują kanonady dźwięków, jak i wolne nihilistyczne nowoorleańskie riffy. Tych drugich, szczególnie w wykonaniu takich kapel jak Acid Bath, mógłbym słuchać całymi dniami! Klasyczny i soczysty drive jest tym, co w muzyce cenię najbardziej. Dzięki serwisowi mogę wreszcie dzielić się swoją pasją z innymi.