Czy „Dopesmoker” jest najcięższym albumem wszech czasów?

0

Pytasz jaki jest najcięższy album wszech czasów? Wbrew pozorom tytuł ten nie przysługuje ani „Master of Reality” Black Sabbath, ani „Reign In Blood” Slayera.

Najcięższym, najwolniejszym i najbardziej szalonym albumem jaki kiedykolwiek został nagrany jest „Dopesmoker”. To właściwie album koncepcyjny, a opowiada o epickiej pielgrzymce Weedian – starożytnych ludzi, którzy są dowodzeni przez kapłanów High Weed. Ich celem jest „wycofanie się z życia z bongiem w ręku i podążanie za dymem do wypełnionej riffem ziemi”. 

Śmiej się jeśli chcesz, ale te sludge metalowe wydawnictwo jest prawdziwym gitarowym szaleństwem, a na nagraniu zostało uchwycone to, czego nie uchwycił nigdy nikt wcześniej. 

W ciągu tych 63 minut nieprzerwanie dominują narkotyczne i potężne riffy, które wciągają słuchacza w otchłań, są prawdziwymi satanistycznymi hymnami, które mogłyby wywołać rumieniec na twarzy Cthulhu. Krążek ma poza tym jedną z najlepszych prog-rockowych okładek wszech czasów. To prawda, że być może grupy takie jak Kyuss, czy Neurosis cieszą się większą popularnością. Sleep jednak nie można odmówić faktu, iż ich brzmienia także są kwintesencją stoner metalu. Kapela ta unika złożoności, a ich brzmienie można najłatwiej opisać zwrotem „Black Sabbath pod wpływem Valium”. To właśnie dzięki temu od wielu lat demonstrują słuchaczom hałaśliwe krajobrazy!

Grupa pochodzi z Bay Area (San Francisco), a pierwszy album wydali jeszcze w 1991, dzięki czemu szybko stali się częścią potężnej sceny San Francisco. Po sukcesie ich kolejnego wydawnictwa, „Sleep’s Holy Mountain”, zespół podpisał kontrakt z London Records, a następnie muzycy za 75 tysięcy dolarów nagrali gitary, zakupili niestandardowe wzmacniacze i prawdopodobnie wiele konopii. To właśnie te elementy wpłynęły na to, że kapela nagrała godzinny stonerowy opus magnum. Tego, że wytwórnia była zaskoczona mówić chyba nie trzeba, pierwotnie odmówili wydania albumu, co doprowadziło w 1996 roku do rozpadu kapeli.

Dwa lata później na rynku ukazała się jednak pocięta wersja krążka „Jerusalem”, natomiast w 2003 pojawiła się już właściwa wersja, zatytułowana „Dopesmoker” (w 2012 została zmodyfikowana ponownie). To właśnie ta druga wersja została odebrana jako ostateczna i stała się kultowa wśród miłośników psychodelii oraz samego metalu. Słuchanie „Dopesmokera” jest nieprawdopodobnym doświadczeniem!

Wydawnictwo rozpoczyna się kosmicznymi i dronującymi gitarami – wibracjami, które wyznaczają chory krajobraz, niczym filmy science-fiction. Wraz z jego rozwojem staje się co raz bardziej hipnotyczne, co jest zasługą miażdżących czachę riffów, jak i obłąkanej plemiennej perkusji. Wokal wchodzi dopiero w ósmej minucie – jest to demoniczna inkantacja, która mogłaby przybić cię do biblijnej Góry Synaj! Minuty mijają, a kawałek idzie ciągle naprzód, pozostawiając ślad na Twojej wewnętrznej jaszczurczej psychice, rozkład samego czasu jest nieunikniony. 

Gitara solowa jest z pewnością obfita, a sam album jest  świadectwem człowieka wielbiącego zioła – właściwie to dzięki temu narodził się nowy gatunek stonera. Nawet jeśli marihuana i pojawiające się w tekście „ziołowe karawany” to nie Twoja bajka, szalone gitary przyciągają słuchacza, sprawiają, że krążek ten jest naprawdę wartościowy. Z pewnością nie znajdziesz nic cięższego. Po prostu zrób sobie przysługę, weź dobre słuchawki, podkręć głośność i daj się ponieść „Dopesmokerowi”. Sleep reaktywował się w 2009 roku i okazjonalnie gra koncerty, zachęcamy do odwiedzenia ich strony internetowej

  • Tekst został napisany przez amerykańskiego dziennikarza, Ethana Variana. Pierwotnie ukazał się na portalu GuitarWorld.com

Kapela potwierdziła jakiś czas temu, iż rzeczywiście pracuje nad nowym albumem. Post sprzed kilku dni sugeruje natomiast, że materiał jest już na ukończeniu. Będzie to pierwsze wydawnictwo Sleep od czasów opisywanego „Dopesmokera”!

Udostępnij to

O autorze

jamic

Wielbiciel muzycznych kontrastów - moje uznanie zyskują kanonady dźwięków, jak i wolne nihilistyczne nowoorleańskie riffy. Tych drugich, szczególnie w wykonaniu takich kapel jak Acid Bath, mógłbym słuchać całymi dniami! Klasyczny i soczysty drive jest tym, co w muzyce cenię najbardziej. Dzięki serwisowi mogę wreszcie dzielić się swoją pasją z innymi.